Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka religia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2011

Ja tam zaczekam...

Się już porządnie narypało w tym minionym okresie w przykościelno - smoleńskich łbach.... Wassermanna wykopano na koszt państwa, by stwierdzić, że to jego właśnie pochowano. Całość operacji pewnie sporą kasę pochłonęła, ale co tam - "widzimisię" rodziny, która nie wiem co chciała udowodnić zostało spełnione.
Krzyżową drogę wszystkim się urządza już od kupy czasu, bo najpierw na Krakowskim Przedmieściu go broniono z chrześcijańską nienawiścią, pardon, umiejętnością tolerancji (chyba mnie porąbało przy tym drugim określeniu) na ustach, a teraz sejmowego krzyża podobną argumentacją bronić chcą trzymający się biskupich kiecek posłowie. Nie wiem tylko jakie ów krzyż ma tam spełniać zadanie. I się nie dowiem. Bo racjonalnego argumentu nie ma. Ze swej strony zawiesiłbym obok parasol. Bo lubię deszcz. Kolega z pracy uwielbia paprykę. Może to słabe ekonomicznie, bo trzymana w sejmowej sali na dłuższą metę gnije i potrzebne byłoby jej częste wymienianie.
Pewien adwokat z Pomorza, którego nazwiska przez swe miłosierdzie dla bliźnich nie wspomnę wpadł na pomysł utworzenia instytutu mającego tropić przypadki naruszania tzw. uczuć religijnych. Czekam na inicjatywę Palikota, by do prawa naszego dopisać również naruszanie uczuć ateistycznych, humanistycznych (nazwa do uzgodnienia). Oj, byłoby pole do popisu...
O tym, że Ryśki to porządne chłopy mówiono w "Misiu". Mam jednak obiekcje czy mieniący się ciekawym nazwiskiem wojewódzkiego ongiś miasta - Kalisz to dobry kandydat na szefa chylącej się ku upadkowi partii, co to ma słowo "lewica" w nazwie. Krzyż mu nie przeszkadza, w ugrupowaniu tym jednak pewnie będzie - o ile stanie na jego czele - "nową, młodą krwią". Szkoda tylko, że powoli, zamiast wzburzonej krwi, wapno zaczyna się lasować.
Celowo wplotłem wątek tzw. lewicy pomiędzy kruchtowe towarzystwo, bo w sumie na jedno wychodzi zachowaniem, by przejść do pana Yaro K., który ma już kompletną amnezję. Zapowiedział kiedyś, że jeżeli jego partyjka wyborów nie wygra, on ustąpi i preziem być przestanie. Kuźwa, i znów Alik nie będzie miał pana wyłącznie dla siebie....
Nie jeden promil (ale pewnie po osiągnięciu takowego), ale jeden procent chcą faceci w czarnych lub bordowych kieckach typu maxi z naszych podatków w zamian za likwidację funduszu, z jakiego dotychczas czerpali krocie. Cholercia, po raz pierwszy się z nimi zgadzam. Chyba jestem nienormalny. Tyle tylko, że ja ów 1 procent pojmuję inaczej - dopiszmy kler katolicki do organizacji pożytku publicznego i przy rozliczeniach rocznych - o ile ktoś zechce - niech wpisze w odpowiednie miejsce ową instytucję, tak jak do tej pory pojawiały się tam fundacje, schroniska dla zwierząt itp. Zobaczymy ilu będzie PRAWDZIWYCH katolików w tym kraju. Na statystyczne, podobno oficjalne 95 procent nie liczę jakoś. Ale do tego dodam jeszcze pewien warunek. O ile ktoś już ów procent przekaże, za darmochę ma już chrzciny, ślub, pogrzeb, komunie, bierzmowania i zbliżone usługi kościelne.
Teraz zaczekam kiedy w tym kraju pojawi się jakaś zmiana. Tak po prostu, nie w sposób krzyżowy.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 18 października 2010

