Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland. Mimo odsunięcia od władzy jego bastiony pozostały.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

wtorek, 18 października 2011

Ja tam zaczekam...

Się już porządnie narypało w tym minionym okresie w przykościelno - smoleńskich łbach.... Wassermanna wykopano na koszt państwa, by stwierdzić, że to jego właśnie pochowano. Całość operacji pewnie sporą kasę pochłonęła, ale co tam - "widzimisię" rodziny, która nie wiem co chciała udowodnić zostało spełnione.
Krzyżową drogę wszystkim się urządza już od kupy czasu, bo najpierw na Krakowskim Przedmieściu go broniono z chrześcijańską nienawiścią, pardon, umiejętnością tolerancji (chyba mnie porąbało przy tym drugim określeniu) na ustach, a teraz sejmowego krzyża podobną argumentacją bronić chcą trzymający się biskupich kiecek posłowie. Nie wiem tylko jakie ów krzyż ma tam spełniać zadanie. I się nie dowiem. Bo racjonalnego argumentu nie ma. Ze swej strony zawiesiłbym obok parasol. Bo lubię deszcz. Kolega z pracy uwielbia paprykę. Może to słabe ekonomicznie, bo trzymana w sejmowej sali na dłuższą metę gnije i potrzebne byłoby jej częste wymienianie.
Pewien adwokat z Pomorza, którego nazwiska przez swe miłosierdzie dla bliźnich nie wspomnę wpadł na pomysł utworzenia instytutu mającego tropić przypadki naruszania tzw. uczuć religijnych. Czekam na inicjatywę Palikota, by do prawa naszego dopisać również naruszanie uczuć ateistycznych, humanistycznych (nazwa do uzgodnienia). Oj, byłoby pole do popisu...
O tym, że Ryśki to porządne chłopy mówiono w "Misiu". Mam jednak obiekcje czy mieniący się ciekawym nazwiskiem wojewódzkiego ongiś miasta - Kalisz to dobry kandydat na szefa chylącej się ku upadkowi partii, co to ma słowo "lewica" w nazwie. Krzyż mu nie przeszkadza, w ugrupowaniu tym jednak pewnie będzie - o ile stanie na jego czele - "nową, młodą krwią". Szkoda tylko, że powoli, zamiast wzburzonej krwi, wapno zaczyna się lasować.
Celowo wplotłem wątek tzw. lewicy pomiędzy kruchtowe towarzystwo, bo w sumie na jedno wychodzi zachowaniem, by przejść do pana Yaro K., który ma już kompletną amnezję. Zapowiedział kiedyś, że jeżeli jego partyjka wyborów nie wygra, on ustąpi i preziem być przestanie. Kuźwa, i znów Alik nie będzie miał pana wyłącznie dla siebie....
Nie jeden promil (ale pewnie po osiągnięciu takowego), ale jeden procent chcą faceci w czarnych lub bordowych kieckach typu maxi z naszych podatków w zamian za likwidację funduszu, z jakiego dotychczas czerpali krocie. Cholercia, po raz pierwszy się z nimi zgadzam. Chyba jestem nienormalny. Tyle tylko, że ja ów 1 procent pojmuję inaczej - dopiszmy kler katolicki do organizacji pożytku publicznego i przy rozliczeniach rocznych - o ile ktoś zechce - niech wpisze w odpowiednie miejsce ową instytucję, tak jak do tej pory pojawiały się tam fundacje, schroniska dla zwierząt itp. Zobaczymy ilu będzie PRAWDZIWYCH katolików w tym kraju. Na statystyczne, podobno oficjalne 95 procent nie liczę jakoś. Ale do tego dodam jeszcze pewien warunek. O ile ktoś już ów procent przekaże, za darmochę ma już chrzciny, ślub, pogrzeb, komunie, bierzmowania i zbliżone usługi kościelne.
Teraz zaczekam kiedy w tym kraju pojawi się jakaś zmiana. Tak po prostu, nie w sposób krzyżowy.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 28 marca 2011

