Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2008

W pijanym wI(PN)dzie

Nie określę tego inaczej jak tylko paranoję w najczystszej z możliwych postaci.
Instytut Panoszenia Nienawiści (w skrócie: IPN) dodał wyjątkowo ciekawą (ale ciekawą - INACZEJ) teorię na temat śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Teraz z informacji prokuratoro-histeryków z instytucji tejże wynika, że owego księdza przed zabiciem torturowali rosyjscy wojskowi.
Z pewnością nie mogę powiedzieć w tym - w sumie publicznym - miejscu wszystkich wiadomości, jakie są mi znane na ten temat. Ograniczę się wyłącznie do tego, że większą bzdurą byłoby chyba przyznanie Tadzikowi R., zwanemu dalej ojcem tytułu Najbardziej Tolerancyjnego Człowieka Roku.
Weźcie tylko - Szanowni Państwo pod uwagę - że w owych czasach kler i ówczesny rząd zamierzały osiągnąć stabilizację, więc nikomu nie był na rękę wyjątkowo niepokorny ksiądz. Czy w obu wspomnianych instytucjach pojawiły się głosy, by w jakikolwiek sposób go uciszyć, nie dopowiem, zostawiam to bez odpowiedzi.
Jak było naprawdę, chyba wiedzą teraz wyłącznie panowie z IPN, bo - jak mniemam - w ich posiadaniu są akta z procesu zabójców Popiełuszki, jaki odbył się w Toruniu. Zbyt wiele faktów wyszło na jaw, takich niewygodnych dla obu stron.
A rewelacja z torturami wykonywanymi na Popiełuszce przez Rosjan jest tak prawdopodobna jak to, że w tej chwili piję wódkę z Marsjanami (ten drugi wariant jest znacznie prawdopodobniejszy).
I to by było na tyle.

Sphere: Related Content

czwartek, 16 października 2008

Gdzie to prawo?

Nie ma równości w polskim prawie i - śmiem podejrzewać - długo jeszcze nie będzie...
Abonamentowa TVPiS caluśki dzień męczy widzów na wszelki możliwy sposób programami o papieżu Karolu Wojtyle, którego wybrano na owo stanowisko 30 lat temu. Co rusz mowa jest o tym jaki on był to niby wielki, że czegoś tam nauczał (niech więc wreszcie ktoś powie dokładnie czego), no i że WSZYSCY czekają na jego jakąś tam beatyfikację.
Podobnych pierdół - moim zdaniem - jest pełno. Zastanawiam się po co? Czyżby wszyscy w tym kraju byli katolikami, wszyscy podziwiali pana rodem z Wadowic? Znam mnóstwo ludzi, którzy skręcają się na taką papkę płynącą wprost z ekranu.
W normalnym kraju z pewnością przeciwko takiej telewizji wpłynęło przynajmniej kilkanaście pozwów o obrazę uczuć, brak równouprawnienia itp. W Polsce jednak nie ma mowy o tym, by np. ateista zaskarżył kogokolwiek o naruszanie jego światopoglądu taką indoktrynacją. A na zmianę szansy nie widać...

Sphere: Related Content

czwartek, 10 lipca 2008

Grajdoł miejski

Onegdaj napisałem, że rodzinnym mym miastem jest gród nad zupą (ze względu na jakoś wody płynącej), pardon - Brdą. I w tymże mieście prezydenciunio kochany - niekoniecznie przez wszystkich - wpadł na pomysł fenomenalny...
Kiedyś też wspomniałem strażnikom miejskim i policjantom, że gdyby na jednej z równoległych do Gdańskiej, czyli głównej ulicy miasta tegoż, ulic właśnie zauważyli człeka idącego tak zwanym zygzaczkiem, nie oznacza to, iż jest on w stanie niekoniecznie pod wpływem, ale zwyczajnie stara się psie gówienka omijać. No i stało się. Prezydenciunio w swym edukacyjnym przypływie radości uraczył właścicieli psów specjalnymi foliami, jakie bezpłatnie można brać z umieszczonych w różnych częściach miasta pojemników. Mimo to nadal zygzaczkiem należy chodzić.
I teraz najlepsze - wymyślił sobie prezydenciunio, że psie kupy - te, jakich nie pozbierają, a na gorącym uczynku natkną się na ten fakt odpowiednie służby - karane będą 500-złotowym mandatem. Mało tego - ci, co rzucą papierek na przykład, a zostaną zauważeni, też zaliczą taką samą karę, bo śmieci wrzuca się do koszy.
A teraz dodatek: na wspomnianej ulicy, gdzie zygzakiem się chodzi, kosz uświadczy człek co mniej więcej 600-800 metrów. Nawet cierpliwych znudzi niesienie w garści foliowego opakowania po batonie.
Poza tym - inna z głównych ulic, prowadząca do dworca kolejowego wyposażona została tak, że 10 minut szukałem kosza na śmieci należącego do miasta.
Główka pracuje, prezydencuniu, móżdżek już nie...

Sphere: Related Content

środa, 25 czerwca 2008

IV UE ?