Moralizatorzy

Prawdziwopolacy spod znaku krzyża jakby trochę przycichli. Podpieprzono im zabawkę nadrzędną a kopia zapasowa wykonana nie została, więc klops. Odezwali się za to skompromitowani do cna fachowcy od seksualności we wszelkiej możliwej postaci...
Faceci o pewnej dewiacji, co to na wierzchu kiecki noszą walnęli pięścią w stół i oświadczyli, że każdy, kto będzie za metodą in vitro już czuć się może wykluczony z grona katolickiego. Dlaczego? Bo to niezgodne z nauczaniem Kościoła - tak określić można słowa jednego z tzw. przewielebnych, co to podobno w celibacie żyją i TE sprawy winny być im obce.
Pewnie należy tu dodać, idąc tym tropem, że zarodki ludzkie są zabijane. Tyle tylko, że czarna mądrość nie raczy dodać, iż dzięki tejże metodzie i LUDZKIE życie powstaje. To już lepiej przemilczeć wolą przedstawiciele watykańskiego najeźdźcy, który stara się opanować ten kraj do reszty. Może zatem jeszcze dorzućmy i kilka faktów z owej kościelnej nauki...
Jak to możliwe, by katolickie POGAŃSTWO funkcjonowało w Polsce przez stulecia? Na jakiej podstawie czczono matkę Jezusa Marię, skoro dopiero w 1950 roku papież Pius XII ogłosił dogmat o jej wniebowstąpieniu? Jak na moje, wówczas Watykan nakazał Bogu, by Marię do nieba wpuszczono. Wcześniej być tam nie mogła, bo na jakiej podstawie? Paszport Polsatu raczej tu nie wystarczy. A Galileusz? Kiedyż to katolicyzm uznał jego teorie za prawdziwe? W 1992 roku. Wcześniej - zgodnie z ową nauką - każdy katolik winien twierdzić, że Ziemia jest centrum wszechświata a Słońce wokół niej krąży. Aborcja "to zbrodnia bardziej przerażająca niż wszystkie wojny światowe"wyznał w lipcu 2006 niejaki Alfonso Lopez Trujillo, przewodniczący Papieskiej Rady do Spraw Rodziny (no, oni to faktycznie rodzinne w ścisłym tego słowa znaczeniu życie prowadzą). Wojny światowe? No, szczególnie druga, kiedy to Pius XII błogosławił armię hitlerowską. Ten sam, którego chciano w 1946 roku postawić przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze za profaszystowską politykę. I jeśli już o tej nauce mowa, pewien niewielki cytacik: "Patrzcie, co bajka o Jezusie dla nas zrobiła". To słowa papieża Leona X. To jednocześnie ta sama niby-wiara, której wynoszony na ołtarze Jan Paweł II w 1980 roku beatyfikował jezuitę José de Anchieta, zbrodniarza mającego na rękach krew siłą nawracanych na tzw. chrześcijaństwo (czytaj: katolicyzm) Indian.
Tendencyjny jestem? Owszem.
Skompromitowany do granic wszelkiego bólu kler, który w tym kraju opamiętania w niczym nie ma całkowicie się zatracił w chęci panowania nad wszystkim i wszystkimi. Zagrabiony, nie odzyskany, od Polski po 1989 roku majątek liczony w grubych miliardach już nie wystarczy. Teraz jeszcze bezgranicznego posłuszeństwa czarne towarzystwo żąda. Jak gdyby mało było afer pedofilskich, oszustw, wyłudzeń kredytów, za które biedni parafianie (polecam drugą definicję wyjaśniającą skąd się wzięło to słowo, z którego wynika za jakich ludzi owych mają) płacić musieli. A Tadeusz Rydzyk z zawodu ojciec, co to nijak do porządku od lat doprowadzony być nie może przez swoich zwierzchników? Po co dodawać więcej?
Ot, nauka katolicka. Ta sama, co teraz in vitro szantażem chce znieść z powierzchni ziemi. Nauka speców od rodziny i moralności. Na szczęście tylko katolickiej moralności.

Sphere: Related Content

czwartek, 16 września 2010

Kreuz paszoł won...