Takich głąbów parlamentarnych mamy

Najnowszy projekt zmian w ordynacji podatkowej zakłada, że opłaty za wydanie interpretacji podatkowej wzrosną z 40 do 1000 złotych! Taką wieścią zastraszył nas portal pt. Wirtualna Polska.
Jakoś w szoku nie jestem. Otrzymanie gównianej interpretacji sejmowej ustawy ma kosztować 1000 złotych (słownie: tysiąc złotych). I nawet nie zastanawiam się kto wydał tak spierdoloną (nie bójmy się użyć ostrych słów) ustawę, że trzeba do niej interpretację znaleźć, bo inaczej przedsiębiorca w tym pojebanym kraju nie będzie wiedział z czego i jak się rozliczyć, gdyż w JEDNOZNACZNY sposób nie wynika to z przepisów prawnych.
Mamy do czynienia z amatorszczyzną w czystej postaci, bandą dyletantów w garniturach, którzy uchwalają prawo nie w formie jednoznacznej, ale wieloznacznej, dającej się zinterpretować w sposób dowolny. Nie jeden raz miałem okazję zapoznać się z przepisami (na takowych pracuję od lat), jakie wymagały dodatkowych wykładni tego czy innego ministerstwa. NIGDY nie były KONKRETNE, zawsze dawały przynajmniej kilka rozwiązań pozwalających ominąć prawo, w tym podatkowe.
I dlaczego za błędy parlamentarnych jełopów, bo nazwę ich po imieniu, płacić mają nie za bardzo dobrze zarabiający pracownicy, by ich pryncypał mógł zrobić sobie podatkowe odpisy, nie za 40 złociszy, a za tysiąc w tejże walucie? Nie łudźmy się przecież, nie zapłaci, ale zaoszczędzi.
Co za kraj...

Sphere: Related Content

piątek, 24 grudnia 2010

I kto to mówi?

Piąta kolumna w Polsce zwana przez niektórych duchowieństwem, batmanami, przewielebnymi i diabeł wie jakimi jeszcze określeniami zna się na wszystkim. Tym razem na handlu.
Przed marketami bowiem ustawili się dziś obrońcy pracowników, którzy w Wigilię musieli pracować do godziny 16.00. No i w telewizorni głosem popierającym ów protest był oczywiście ksiądz. Oświadczył, że takie kupczenie w dzień świąteczny jest nie na miejscu, bo święta rodzinnymi są, nie należy przedkładać zysków ponad (nie pamiętam jak to on odkładnie określił, ale chyba chodziło o coś w rodzaju idei świątecznej).
Któż to powiedział? Ksiądz. Bezczelny - moim zdaniem - typ. A co czarna rasa od wieków siedząca w tym kraju wyczynia w tenże dzień świąteczny? Pasterkę. Ciekawe czy na niej z tacą jakiś koleś nie lata wśród tych, co przyszli do marketu z krzyżem na dachu i zbiera kasę? Odpowiedź jest prosta.
Dlatego wolę handel towarem, nie pasożytów duchowych, których nazywam faryzeuszami.
Pogodnych świąt!

P.S.
Na jednym z portali wyczytałem dziś, że Benedykt XVI zapalił świeczkę. No to wysoce ciekawa wieść. Przejrzałem wszystkie najpopularniejsze strony i na żadnej nie zauważyłem, aby ktoś poinformował, że ja, w osobie mej własnej, zapaliłem papierosa. A to dopiero wiadomość!

Sphere: Related Content

wtorek, 19 października 2010

Stało się...

No i stało się.
- Chciałem zamordować Kaczyńskiego, taką małą broń mam. Jestem przeciwko PiS - oświadczył mundurowym zabójca.
To, co stało się w Łodzi niech nie będzie początkiem ogromnej eskalacji nienawiści zapoczątkowanej przez tego, którego 62-latek chciał faktycznie zabić, a skoro nie miał okazji, wyżył się na członkach PiS.
Ale kto sieje wiatr, zbiera burzę. Skoro w wodzowsko-nienawistnych działaniach Kaczyńskiego nie ma jakichkolwiek przesłanek do dwojakiej oceny jego postępowania, skoro postrzegać go można wyłącznie negatywnie lub pozytywnie, a to zależy od światopoglądu, jeżeli w końcu Jarosław K. nie doznał nagłego złagodzenia swego tonu po śmierci brata i - teraz - po tragedii w Łodzi, czemu się dziwić. Już po tym ostatnim zdarzeniu nie tylko nie słychać było z jego ust jakiejś pokory, ale wręcz oskarżenia (kolejne zresztą) politycznych przeciwników, że to niby oni są winni wszystkiemu, zastanawiam się czy faktycznie z takimi osobnikami nie warto walczyć znacznie mocniej niż z dopalaczami.
Sytuacja zaczyna sięgać absurdu. PiS za swoich rządów rozpoczął krzywdzić obywateli swoimi bezpodstawnymi oskarżeniami, porannymi wizytami służb specjalnych itp., więc ten balon kiedyś pęknąć musiał. Oby jednorazowo. Jeżeli jednak wódz kaczystów swego postępowania nie zmieni, czarne chmury pojawić się mogą nad Rzeczpospolitą.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 18 października 2010