Bracia Mniejsi przez innych zwani również Braćmi Stereo chcieli wprowadzić w życie IV RP. Inwigilacje, podsłuchy, lustracje, weryfikacje, likwidacje, rozliczenia itp. To był znak przewodni ustroju, który - na szczęście - w życie nie miał szansy wejść. Ale znaleźli się spadkobiercy. Szczęka opada jacy...
Otóż Parlament Europejski planuje, aby każdy, kto prowadzi bloga, a jest obywatelem Unii Europejskiej, będzie musiał ujawnić swoje dane osobowe. Chyba tylko po to, aby ogłaszający swe tradycyjne głupoty politykier (nie mylić z politykiem) mógł bez kłopotu skierować do sądu sprawę i liczyć na jakieś odszkodowanie po skrytykowaniu go w blogu przez kogokolwiek z rozsądniejszych.
Nie mam zamiaru zagłębiać się w jakieś aspekty prawne tego przedsięwzięcia, bo sensu raczej w tym nie ma. Czekam tylko czy kolejnym elementem zmian nie będą nowe zapisy w krajowych ustawach, np. we Włoszech - dzień bez makaronu, we Francji - bez wina. Przykładów wystarczy. Tak samo "mądre" jak ów planowany przepis o blogach.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Z mózgiem na bezrobociu

Jeżeli ktokolwiek z Was mieszka obecnie w konkretnym miejscu, jakie ma wpisane w dowodzie osobistym, niech się nie zdziwi, jeżeli w przyszłym roku dowie się, że mieszka w Przemyślu, chociaż poprzednim miejscem jego zamieszkania był np. Koszalin. Ustawodawca szykuje nam bowiem dobrowolność w informowaniu urzędów w tym względzie.
Teraz każdorazowo przy zmianie miejsca pobytu niezbędna jest wymiana dowodu osobistego, wypełnianie stosu papierów itd. Niebawem ma być nam lżej, bo przecież w tym względzie zaistnieje wspomniana dobrowolność. I tu zaczynają się schodki...
Tak to sobie wyobraża ustawodawca, znaczy czynniki w tym kraju decyzyjne, że - jeżeli komuś się zachce - będzie mógł podać swój aktualny adres za pomocą internetu lub przez telefon. Tym też sposobem będę w stanie (i to całkowicie bezkarnie) zrobić psikusa komuś ze znajomych, kogo znam numer PESEL i kilka innych danych. Podać się mogę za takiegoż delikwenta i zmienić mu adresik. To wariant dla bezmyślnych.
Pozostaje jeszcze kwestia ludzi ściganych przez wymiar sprawiedliwości, i to niekoniecznie gangsterów, ale choćby dłużników, osób poszukiwanych przez komorników, zalegających z podatkami czy alimentami. Kto ich znajdzie, kiedy obowiązek meldunku zniknie?
Nie ma przymusu aktualizacji meldunku, więc nawet biorąc kredyt w banku można podać stare dane i niech windykacja szuka wiatru w polu. To pewnie tylko szczyt góry lodowej w pomysłowości, z jaką pewnie się spotkamy.
Będzie bosko!

Sphere: Related Content

czwartek, 6 marca 2008

Durnie i palanty prawem chronione

Konia z rzędem temu, kto powie czy polskie prawo ma jakąś logikę. Wedle art. 135 Kodeksu karnego mówi, że "kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech".
Przed wieloma laty miałem być okazję świadkiem, kiedy to sąd w pewnym mieście wojewódzkim wydawał wyrok na jakiegoś lumpa. Dokładnie nie kojarzę już poszczególnych elementów składowych, ale brzmiało to mniej więcej tak: za kradzież - 2 lata, za pobicie - 5 lat, za włamanie - 3 lata itd. Jako że w matematyce średnio biegły jestem, szybciutko sumowałem sobie na paluszkach ile to za kratkami ów jegomość posiedzi. Wyszło mi, że tak około 12 wiosen w celi pobędzie, ale zdziwienie moje było przeogromne, kiedym usłyszał, iż kara łączna wynosi 4 (słownie: cztery) lata.
Ten właśnie fakt skojarzyłem natychmiast z orzeczeniem warszawskiej prokuratury, która uznała słowa byłego prezydenta Lecha Wałęsy, co to o swym imienniku, obecnym lokatorze pałacu na Krakowskim Przedmieściu powiedział: "durnia mamy za prezydenta".
Co prawda zgadzam się z przedmówcą, jednak na cholerę w Polsce istnieje jakaś ochrona wyłanianego w wyborach urzędnika najwyższej rangi?
Na dodatek Stefek Burczymucha (zwany przez niektórych Muchołapem) Niesiołowski przedstawił kiedyś swój osąd o Lechu Kaczyńskim: "mały, zakompleksiony człowiek", a jeżeli dorzucimy do tego umorzone prawnie bluzgi pod adresem tegoż, jakie padały z ust najsłynniejszego bezdomnego w Polsce, wobec którego postępowanie także umorzono, możemy chyba mieć pewność, że cokolwiek złego nie powiedzielibyśmy o aktualnym prezydencie oraz o innych wybrańcach narodu, i tak ujdzie nam to płazem.
Zatem czy wolno mi stwierdzić: prezydent - palant, sepleniący kurdupel, premier - ciul i bezmózg, wojewoda - gnojek?
Idąc tym tropem, witający np. rosyjskiego przywódcę szef polskiego rządu może usłyszeć: spier.. ty kut..., w d... sobie wsadź te wasze żądania, możesz mi skoczyć, a tak w ogóle to spadaj.
No to wsadźmy wszyscy nogi w kartofle (nie te z niemieckiego czasopisma"Der Spiegel") i raczmy się rodzimą kulturą. Polityczno-prawną.