Ale się na tyle stało, że z wrażenia towarzystwo, co to na Krakowskim Przedmieściu pod krzyżem stało chyba się posrało...
Kolesiom z tzw. borowików, którzy o 8.00 rano wynieśli krzyż z pewnością wręczyłbym ekstra premie. Za szybką i bezbolesną akcję.
I bardzo dobrze, że zaszokowali moher-action, co to od miesięcy żydostwo, masoństwo, ZOMO, komuchów, platformersów, prezydenta, cyklistów, kolporterów prasy, magistrów Darth Vader wie jeszcze kogo obwiniali o spisek niemiecko-rosyjski (stąd tytuł). Podobnie jak Brat Mniejszy zwany dalej Jarkiem K. On wie, że nie ma żadnego innego wytłumaczenia, jak tylko opluwanie innych, bo jego urojona "prawda" jest najprawdziwsza. Bo jego. Innej myśli nie dopuszcza, gdyż paranoja osiągnęła niespotykany poziom.
A kiedyż to pan J.K. zwany onegdaj Bratem Mniejszym raczył odwiedzić z pokłonem miejsce spoczynku swego brata? Czy częściej dwa skrzyżowane patyki były witane przez niekoniecznie sZANOWNEGO pANA? (pisownia zamierzona).
Już wiem gdzie pana miejsce (nie ZOMO). W niebycie. Szczególnie politycznym. Taką mam nadzieję. Takiż do z pana był wyborczy baranek, teraz wilk, co to kąsać nie umie, ale szczekać potrafi? Szczekać o urojonych spiskach. Niby że Rosjanie specjalnie doprowadzili do katastrofy samolotu? A może do Donald z Bronkiem K. są winni? Są winni! Przegranych przez Jarka wyborów. On przecież miał je wygrać, s skoro mu nie wyszło, trzeba opluwać przeciwników. Może napluje tyle (chyba w jego mniemaniu), by ogłoszono nowe wybory.
Tylko taki scenariusz mi się w głowie rodzi ze względu na porę i ilości pochłoniętego alkoholu. O seksie nie wspomnę, bo przecież to wszystko naraz daje efekt błogosławiony, jaki wiecznemu kawalerowi jest wyłącznie w stanie przypaść. Mowa oczywiście i nieustannie o Jarku K. Ale ze wspomnianych elementów brakuje mu chyba wszystkiego, dlatego mamy do czynienia z kimś nieobliczanym. Wariatem, krótko rzecz ujmując.
I liczę, że niekoniecznie przeze mnie lubiana Haniuta G-W, będąca prezydentem nielubianej przeze mnie stolycy jakikolwiek krzyż potraktuje jako samowolę budowlaną i wyciągnie konsekwencje finansowe na okoliczność ich postawienia a manifestacje w tegoż obronie nie będą miały pozwolenia władz miejskich na zgromadzanie się, tym samym będą podpadały pod karanie przez sąd.
AMEN.

Sphere: Related Content

wtorek, 3 sierpnia 2010

Katoterroryści

Zdrowaśki, "Boże coś Polskę", klęczenie, płacze, odezwy w stylu - nie ruszajcie tego krzyża, przecież jesteście katolikami! No i jeszcze na dodatek ultimatum: krzyż zniknie dopiero jak będzie tu pomnik albo choćby tablica.
Dajcie spokój, mamy do czynienia z terroryzmem religijnym. Stawianie ultimatum władzom przez fanatyków, no a przede wszystkim ustępowanie przez dopiero co wybranego prezydenta pokazuje, że takich ustępstw będzie z czasem znacznie więcej. Teraz, skoro wycofano się z usunięcia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego, dano do zjedzenia paluszek. Nie zdziwi mnie jak niebawem zeżarta zostanie minimum cała ręka.
Oglądałem te scenki rodzajowe z Krakowskiego Przedmieścia w TVPiS. Krótko potem o komentarz poproszono jednego z jarkowych rycerzy. Miał się ustosunkować do wydarzeń związanych z niekoniecznie udaną próbą usunięcia krzyża. PiS-dzielec nie ustosunkował się, bo nieustannie z jego ust sączył się jad. Nie mówił o krzyżu, ale powtarzał w kółko: "nieudolność Komorowskiego", "słabość Komorowskiego", "błędy Tuska". Oto nowa twarz PiS-uarów, nowa jakość pojednania, jaką Yaro K. miał okazywać nie tylko w trakcie kampanii wyborczej, ale i po niej. Śmiać z tego już nie sposób.
Rechot ogarnia natomiast po tym, że na temat krzyża pod Pałacem Prezydenckim raczył wypowiedzieć się niejaki lewicowy z nazwy poseł Wenderlich, ten sam, co to uciekł na widok manifestacji racjonalistów, którzy go zapraszali do wzięcia w niej udziału. Lewica mądra, w teorii, bo w praktyce osiem lat rządów zaprzepaściła, by klerowi odciąć pępowinę od państwowego budżetu.
Krzyżem teraz owi lewicowcy z nazwy winni się położyć, aby odpokutować grzech zaniechania.

Sphere: Related Content

sobota, 12 grudnia 2009

Czas patriotów?