Moralizatorzy

Prawdziwopolacy spod znaku krzyża jakby trochę przycichli. Podpieprzono im zabawkę nadrzędną a kopia zapasowa wykonana nie została, więc klops. Odezwali się za to skompromitowani do cna fachowcy od seksualności we wszelkiej możliwej postaci...
Faceci o pewnej dewiacji, co to na wierzchu kiecki noszą walnęli pięścią w stół i oświadczyli, że każdy, kto będzie za metodą in vitro już czuć się może wykluczony z grona katolickiego. Dlaczego? Bo to niezgodne z nauczaniem Kościoła - tak określić można słowa jednego z tzw. przewielebnych, co to podobno w celibacie żyją i TE sprawy winny być im obce.
Pewnie należy tu dodać, idąc tym tropem, że zarodki ludzkie są zabijane. Tyle tylko, że czarna mądrość nie raczy dodać, iż dzięki tejże metodzie i LUDZKIE życie powstaje. To już lepiej przemilczeć wolą przedstawiciele watykańskiego najeźdźcy, który stara się opanować ten kraj do reszty. Może zatem jeszcze dorzućmy i kilka faktów z owej kościelnej nauki...
Jak to możliwe, by katolickie POGAŃSTWO funkcjonowało w Polsce przez stulecia? Na jakiej podstawie czczono matkę Jezusa Marię, skoro dopiero w 1950 roku papież Pius XII ogłosił dogmat o jej wniebowstąpieniu? Jak na moje, wówczas Watykan nakazał Bogu, by Marię do nieba wpuszczono. Wcześniej być tam nie mogła, bo na jakiej podstawie? Paszport Polsatu raczej tu nie wystarczy. A Galileusz? Kiedyż to katolicyzm uznał jego teorie za prawdziwe? W 1992 roku. Wcześniej - zgodnie z ową nauką - każdy katolik winien twierdzić, że Ziemia jest centrum wszechświata a Słońce wokół niej krąży. Aborcja "to zbrodnia bardziej przerażająca niż wszystkie wojny światowe"wyznał w lipcu 2006 niejaki Alfonso Lopez Trujillo, przewodniczący Papieskiej Rady do Spraw Rodziny (no, oni to faktycznie rodzinne w ścisłym tego słowa znaczeniu życie prowadzą). Wojny światowe? No, szczególnie druga, kiedy to Pius XII błogosławił armię hitlerowską. Ten sam, którego chciano w 1946 roku postawić przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze za profaszystowską politykę. I jeśli już o tej nauce mowa, pewien niewielki cytacik: "Patrzcie, co bajka o Jezusie dla nas zrobiła". To słowa papieża Leona X. To jednocześnie ta sama niby-wiara, której wynoszony na ołtarze Jan Paweł II w 1980 roku beatyfikował jezuitę José de Anchieta, zbrodniarza mającego na rękach krew siłą nawracanych na tzw. chrześcijaństwo (czytaj: katolicyzm) Indian.
Tendencyjny jestem? Owszem.
Skompromitowany do granic wszelkiego bólu kler, który w tym kraju opamiętania w niczym nie ma całkowicie się zatracił w chęci panowania nad wszystkim i wszystkimi. Zagrabiony, nie odzyskany, od Polski po 1989 roku majątek liczony w grubych miliardach już nie wystarczy. Teraz jeszcze bezgranicznego posłuszeństwa czarne towarzystwo żąda. Jak gdyby mało było afer pedofilskich, oszustw, wyłudzeń kredytów, za które biedni parafianie (polecam drugą definicję wyjaśniającą skąd się wzięło to słowo, z którego wynika za jakich ludzi owych mają) płacić musieli. A Tadeusz Rydzyk z zawodu ojciec, co to nijak do porządku od lat doprowadzony być nie może przez swoich zwierzchników? Po co dodawać więcej?
Ot, nauka katolicka. Ta sama, co teraz in vitro szantażem chce znieść z powierzchni ziemi. Nauka speców od rodziny i moralności. Na szczęście tylko katolickiej moralności.

Sphere: Related Content

czwartek, 16 września 2010

Kreuz paszoł won...