Sphere: Related Content

środa, 5 grudnia 2007

Zero argumentacji pana Z.

I co? JAJCO !!!
Ależ skuteczność w walce z układem mieli wyznawcy kaczyzmu. Co prawda przez niego nikt już nie miał zginąć, ale nie wziął podobno łapówy Jondrek, gdyż przez Ryszarda Krauzego uprzedzonym został. I cóż też wyszło z konferencyji prasowych niejakiego Ziobro? Dosadnie rzecz ujmując - (cztery litery) wyjątkowo blade.
Prokuratura cofnęła bowiem wydany za PiS-uarowego ministra od sprawiedliwości nakaz zatrzymania przebywającego poza granicami kraju biznesmena, bo zarzuty względem Krauzego okazały się jakości tak miernej, jak - nie przymierzając - argumentacja pana Z. Oddając szczyptę sprawiedliwości, przesłuchanym ma zostać, ale na tym koniec.
I niech zatem nikt mi nie mówi, że nie mieliśmy do czynienia z politycznymi naciskami. Mister Ziobro zresztą ostatnio jakby nieco przycichł, nie widać go w mediach, nie oskarża, nie oczernia, po prostu go nie ma.
Nic jednak z tego, z pewnością wróci, bo podobno zbiera siły. Mniemam, że na nową wojnę. Konstruktywności bowiem przy takim charakterze - zero.

Sphere: Related Content

środa, 21 listopada 2007

Nie obudzili, bo swój?

Ależ się Jedynie Prawi i Sprawiedliwi szarpnęli. W prawach członka tejże partii zawieszony został wiceminister od zdrowia, zresztą sam o to wnioskował. I teraz komisyję sobie urządzą, by ustalić co z tym fantem począć.
Już wspominać raczyłem, że Piecha prawie na odchodnym kaczego rządu do listy leków refundowanych dopisał medykament znacznie droższy i niekoniecznie skuteczniejszy od swego polskiego odpowiednika. Teraz wspomina się, iż uległ wpływom lobbystów. Nie zamierzam nikogo oskarżać, ale to dość eufemistyczne określenie, które można opisać w bardziej dosadny sposób porównując ten fakt do przypadku posłanki Sawickiej, a ta zwyczajnie wzięła łapówkę, do czego była namawiana.
Tyle tylko, że jakoś zabrakło mi tu jednego: dlaczego wyżej wymienionemu wiceministrowi od zdrowia nikt nie zamówił budzenia w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym? W bardziej błahych sprawach nagła pobudka zamawiana właśnie była.

Sphere: Related Content

wtorek, 20 listopada 2007

Nie do przełknięcia

Europa takiego wariantu znieść nie mogła, bo skoro kaczystom nie spodobał się pewien reprezentujący Polskę profesor, który jawnie krytykował rządy Braci Mniejszych, należało do odwołać. Bez jakichkolwiek zwyczajowo przyjętych konsultacji, cichaczem chciano wstawić swoich...
Przy Radzie Europy funkcjonuje taki organ nazywany Komitetem do spraw Tortur (cóż to za zacna nazwa!), który monituje przestrzeganie praw człowieka, np. w szpitalach psychiatrycznych lub więzieniach. I właśnie dotychczasowy przedstawiciel Polski w tymże organie nie przypadł do gustu wyznawcom kaczyzmu, bo ostro ich ganił. Jako że niebawem kończy się mu kadencja, PiS-uary próbowały wstawić swoich pomazańców. Swoich, czyli kogoś z ulubieńców niedoszłego Narodowego Dobra - Ziobra (błąd gramatyczny jak najbardziej zamierzony, żeby się rymowało).
Europa pokazała jednak tym smalącym cholewki do ciepłej posadki zwyczajny gest Kozakiewicza, wysyłając takie kandydatury po prostu na drzewo i prosząc o kolejny zestaw kandydatów, ale kompetentnych. Kaczyści w swych ostatnich podrygach władzy próbowali kogoś znaleźć, ale zwyczajnie im nie wyszło, bo nowy minister z ramienia PO, do którego Brat Mniejszy Większy miał jakieś bliżej nieokreślone zastrzeżenia, szybko zablokował wszelakie ruchy personalne w tym względzie.
I znów wyszło jak krótką i mało fachową ławeczkę mają PiS-uary. A zresztą, któż byłby w stanie przełknąć Ziobrówkę - słabego adwokata na kaczych jajach.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 12 listopada 2007

Merytoryczny, twoja mać...