Dziś usłyszałem zdanie, właściwie kilka zdań, które początkowo mnie nieco wzburzyły, ale kiedy podszedłem do sprawy na chłodno, przyznałem rację. Otóż znajoma oznajmiła: Nie jestem patriotką. Dlaczego miałabym nią być, skoro ten kraj reprezentuje banda idiotów dbających tylko o swoją kasę, swoje interesy, mających w dupie wszystkich. Ten kraj nic mi nie dał, co najwyżej stres, a tego nie pragnę.
Przyszła chwila refleksji. Kurka wodna, nie można jej wyprowadzać z błędu, bo błędu w jej rozumowaniu nie ma.
Co dał nam ten kraj - młodym żadnych perspektyw na przyszłość, czyli brak pracy, brak szans na własne mieszkanie, skoro zarobki niskie, kredyty wysokie, becikowe na pieluchy wystarczy, a zresztą, ileż to becikowych można mieć, by później się nie zarżnąć przy dzieciach; dla tych w średnim wieku - strach przed utratą pracy (o ile takową mają), strach przed tym czy pracodawca w ogóle da wypłatę; starszym - obawa o życie na emeryturze, przed paranoicznym IPN i rentą wystarczającą na część opłat i chleb okładany - zamiast masłem i szybką - palcami.
No i zaczęła się dyskusja (bezalkoholowa). Chociaż znajoma pracuje w instytucji państwowej, jej pewność - mimo profesjonalizmu pełną gębą - zatrudnienia jest żadna. Jakieś idiotyczne plany sprzedaży, którymi osoba na jej stanowisku winna się w ogóle nie przejmować. Cała kupa elementów się zebrała z jej strony.
Dodałem swoich kilka. Co tu gadać, ot, przykład jeden, wspomniany powyżej - pracodawca nie płaci pensji, przestępstwem to nie jest, ale jak pracownik wyniesie dwie śrubki z firmy, sąd ma jak w banku. Pracodawcy grozi co najwyżej mandat w maksymalnej wysokości od inspekcji pracy. Pięć tysiączków. Co to dla niego? A po 1000 złociszy pracownikom nie płaci.
O majątki kleru, u którego na sznureczkach - niczym marionetki - chodzą samorządowcy, przekazując im tereny z upustem 90-99 procent, kiedy mogliby na nich zyskać grube miliony. Za to mam być wdzięczny ojczyźnie?
Za katolicką tradycję, która podczas II wojny światowej - ręką i rozumem papieża - popierała Hitlera?
Za co? Takich pytań mógłbym zadać jeszcze zbyt wiele, łącznie z tymi, co do roboty iść nie chcą, żyjąc od pokoleń z pomocy społecznej. Za nasze, podatników, pieniądze.
Fakt, patriotą jestem. Ale tylko wtedy, gdy gra nasza reprezentacja. Sportowa. Nie w piłce kopanej. Wtedy liczę, że naszym (oj, tylko pod względem narodowości) zawodnikom.

Sphere: Related Content

niedziela, 15 listopada 2009

Droga krzyżowa...

Wystąpię do premiera Tuska i do rządu, aby pani minister edukacji narodowej wydała rozporządzenie nakazujące zdjęcie krzyży, ponieważ to, że one tam wiszą, jest niezgodne z polską konstytucją. Jednakże nie spodziewam się wielkiego sukcesu, ponieważ pani minister Hall jest całkowicie związana z klerem - to zapowiedź Joanny Senyszyn z SLD, obecnie zasiadającej w Parlamencie Europejskim.
Tekst na ten temat ukazał się w Wirtualnej Polsce, gdzie poczytać można przy okazji sporo komentarzy ludzi o wspomnianej kwestii. Przytoczyć warto choćby kilka...


Zanim je spalisz ja cie koorwo dorwe i rozjebie ci ten moslemski albo zydowski leb!!!


stare babsko z kupa tapety na twarzy!!!rozum ci odebralo!!!!nad grobem stoisz i boga sie nie boisz!!!!wojuj dalej,wojuj!!!

Do Żydów w Polsce i na świecie. Zwracam się do was z prośbą. Powściągnijcie tę waszą rodaczkę Senyszyn. Niech ona pozostawi w końcu sprawy polskie Polakom. Niech nie wtyka tej swojej obleśnej gęby w sprawy polskiego Kościoła Katolickiego. Wykażcie minimum wdzięczności polskiemu narodowi za to, że was przygarnął w trudnych dla was czasach, dał wam wszelkie możliwości przeżycia i upodobnienia się do cywilizowanych narodów. Wasi żydowscy rodacy zajmują przecież tak wiele miejsca w polskim życiu gospodarczym, społecznym i politycznym. Stworzyliście w Polsce całe własne partie polityczne. Nadreprezentacja waszych przedstawicieli jest widoczna w rządzie, parlamencie i urzędach, przy zupełnie nikłym waszym wkładzie w rozwój Polski. Wykażcie trochę przyzwoitości, opanujcie komunistkę Senyszyn i jej podobnych!