Ale się na tyle stało, że z wrażenia towarzystwo, co to na Krakowskim Przedmieściu pod krzyżem stało chyba się posrało...
Kolesiom z tzw. borowików, którzy o 8.00 rano wynieśli krzyż z pewnością wręczyłbym ekstra premie. Za szybką i bezbolesną akcję.
I bardzo dobrze, że zaszokowali moher-action, co to od miesięcy żydostwo, masoństwo, ZOMO, komuchów, platformersów, prezydenta, cyklistów, kolporterów prasy, magistrów Darth Vader wie jeszcze kogo obwiniali o spisek niemiecko-rosyjski (stąd tytuł). Podobnie jak Brat Mniejszy zwany dalej Jarkiem K. On wie, że nie ma żadnego innego wytłumaczenia, jak tylko opluwanie innych, bo jego urojona "prawda" jest najprawdziwsza. Bo jego. Innej myśli nie dopuszcza, gdyż paranoja osiągnęła niespotykany poziom.
A kiedyż to pan J.K. zwany onegdaj Bratem Mniejszym raczył odwiedzić z pokłonem miejsce spoczynku swego brata? Czy częściej dwa skrzyżowane patyki były witane przez niekoniecznie sZANOWNEGO pANA? (pisownia zamierzona).
Już wiem gdzie pana miejsce (nie ZOMO). W niebycie. Szczególnie politycznym. Taką mam nadzieję. Takiż do z pana był wyborczy baranek, teraz wilk, co to kąsać nie umie, ale szczekać potrafi? Szczekać o urojonych spiskach. Niby że Rosjanie specjalnie doprowadzili do katastrofy samolotu? A może do Donald z Bronkiem K. są winni? Są winni! Przegranych przez Jarka wyborów. On przecież miał je wygrać, s skoro mu nie wyszło, trzeba opluwać przeciwników. Może napluje tyle (chyba w jego mniemaniu), by ogłoszono nowe wybory.
Tylko taki scenariusz mi się w głowie rodzi ze względu na porę i ilości pochłoniętego alkoholu. O seksie nie wspomnę, bo przecież to wszystko naraz daje efekt błogosławiony, jaki wiecznemu kawalerowi jest wyłącznie w stanie przypaść. Mowa oczywiście i nieustannie o Jarku K. Ale ze wspomnianych elementów brakuje mu chyba wszystkiego, dlatego mamy do czynienia z kimś nieobliczanym. Wariatem, krótko rzecz ujmując.
I liczę, że niekoniecznie przeze mnie lubiana Haniuta G-W, będąca prezydentem nielubianej przeze mnie stolycy jakikolwiek krzyż potraktuje jako samowolę budowlaną i wyciągnie konsekwencje finansowe na okoliczność ich postawienia a manifestacje w tegoż obronie nie będą miały pozwolenia władz miejskich na zgromadzanie się, tym samym będą podpadały pod karanie przez sąd.
AMEN.

Sphere: Related Content

wtorek, 3 sierpnia 2010

Katoterroryści

Zdrowaśki, "Boże coś Polskę", klęczenie, płacze, odezwy w stylu - nie ruszajcie tego krzyża, przecież jesteście katolikami! No i jeszcze na dodatek ultimatum: krzyż zniknie dopiero jak będzie tu pomnik albo choćby tablica.
Dajcie spokój, mamy do czynienia z terroryzmem religijnym. Stawianie ultimatum władzom przez fanatyków, no a przede wszystkim ustępowanie przez dopiero co wybranego prezydenta pokazuje, że takich ustępstw będzie z czasem znacznie więcej. Teraz, skoro wycofano się z usunięcia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego, dano do zjedzenia paluszek. Nie zdziwi mnie jak niebawem zeżarta zostanie minimum cała ręka.
Oglądałem te scenki rodzajowe z Krakowskiego Przedmieścia w TVPiS. Krótko potem o komentarz poproszono jednego z jarkowych rycerzy. Miał się ustosunkować do wydarzeń związanych z niekoniecznie udaną próbą usunięcia krzyża. PiS-dzielec nie ustosunkował się, bo nieustannie z jego ust sączył się jad. Nie mówił o krzyżu, ale powtarzał w kółko: "nieudolność Komorowskiego", "słabość Komorowskiego", "błędy Tuska". Oto nowa twarz PiS-uarów, nowa jakość pojednania, jaką Yaro K. miał okazywać nie tylko w trakcie kampanii wyborczej, ale i po niej. Śmiać z tego już nie sposób.
Rechot ogarnia natomiast po tym, że na temat krzyża pod Pałacem Prezydenckim raczył wypowiedzieć się niejaki lewicowy z nazwy poseł Wenderlich, ten sam, co to uciekł na widok manifestacji racjonalistów, którzy go zapraszali do wzięcia w niej udziału. Lewica mądra, w teorii, bo w praktyce osiem lat rządów zaprzepaściła, by klerowi odciąć pępowinę od państwowego budżetu.
Krzyżem teraz owi lewicowcy z nazwy winni się położyć, aby odpokutować grzech zaniechania.

Sphere: Related Content