Ze względu na braki w wiedzy psychiatrycznej nie mam pojęcia czy najgłębsze stadium ograniczenia umysłowego, czyli idiota, mam jeszcze jakieś stopnie owego zidiocenia. Odchodzący w kierunku opozycji światek Jedynie Prawych i Sprawiedliwych zdążył się już na tyle zamotać, że nie ma pojęcia (bez słowa chyba lub prawdopodobnie) o czym mówi, co rzekło się wcześniej, a na dodatek przewidywalność takowego postępowania jest równa zeru lub nawet poniżej tegoż zera.
Mowa o niekoniecznie moim ulubieńcu, przyszłym ministrze od zagranicznych spraw - Radosławie Sikorskim, do którego prezydent ma jakieś zastrzeżenia...
Pierwszy temat względem owych zastrzeżeń - prezydent nie powie o swych obiekcjach przyszłemu premierowi, dopóki ten nie zostanie szefem rządu. Tak bez żadnego uzasadnienia. To wersja pierwotna. Potem jednak powód się znalazł - Tusk nie ma jeszcze uprawnień umożliwiających mu dostęp do tajemnic państwowych, więc dowie się o zastrzeżeniach Brata Mniejszego Większego kiedy premierem zostanie i wtedy będzie tak porażony, że Sikorskiemu da totalnego kopa, a sam poczuje się wyjątkowo niedobrze, bo cała ta jego Platforma Obywatelska - ze względu na zglebienie kandydata do posady w MSZ - straci w sondażach a PiS-uary zatriumfują. Już w tym momencie przestało mi się cokolwiek zgadzać. O jakiej to tajemnicy państwowej mowa, skoro i tak wszystko na jaw, do społeczeństwa wyjść ma? Społeczeństwa nie posiadającego uprawnień do tych państwowych tajemnic. Przeciek w tej kwestii przecież być musi, inaczej cała ta prezydencka ciuciubabka sensu nijakiego nie ma. Tylko główka, w której mózg skurczył się do rozmiarów co najwyżej orzeszka laskowego mógł wpaść na tak niedorzeczny pomysł. A jeszcze prezydencki rzecznik, niejaki Kamiński (ksywa: Pinochet) oświadcza, że zarzuty nie mają charakteru kryminalnego, tylko merytoryczny.
I teraz sprawa druga: na Śląsku działał pewien weterynarz, który miał to nieszczęście być kiedyś członkiem PZPR. Sędziwy pan okazał się lekarzem od zwierząt tak dobrym, że - mimo swej partyjnej przeszłości - był przez okoliczną ludność prawie noszony na rękach. Uczynny, operatywny, zawsze służył pomocą. Nie spodobał się rządzącym tam PiS-uarom, którzy wbrew wszelkim obyczajom i prawu, doprowadzili do jego zwolnienia, bez uzasadnienia, co pociągnęło za sobą falę protestów, w tym nawet Solidarności, obcej przecież PZPR pod względem ideowym. O zwolnieniach innych osób, jakie raczyły stanąć po stronie weterynarza, protestującym przeciwko PiS-uarowym praktykom, wspominać nawet nie trzeba. W sumie załamany bezprawiem weterynarz popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę. Sprawcy nieszczęścia - a niech mnie służby PiS-owskie zgarną - okazali się być takimi skurwysynami, że mieli czelność pojawić się na pogrzebie, a potem zawiadomić prokuraturę, donosząc na ludzi, którzy podczas pochówku ostro wyrażali się o kaczych janczarach i ich rządach. To owa druga sprawa.
I wniosek: o jakich merytorycznych zarzutach ktokolwiek ma czelność mówić? Kiedyś przestępców kamieniowano. W majestacie prawa i sprawiedliwości.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 22 października 2007

Mój błąd. PiSland trwa...

Przyznam się, że dopiero dziś mogę jednoznacznie stwierdzić: PiSland, Kaczyland (nazwa zresztą obojętna) nie do końca zniknął i za szybko nie należy spodziewać się jego rzeczywistego zakończenia tej formy ustrojowej. Nie inaczej, skoro jeszcze nawet mowy nie ma o jakiejś koalicji, nie wspominając już o sformowaniu rządu, a Brat Mniejszy Większy zapowiada blokowanie ustaw, jakie zostaną przygotowane przez nowy parlament. I tym też sposobem apolityczny prezydent jawnie sprzeciwia się większości tych, którzy wybrali inną od kaczej opcję.
Mało tego, widać, że odejść trudno i trzeba jeszcze coś namieszać, choćby z wynikami wyborów. Jakim to dziwnym sposobem tak długo do Państwowej Komisji Wyborczej trafić nie mogą głosy z Wielkiej Brytanii (większość z nich dla PO)? A z takich Stanów Zjednoczonych, gdzie PiS wygrało jakoś głosy dotarły. Ministerstwo Fotygi Zagranicznej - jak na moje - zwyczajnie się ociąga zgodnie ze stwierdzeniem Yaro: Raz zdobytej władzy nie oddamy.
Oddać faktycznie ciężko, skoro - wbrew obowiązującej Konstytucji - PiSiulki wymyśliły sobie, by to prezydent miał prawo wyboru ministrów tzw. resortów siłowych. Ot, jak ciężko rozstać się z ową władzą. Mało tego, próbowali unieważnić wybory ze względu na przedłużającą się ciszę wyborczą. Nie wyszło, gdyż byłoby to niezgodne z prawem.
I tak to wyglądać będzie nadal. Interpretowanie prawa, naginanie go, bojkotowanie lub wetowanie decyzji rządowych. To pozostanie, bo tyle jeszcze mogą - tradycyjnie prowadzić destrukcję. Budować przecież nie umieją.
Kaczyland zatem pozostaje. Pospieszyłem się - mój błąd.