No i teraz już wiem w stu procentach co oznacza katolicki sposób myślenia, pełen nietolerancji dla każdego inaczej myślącego. Określę go najprościej i najwulgarniej jak można: zabić, zajebać, przeczołgać, oczernić, zniszczyć itp. każdego, kto myśli inaczej od "prawdziwego Polaka" (czytaj: katolika). I nic nie zmienia fakt, że Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał wieszanie krzyży za niezgodne z prawem. Prawo kościelne uznawane jest nad Wisłą za nadrzędne względem prawa świeckiego. Przez kolejne ekipy rządowe, wchodzące (wiadomo gdzie klerowi) bez wazeliny, spełniając każdą zachciankę klienteli w czerni.
A ja mam żal. Do pani Senyszyn, bo dlaczego ogranicza się tylko w swoim apelu wyłącznie do szkół?

Sphere: Related Content

środa, 23 września 2009

Cud nad cudy

Wierzyć się wręcz nie chce, by w (k)Lechistanie kolesie wyznający religię delikwentów ubranych w długie kiecki koloru black stali się winnymi, i to przed polskim sądem...
Alicja Tysiąc wygrała z niejakim "Gościem Niedzielnym" prezentującym opcję światopoglądową katotalibów, którzy przyrównali ją do hitlerowców mordujących Żydów w Oświęcimiu, bo owa pani - ze względu na swój stan zdrowia - chciała dokonać aborcji. Mają zatem kolesie z koloru najciemniejszego konieczność opublikowania przeprosin i zapłacenia oczernianej kobiecie 30 tysiączków polskich złociszy.
Oj, boli mocno tych, co uważają się za tak zwanych przewodników. Pewnie z tacy zbiorą na adwokata zapowiadającego apelację, no i na karę finansową. Kato-standard. Przecież czarni nie zapłacą sami, niech głupi ludek wybuli za ich fanaberie...

Sphere: Related Content

niedziela, 13 września 2009

Naturalista w mordę...

Imam zwany Dziwiszem co to jakimś katolickim kardynałem mniema być się wypowiedział: Jeżeli chcemy szanować prawo naturalne, nigdy nie możemy się zgodzić na powoływanie do życia istot ludzkich tzw. metodą in vitro.
Pierdu-pierdu - że tak powiem. Prawo naturalne zatem nie powinno zezwalać również zatem na dokonywanie podczas porodów cesarskiego cięcia. Dziwisz się panie Dziwisz? Dlaczego jeszcze ów kato-guru przeciwko temu nie zacznie grzmieć? No i zgodnie z owym naturalnym prawem to facet winien lgnąć do baby a baba do faceta, tymczasem imam zwany księdzem zbyt często lgnie do ministrantów...
Gdyby komuś było mało, Dziwisz oświadczył: "zdrowo myślący, a szczególnie ludzie wierzący, powinni stanowić prawo bezwzględnie chroniące każde życie, zwłaszcza życie całkowicie bezbronne".
No to sobie popatrzmy na całkowicie bezbronnych, choćby Indian, których w pień wycinano w imię Jezusa. Pewnie zgodnie z naturalnym prawem silniejszego.
Liczę, że tylko do czasu.
Oby jak najkrócej ktokolwiek cytował owych narodowych guru, jacy gdziekolwiek muszą wcisnąć swe trzy grosze, wywierając nacisk na katopolitykierów, którym w głowie nie pchnięcie tego kraju do przodu, ale zwyczajnie - zrobienie dobrze delikwentom w czarnych długich kieckach mających konkordat i JP2 (domniemany autorytet) na ustach.

Sphere: Related Content

czwartek, 11 czerwca 2009

Czyny nie słowa...