Sphere: Related Content

piątek, 19 października 2007

FiH nie PiS

Można się było tego spodziewać. Jarosław Kaczyński, mieniący się być premierem tradycyjnie myli zajmowane funkcje. Za pieniądze podatników wystąpił w abonamentowej TVPiS jako premier właśnie, ale gadał jak prezes partii startującej w wyborach. Nie po raz pierwszy zresztą Braciom Mniejszym mylą się pojęcia, skoro ten będący prezydentem występuje jako agitator wyborczy Prawych i Sprawiedliwych. Choćby w USA, gdzie namawiał do głosowania na ugrupowanie kierowane przez swojego bliźniaka.
Nie o tym jednak w tym miejscu. To tylko mała dygresja na wydarzenia ostatniego dnia wyborów, chociaż spodziewam się, że wiadomości w opanowanej przez PiS publicznej telewizji będą naszpikowane propagandą sukcesu ekipy rządowej. Jak się tylko śmiem domyślać kilka razy pokażą uśmiechniętą twarz premiera, który przetnie jakąś wstęgę inwestycji, jaka funkcjonuje już od przynajmniej kilku miesięcy. Prezydent coś tam podpisze, jakąś ważną ustawę, z którą czekano też kilka miesięcy.
I będzie to wyglądało mniej więcej tak, jak w pewnym wierszu. Nie pomnę już jego tytułu ani autora, ale było to mniej więcej tak, że "mówię coś tam, a myślę - Lenin". Jakoś tak to było, że ów autor cosik tam mówił, ale zawsze na myśłi miał wodza Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. Tym razem - podejrzewam - zostanie to tak umiejętnie spreparowane, w sobotnich wiadomościach - że powiedzą coś, a w domyśle będzie oczywiście PiS. Tym też sposobem złamana zostanie cisza wyborcza. Czyli prawo.
Pojąć nie mogę jak to możliwe, by partia ta miała czelność nosić taką nazwę, wystawiając ludzi totalnie ośmieszonych, którymi zająć powinno się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Niestety, policja polityczna swoich nie ruszy, a byłoby kogo.
Niekiepski kocioł zrobił się w takim Kujawsko-Pomorskiem, gdzie dotychczasowego lidera Tomasza Markowskiego usunięto z list, gdy okazało się, że wyłudził z sejmowej kasy 130 tysięcy złotych niby to na wynajem mieszkania, którego faktycznie nigdy nie wynajął. Żaby było jeszcze ciekawiej, teraz na pierwszym miejscu na liście wyborczej znajduje się legenda wędrownictwa sejmowego Wojciech Mojzesowicz. Osobnik ten zaliczył już bodajże wszystkie możliwe partie poza lewicą. A jeżeli dołożymy do tego fakt, iż ta twarz PiS we wspomnianym województwie była jedną z głównych postaci słynnej afery z taśmami Renaty Beger, wiemy już jacy oni prawi i sprawiedliwi.
Markowski pieniądze zwracać musi, podobnie jak inny kandydat PiS - Jacek Szczot, obecnie wiceminister rolnictwa. Temu przyjdzie oddać ponad 100 tysiączków, jakie zgarnął z unijnych dotacji za uprawę ziemi, której uprawiać dane mu nie było. Ręki do tego nie przyłożył ani zamiarem, ani uczynkiem. Kasę jednak łatwo było brać...
Prawi i Sprawiedliwi. A chciałoby się bardziej powiedzieć Faryzeusze i Hipokryci.

Sphere: Related Content

wtorek, 16 października 2007

Skutecznie - wypad...

Polityka jakoś od zawsze kojarzyła mi się z czymś w rodzaju kurtuazji, subtelności w wyrażaniu swoich poglądów, nawet jeżeli pragnie się dokopać rywalowi. Przede wszystkim zaś z dyplomacją, a tej pewnie w ostatnich dwóch lat mieliśmy mniej więcej tyle, co kot Brata Mniejszego Mniejszego napłakał.
Nie w tym rzecz jednak, bo owa nowa jakość w polityce, tej, jakiej obecnie pojąć nie mogę wykluła się z jajeczek niekoniecznie kurzych. Mieliśmy oskarżenia o dziadka w Wermachcie, śmierć Barbary Blidy, za którą winę ponosić mieli jej partyjni koledzy i koleżanki. Tym też sposobem subtelne zachowanie ma się tak, jak Kurski do owej polityki.
Przyszła koza do woza, gdyż gdański sąd zadecydował, iż bulterier ma przeprosić wiceprezydenta Sopotu, jednocześnie kandydata PO do Sejmu za obrazę. Ten "uczciwy i skuteczny" kandydat na posła - jak sobie wypisał na plakacie wyborczym - oświadczył, że wiceprezydent Sopotu nie chciał współpracować z policją polityczną PiS (czytaj: CBA) w i tak skandalicznym temacie. CBA żądało bowiem udostępnienia danych o sprzedaży gminnych nieruchomości, szukając jakichś przekrętów. Bulterier wyskoczyć miał zatem z oświadczeniem, iż skoro wiceprezydentowi nie skoro do współpracy z politycznym ramieniem zbrojnym Jedynie Słusznych, Prawych i Sprawiedliwych Twórców Nowego Społecznego Ładu i Porządku, pewnie sam macza palce w niecnych czynach. No i wiceszef sopockiego magistratu się wściekł, oddał sprawę do sądu w trybie wyborczym i wygrał. Kurski ma przeprosić.
A bulterier - określa wyrok sądu jako skandal (oj, znamy do PiSłownictwo z niekorzystnych orzeczeń np. Trybunału Konstytucyjnego) i zapowiada odwołanie. Czyli polityka partyjna po staremu. Pewnie Ziobro pogrozi sędziemu, tylko nie wiadomo jak, skoro rączka złamana w wypadku...
Mieć tylko należy nadzieję, że wyrok sądu w mocy utrzyman zostanie. Kurski będzie musiał wtedy uczciwie przeprosić, a potem niech skutecznie sp...
Może wtedy moje pojmowanie polityki wróci do normy.

Sphere: Related Content

Przeszczepik ministerku?

Minister Ziobro potrącił na przejściu dla pieszych dwie osoby. W te pędy poleciał do sędziego i pyta:
- No i co z tym k... począć?
Sędzia po głębszym zastanowieniu:
- Wie pan, tego, który wpadł panu na maskę i rozbił szybę oskarżymy o zniszczenie mienia prywatnego. Dostanie 5 lat. A temu, którego odrzuciło w krzaki wlepimy 8 lat za ucieczkę z miejsca wypadku.
Kiedym opowiadał ten kawał nie miałem jeszcze pojęcia, że Nasze Narodowe Dobro - Ziobro rzeczywiście wypadek samochodowy mieć będzie. Ale okazało się, iż to on obrażenia odniósł i migiem zawieziono go do szpitala...
NIESPODZIANKA !!! - chciałoby się powiedzieć zamiast pewnego pana doktora. SURPRISE !!! - z angielska można by rzec. Otóż trafiło się Ziobrze na pana doktora Jana Podgórskiego. A ów pan doktor w sierpniu zatrzyman był przez niejaką polityczną policję na usługach Braci Mniejszych i pretorian ich. Służba ta Centralnym Biurem Antykorupcyjnym jest zwane, no i pan doktor zakutym w kajdany był. I ów to lekarz owego Ziobro opatrywał. Nie kajdanami, ale pewnie bandażami czy temu podobnymi gipsami.
Jak to możliwe, by minister ów oskarżanemu o łapownictwo doktorkowi dotknąć się pozwolił? Przeca - chociaż sąd wypuścił Podgórskiego z braku dowodów - Ziobro lepiej wiedział, gdyż (nie pomnę, ale pewnie tak było) konferencyję prasową urządził był i na lewo i prawo rzucał kalumniami w medyka. Pewnie teraz ministerkowi przyjdzie szybciutko wyspowiadać się, bo kontakt z takim lekarzem to utrata czci i honoru dla Prawego i Sprawiedliwego (a jak jeszcze Ziobrze przyszło za owo udzielenie pomocy łapówkę wręczyć?). Do Tadeusza R., z zawodu ojca udać się polecam.
A do doktora pretensje mam. Trza było z okazji skorzystać i wykonać jakiś drobny przeszczepik, choćby obolałej rączki, żeby ministerek miał choć jedną prawą. Obie lewe do roboty nie za bardzo do tak odpowiedzialnej robótki się nadają. O główeczce nie wspominam.

Sphere: Related Content

sobota, 6 października 2007

Dwadzieścia lat, a może mniej...

TVPiS zaczyna przypominać mi powolutku media, jakie pokazywane były w filmie "Equilibrium", gdzie przedstawiono państwo ze wszech miar totalitarne, w którym rządzi człowiek wprowadzający w życie swe idee. Pokazywany jest tylko na szklanym ekranie, nikt do niego dostępu nie ma. Końcówka wyjaśnia wszystko - otóż tzw. Wielki Brat (którego imienia czy też nazwiska nie pomnę) nie żyje, a jego miejsce zajął ktoś inny.
I tak też stało się z ostatnią transmisją polskich zawodników w piłkę kopaną w niejakim Pucharze UEFA. Nie w tym rzecz, że nasi zawodnicy zwyczajnie polegli, co staje się być - na szczeblu klubowym - rzeczą oczywistą i drużyn w żadnych europejskich rozgrywkach tradycyjnie już nie mamy. Inny fakt okazał się znacznie ciekawszy. TVPiS zaprezentowała ten mecz, oznaczając go "na żywo", czyli podobno mieliśmy do czynienia z relacją bezpośrednią. Problem w tym, iż owe zawody zaprezentowano z opóźnieniem około 20 minut, czyli takim, w jakim dziś zazwyczaj nawet pociągi się nie spóźniają. Tymczasem obowiązujące w Polsce prawo jednoznacznie określa zasady, a według nich mecze polskich drużyn muszą być przekazywane w czasie rzeczywistym. Kogo to jednak obchodzi, skoro telewizja opanowana, więc widzowie zobowiązani są do przełknięcia wszystkiego, wszystkiego, co narzucą im reżimowe media.
Idąc tym tropem dodam jedynie, że bardzo podobał mi się komentarz jednego z internautów, który stwierdził, że jeżeli pójdzie tak dalej, transmisje z Mistrzostw Europy we wspomnianej dyscyplinie, jakie w 2012 roku mają odbyć się i na polskich stadionach będą pokazane z około 20-letnim opóźnieniem, bo do tego czasu owe stadiony pewnie zdążą wybudować.