Kto jak kto, ale panowie w kolorowych kieckach nazywający siebie biskupami winni zająć się czym innym, a nie moralizowaniem polskiego narodu. Dziwić może, że ze swych ambon pouczają politykierów znad Wisły, by ci używali języka kulturalnego, prawili sobie komplementy, potrafili podziękować czy też przeprosić.
Któż takie androny plecie - ci, co sami wyczyniają cuda w majestacie prawa. Watykańskiego prawa, któremu podporządkowali polskie ustawodawstwo, by teraz robić tylko jedno - odcinać kolejne kupony (czytaj: kasę, nieruchomości, grunty itp.) od spolegliwych samorządów, szczególnie od tego z Krakowa, gdzie właściwie pół miasta znajduje się w chciwych łapskach kleru.
Nie raz już wspominałem, że nijak pojąć nie mogę dlaczego nadal w Polsce funkcjonuje tzw. Fundusz Kościelny, mający corocznie zwracać duchowieństwu to, co zabrała brzydka komuna. Przecież nie dość, iż kler odzyskał całość utraconego mienia już dawno, z wyjątkowo ogromną nawiązką, ale nadal wyciąga łapy po to, co do niego nie należy i NIGDY nie należało. Oni właśnie chcą pouczać, jawić się jako moralizatorzy narodu.
Zastanawiam się dlaczego dopiero teraz z ich ust padają słowa wzywające do zawarcia pokoju w rodzimej polityce. Czemuż to nie umieli tak wyraźnie jak teraz odezwać się, gdy towarzystwo z partii zwanej PiS, popierane jednoznacznie przez katolickich duchownych, sączyło jad nie tylko słowny, ale i wyrażali swą nienawiść do innych ugrupowań również czynami? Gdzież owi księża zwani biskupami byli wówczas? Dlaczego odnoszą się tylko do polityków występujących w garniturach, a słowem nie wspomną o posiadaczu medialnej tuby, jawnie mieszającego się do polskiej polityki właśnie, czyli do Tadeusza R., nazywającego siebie dumnie "Ojcem", chociaż faktycznie nim nie jest, bo to zwyczajny zakonnik?
Jest to dla mnie tak sensowne jak sytuacja z katolickiej mszy, podczas której wiernych z błogostanu wyrwał prowadzący ją księżulo proszący przybyłych o wysyłanie sms-ów mających zasilić konto budowy kolejnej inwestycji ku czci JP II. I po co? Po to tylko, by budować imperium bez skrupułów wyrywając kasę z kieszeni i tak już ubogiego społeczeństwa.
Logiki w tym żadnej, podobnie jak w tym, iż Boże Narodzenie obchodzone jest 25 grudnia, chociaż faktycznie Jezus urodził się 6 stycznia. Ale co tam - co ksiądz powie, większość uważa za świętość. No i mamy nauczanie z ust faryzeuszy.

Sphere: Related Content

czwartek, 25 września 2008

O, kuria...

Jak obliczyć poziom ureligijnienia danego delikwenta i wystawić mu z tego tytułu ocenę? Konia z rzędem, skrzynkę piwa i prezydenturę temu, kto zna odpowiedź na powyższe pytanie.
Mimo to (niegdyś mawiano o spadku po komunie) spadkiem po rządach solidarnościowych jest choćby nauka religii w szkołach, na którą z taką chęcią uczniowie chadzają, że - wedle danych, jakie znaleźć można w internecie - 30 do 50 procent uczniów zwyczajnie nie uczęszcza w tych zajęciach. Czego się bowiem spodziewać na takich lekcjach? Indoktrynacji plus katolickiej liturgii, nauki wymyślonych modlitw na pamięć. Nie rozmowy z Bogiem, nie wyjaśnień, dyskusji, swobodnej interpretacji Biblii, dyskusji o niej. Na jakiej więc podstawie komukolwiek można postawić "trójkę" czy "czwórkę"? Pewnie dlatego, że ktoś się zająknął, zapomniał dalszej części tekstu, którego i tak nie rozumie.
Nie wiem zatem po co taka bezczelnie narzucana "nauka" czegoś, co powinno być indywidualnym wyborem każdego człowieka. Katoliccy księża zamierzają walczyć z tym zjawiskiem, siłą wręcz nakłaniając do religii w szkołach.
Ciekaw jestem czy tak samo walczyć będą o swą czystość, o to, by więcej nie zarzucano im nie tylko przekrętów finansowych, ale przede wszystkim przejawów pedofilii, a tych nie brakuje. Czy tak łatwo zgodzą się na - głośną i proponowaną ostatnimi czasy - kastrację zwyczajnych zwyrodnialców w sutannach, a nie przenoszenie ich do odległych parafii? Tam przecież robią zupełnie to samo.

Sphere: Related Content

niedziela, 21 września 2008

Dziwisz (się)

"Dziwisz się dlaczego Dziwisz zezwala na ekshumację szczątków generała Sikorskiego, kiedy na takie posunięcie wyraziła już żyjąca rodzina tegoż żołnierza?". Pytam się o to samego siebie, nie za bardzo dowierzając polskim realiom. Bo cóż ma do powiedzenia klecha? Tak - dla mnie to jakiś tam ksiądz Dziwisz zwany biskupem czy arcybiskupem, żaden autorytet. Co mu do tego?
Zastanawiam się też na ki grzyb targać pochowane wiele lat temu zwłoki. Chyba tylko po to, by komuś dać satysfakcję. Jak śmiem podejrzewać Instytutowi Panoszenia Nienawiści (w skrócie: IPN), który teraz przechodzi z pozycji wszystkiego, co wiązało się z dawnym systemem, przechodząc na opcję atakowania zachodnich sojuszników z czasów II wojny światowej. Przecież żadną tajemnicą, i to chyba dla nikogo, nie jest fakt, że generał Sikorski zginął za swe kontakty i próby dogadywania się z ZSRR.
Dziwisz się też (znów sobie zadaję pytanie) na jaką jasną cholerę panoszący w kraju nienawiść instytut chce na swą działalność większą kasę z budżetu państwa. Instytucja ta zatrudnia około 2000 ludzi będących właściwie wyłącznie na usługach PiS-dzielców i im podobnych światopoglądowo jątrzycieli w polskim społeczeństwie. IPN nieustannie dąży do tego, by np. skazać Wojciecha Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego, za ofiary, jakie stały się skutkiem tego posunięcia z 1981 roku. I tego nie pojmuję, bo nawet ów wywodzący się z Wadowic były szef watykańskiego kraju, podobno autorytet, oświadczył, że Jaruzelski to znakomity patriota. Zapytam się zatem (bo może wtedy zrozumiem): gdzie jest najbliższy sklep monopolowy?
Dziwisz się też, panie Bury, telewizyjnej reklamie, w której zapowiada się serię gazet pod nazwą (oj, pamięć mnie zawodzi) chyba Dowody wiary. Do każdego numeru ma zostać dołączony różaniec. Cena pierwszego wydania - dycha bez jednego grosza. Nie wiedziałem, że to Jedynie Słuszne w Polsce wyznanie opiera się na kupowaniu jakichś tandetnych świecidełek. To ma być wyraz wiary?
No i jeszcze - dziwisz się - jakim to cudem Jaśnie Oświecony Sejm RP w ogóle debatował nad zaproponowanym jako dzień wolny świętem Trzech Króli, który (na szczęście przepadł). Oczywiście z taką propozycją wyszli PiS-dzielce, bo któż by inny? Zastanawiam się nie tylko nad sensem tworzenia dodatkowego dnia wolnego, tym bardziej religijnego, ale nad kolejnym fałszowaniem religii. Proszę o wskazanie mi w Biblii na jednoznaczne słowa, z których wynika, że mędrców (nie króli) było trzech. To, iż przynieśli w darze złoto, mirrę i kadzidło nijak nie świadczy o takiej liczbie. Poza tym wychwalanie naiwniaków mających Herodowi wskazać dokładnie Syna Bożego to - moim zdaniem - jakieś nieporozumienie. Widać, taka to wiara...


P.S.
No i chyba wypadałoby się już obudzić z wakacyjnego letargu, czego - przynajmniej na tej stronie - dotrzymać zamierzam.

Sphere: Related Content

sobota, 7 czerwca 2008

Katosadyzm w majestacie prawa

Czy jest w ogóle realne w jakimkolwiek kraju, by niewielka grupa fanatyków mogła wywierać presję na większość społeczeństwa, a ta zwyczajnie milczy, bo boi się jakichś wyimaginowanych konsekwencji? Jest możliwe. W Polsce. W innym kraju towarzystwo takie byłoby pognane na cztery wiatry, ustawione w kącie albo oskarżone przed sądem za naruszanie wolności.
O tym przekonała się 14-letnia dziewczynka. Nie dość, że została zgwałcona, na dodatek jest w ciąży. Jako że chciała usunąć to, co było wynikiem gwałtu, rozpętała się istna burza...
Do akcji wkroczyła organizacja z cyklu obrońców życia z księdzem na czele - czyli tym, który najwięcej ma do powiedzenia (ze względu na swe osobiste doświadczenia) o wychowywaniu dzieci. Mało tego - rydzykowe medyja co rusz atakowały swą obecnością dziewczynkę. Sytuacja posunęła się do tego stopnia, żadna placówka medyczna nie zdecydowała się na dokonanie aborcji.
Na tym nie koniec - katosadyści postanowili na złożenie wniosku do prokuratury, oskarżając matkę zgwałconej o to, że nakłaniała swą córkę do usunięcia niechcianej ciąży. Tej pierwszej miałyby zostać odebrane prawa rodzicielskie, a 14-latka winna trafić do placówki opiekuńczo-wychowawczej.
To jest właśnie polskie prawo. I sprawiedliwość.
Nieważne, że obecnie obowiązujące w Polsce przepisy umożliwiają LEGALNEJ aborcji dokładnie w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się dziewczyna. Nic to - katosadyzm ma większe prawo. Przy aprobacie rządzących.
Jak długo jeszcze?