Sphere: Related Content

czwartek, 4 października 2007

Ścierwo (jeszcze większe)

Prawo i Sprawiedliwość ma swoje prawo i swoją sprawiedliwość. Po dzisiejszych słowach osobnika mieniącego się być premierem którejś tam RP jasno widać, że Barbara Blida została zamordowana w majestacie Prawych i Sprawiedliwych...
Jak bowiem inaczej można byłoby pomyśleć o słowach Yaro, który rzekł dziś: "Gdyby Barbara Blida w 1989 roku wybrała inną opcję polityczną, a wiem, że miała takie propozycje, dziś na pewno by żyła" (tekst zasłyszany z telewizji).
Czy zatem ten od sprawiedliwości, ten który podobno również mieni się być ministrem zdecyduje się na wszczęcie śledztwa po tak jawnym przyznaniu się do winy, podejrzewam, że nie. A groźba pozostaje - dla opozycji. Każdy niewygodny zginąć może, a dokładniej popełnić samobójstwo.

Sphere: Related Content

środa, 12 września 2007

Dźwięczna równość

O tym, że Polak potrafi pokazał pewien 23-latek z Cieszyna. Na tyle nie lubi (dlaczego miałbym pisać lubił?) Brata Mniejszego Większego, że samodzielnie skonstruował program do pozycjonowania stron w internecie i nieco go uraził...
W wyszukuwarkę Google wystarczyło wpisać słowo "kutas", by na pierwszym miejscu pojawiła się strona prezydencka. No i wytropiono tegoż bezrobotnego pana, wkroczyła policja (CBŚ go nie budziło) i teraz może dostać do trzech lat więzienia.
W tym miejscu chciałbym się zapytać: za co? Pewien Tadeusz R., z zawodu ojciec wyzwał Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę Marię od oszustów i czarownic. Grozi mu to, że znów będzie promował w swych mediach partię o Jedynie Słusznych, Prawych i Sprawiedliwych poglądach, czyli w przeciwieństwie do poszukiwanego onegdaj bezdomnego pana Huberta, który po pijaku rzucił stertą obelg w kierunku głównego lokatora budynku na warszawskim Krakowskim Przedmieściu.
Po raz kolejny mamy zatem do czynienia z równością prawa (i sprawiedliwości). Pamiętam - mam nadzieję, że nikogo słownictwem nie urażę - że do pewnego pana, i to nawet w wysoce oficjalnych sytuacjach mogłem nazywać "chuju". Mam tę umiejętność, że "ch" umiem wymawiać w tzw. sposób dźwięczny. Nie jest to wówczas słowo obraźliwe, gdyż w staropolszczyźnie wyraz ten oznaczał człowieka, jakiego dziś określilibyśmy mianem awanturnika, oszołoma, zgrywusa. I on się o to nie obrażał.
Może cieszynianin też chciał coś dźwięcznie wyrazić, ale w formie pisanej przedstawić to niezwykle trudno. Z pewnością gdyby zrobił to z zawodu ojciec, takie byłoby wyjaśnienie problemu a postępowanie karne umorzone z urzędu lub z polecenia oszusta lub czarownicy (nie mylić z gazetami lub czasopismami).

Sphere: Related Content

czwartek, 6 września 2007

Gdzie te zarzuty?

Putra powiedziała, pardon powiedział, w dniu, gdy zatrzymano byłego już szefa MSWiA, by ten nie był taki pewny, że Kaczmarek jest niewinny, bo prawda i tak wyjdzie na jaw. I wyszła...
Wspomniany zatrzymany i wypuszczony, giertychowy kandydat na premiera może mieć kupę satysfakcji. Okazuje się, że nie było jakichkolwiek realnych podstaw, żeby skuto mu ręce i w asyście odzianych w czarne maski i hełmy, z karabinami w dłoniach funkcjonariuszy doprowadzić przed oblicze mniej lub bardziej niezależnej Temidy. I co teraz?
Wspomniana(y) Putra, podobnie jak inni nadal będą brnąć swoją Jedynie Słuszną Linię Programową. Bo tym sposobem, i tylko tym są w stanie odbierać elektorat swoim konkurentom. Oczernić, zakuć w kajdanki, nagłośnić i wypuścić z braku dowodów.
Czekać teraz tylko należy jakie będą wypadki ze zwolnionym chirurgiem Mirosławem G., który domaga się odszkodowania za bezzasadny areszt i absurdalne zarzuty mówiące o tym, że uśmiercał ludzi, co zresztą padło z ust złotych ministeriuum Ziobro. Oj, przydałoby się, aby ów chirurg, a dokładniej jego adwokat tak pokierował sprawą, żeby finansową odpowiedzialność poniosła osoba, która wydała nakaz aresztowania. Być może wówczas postawiony pod ścianą reprezentant prawa (i sprawiedliwości) wyjawiłby kto faktycznie nakazał wykonanie pokazowego aresztu. Niestety, to tylko mżonki. I tak za kolejne ściganie zapłacą podatnicy.

Sphere: Related Content

sobota, 1 września 2007

Łomatkobosko! Ministeriuum!

Czekam kiedy Nasze Narodowe Dobro - Ziobro weźmie solidny rozbieg i przyłoży głową w wyjątkowo twardy mur. Tyle mu już zostało.
Zaatakował i aresztował obecnych przeciwników politycznych. Zarzuty miał tak mocne, że po niespełna dobie od chwili zatrzymania panów nazywanych powoli czterema muszkieterami trzeba było ich wypuścić. Co prawda za kaucją, jednak gdyby rzeczywiście zarzuty były tak mocne, powalające, niszczące itd., na pewno towarzystwo nadal siedziałoby za kratkami. Ależ to mocne zarzuty...
Teraz na dodatek, już po wypuszczeniu podejrzanych ujawnia się jakieś fakty, że Kaczmarek zeznał jakoby był w restauracji, a tak naprawdę nie był. No to rzeczywiście jest argument, którym Ziobro powala wszystkich na kolana i nazywa byłego szefa MSWiA zakłąmanym i nieuczciwym. I jeszcze kolejne nagrania, kolejne taśmy prawdy. Dlaczego więc ich wypuszczono? Przecież w takim przypadku normalny, przeciętny - zaznaczam - przeciętny podejrzany winien siedzieć. Bez dwóch zdań, koniec i kropka.
Ale to nie wszystko. Skompromitowany, ale trzymający się kurczowo stołka Ziobro (sam już złapany na ewidentnym kłamstwie) oświadczył, że przyjdzie czas na ujawnienie kolejnych faktów i dowodów, które będą mówić o Donaldzie Tusku, Wojciechu Olejniczaku i Andrzeju Lepperze. Pewnie dowiemy się, idąc tropem niejakiego Kurskiego (zwanego bulterierem), iż Platforma Obywatelska jest finansowana przez neonazistów, bo dziadek Tuska był wcielony do Wermachtu, o Olejniczaku np., że regularnie odwiedza agencje towarzyskie, a Lepper natomiast sadzi buraki, na dodatek czerwone, czyli w niesłusznym ideologicznie kolorze.
Łomatkobosko! I jeszcze słowa tego ministeriuum (nie mylić z indywiduum), że to właśnie ten rząd postępuje uczciwie i wprowadza w kraju normalność, gdyż takowej do tej pory w Polsce nie było. Łomatkobosko! Może normalność ta jest pochodną klimatów związanych z nieuleczalnymi przez psychiatrów objawami, wtedy się zgodzę z tym twierdzeniem. Inaczej, Łomatkobosko!
Ministeriuum na dodatek, jako urządnik państwowy, nie osoba prywatna, raczy się wypowiadać w sprawach, w które sam jest zamieszany. Oj, Nasze Narodowe Dobro takimi poczynaniami sławy sobie nie przyniesie, a jeżeli tak, wyłącznie wśród elektoratu o wyjątkowo łatwym do rozpoznania nakryciu głowy. Tym samym staje się zagrożeniem dla Braci Mniejszych, bo oni konkurencji nie znoszą. Przerabiano już ten wariant na byłym premierze Kazimierzu Marcinkiewiczu.
Może wreszcie jakaś robota przy tej i wielu innych sprawach, jakie stały się dziełem Jedynie Prawych i Sprawiedliwych, przypadnie sędziom Trybunału Stanu. Jak na razie, od początku istnienia tejże instytucji zajęcia właściwie nie mieli. No, może poza umorzoną kilkanaście lat temu tzw. aferą alkoholową.

Sphere: Related Content

środa, 29 sierpnia 2007

www.inwigilacja.pl

O tym, że obecnie będącym u steru marzy się Jedynie Słuszna Linia Programowa, no i jednocześnie karanie nieposłusznych, nietrudno zrozumieć. Wizje te przypominają nieco dawne dzieje, kiedy to chińscy opozycjoniści posadzeni w obozach – w ramach resocjalizacji – musieli na głos czytać i uczyć się na pamięć treści „Małej Książki Wielkich Ludzi” Mao Zedonga. Idąc tym tropem przydałby się jeszcze jakiś nadworny poeta, który – wzorem Broniewskiego za czasów Stalina – tworzyłby wiersze ku czci poczynań Braci Mniejszych.
Dlaczego to wszystko piszę? Bo narodziła się nam w świetle prawa i sprawiedliwości dla wybranych zwyczajna cenzura. Oto bowiem Sąd Najwyższy oznajmił, że właściciele stron internetowych są zobowiązani do ich zarejestrowania, o ile nie chcą być ścigani przez prokuraturę.
Wychodzi zatem na to, iż strony te są dziennikami lub jak kto woli czasopismami (nie mylić ze słynną ustawą) i dlatego zarejestrować się w sądzie muszą. Według prawa (i obecnej sprawiedliwości) wystarczy, by strona była aktualizowana minimum dwa razy w tygodniu i już stajemy się środkiem masowego przekazu. Nieważne czy ktoś pisze sobie wiersze, wrzuca zdjęcia z wypraw turystycznych czy chce pokazywać zainteresowanym prognozę pogody.
Mamy zatem – wzorem IPN – do czynienia z koniecznością złożenia czegoś w rodzaju oświadczeń lustracyjnych, by władza mogła mieć wszystkich na widelcu. Inwigilacja pełną gębą!
Zastanawia tylko fakt jak to owa władza rozwiąże technicznie. Bóg i Partia raczy wiedzieć ileż to Polacy stron pozakładali, a jeżeli dodamy do tego sytuacje, gdy jedna osoba raczy sobie prowadzić z kilka lub nawet kilkanaście blogów, jaki sąd się z tym upora? Z rejestracją rzecz jasna.
„Siła polityczna wyrasta z lufy karabinu” - napisał we wspomnianej książeczce Mao. Już wiemy, że lufa skierowana jest w naród.

Sphere: Related Content