Sphere: Related Content

środa, 28 maja 2008

Lewa lewizna

- Niech to się wreszcie skończy - słychać coraz częściej. - Kilkuprocentowa partia nie może się wciąż zajmować samą sobą. Musi się skupić na starciu z prawicą. Zwłaszcza że rząd Tuska zaczyna mieć problemy. A PiS na nich raczej nie skorzysta, ma zbyt duże ograniczenia wizerunkowe - analizuje polityk Sojuszu. I rozwija: - Jeśli mamy zyskać, musimy mieć jakiś plan działania. A ten powstanie dopiero po kongresie.
Mimo powszechnego zmęczenia jakiś finisz rywalizacji Olejniczak-Napieralski będzie. - Przewodniczący zamierza być bardziej aktywny w mediach. Spotka się z delegatami na kongres. Będzie widoczny podczas wtorkowego protestu nauczycieli. Planujemy też dyżur w "Trybunie" - wylicza współpracownik Olejniczaka.
Współpracownik Napieralskiego zapowiada, że "Grzegorz skupi się na dobrym przygotowaniu wystąpienia kongresowego". Ma być skierowane do delegatów z terenu, szeregowych działaczy, a nie wojewódzkich baronów i liderów krajowych. Ci w większości są po stronie Olejniczaka i zdania nie zmienią. Zwykli działacze - mogą. Napieralski powie, że lepiej ich rozumie i częściej odwiedza.

Tyle cytatów ze strony Grzegorza Napieralskiego, kontrkandydata Wojciecha Olejniczaka do stanowiska szefa SLD, jaki ma zostać wyłoniony pod koniec tegoż miesiąca. Niby nic, jednak coś się tu zmienić może. Numer cały jest wyjątkowo prosty, dla aktualnych trendów polskiej polityki dość nietypowy, wręcz niebezpieczny, bo jego wynikiem będzie najprawdopodobniej konsekwentne egzekwowanie praw obywateli wynikających z obowiązującej Konstytucji RP, która obecnie umożliwia m.in. dochodzenia swoich roszczeń ze względu na światopogląd itp. Ścigane tym samym może okazać się państwo polskie choćby za umożliwienie wywieszania krzyży w publicznych miejscach czym urażeni mogą poczuć się ateiści.
Dotychczasowy szef SLD, Wojciech Olejniczak - lewicowy chrześcijanin, obnoszący się ze swoim katolicyzmem. W sam raz pasuje do obecnych i do niedawna byłych opcji, jakie rządziły tym krajem. Przy tych rządach - to moja własna opinia - lewicowa partia nie staje się podobna do PiS-dzielców i platformersów. Czym jest bowiem opozycja, która sama wewnętrznie się rozbiła, gotuje się we własnym sosie, zamiast zbijać kapitał polityczny, walczyć o wyborców, gdy dotychczasowi rządzący wyłącznie obiecują, ale swych wyborczych przyrzeczeń jakoś spełnić zamiaru nie mają? Najpierw niszczy koalicję taka opozycyjna siła przewodnia (ale tę własną, wewnętrzną koalicję, w skład której wchodzą inne partie nie za bardzo zgadzające się z będącymi u steru władzy), a potem traci tylko na wyborczym słupku, by zejść do granicy wyborczego progu. Żadnej nauki do siebie Olejniczak nie przyjmuje, gorzej - chyba wzorem Millera, Oleksego i kilku innych - wpadł w samouwielbienie i do wiadomości nie przyjmuje, że o ile cokolwiek się nie zmieni, zostanie mu polityczny niebyt. Nie liczy się bowiem z elektoratem, któremu nie w smak to, by partia będąca (wedle swej nazwy) po konkretnej stronie politycznej sceny była kompletnie nijaka, bo oczekują na radykalne posunięcia, krytykę władzy i pokazanie dróg wyjścia, a jednocześnie na przeciwstawienie się wszechobecnemu w świecie polityki klerowi, a nawet na unieważnienie umowy zwanej Konkordatem, dzięki któremu grube miliony z państwowej kasy zasilają portfele katolickiego duchowieństwa.
Taka właśnie pozostaje tak zwana opozycja...
Wedle zapowiedzi, starcie Napieralskiego, mieniącego się być reformatorem aktualnego układu w SLD z Olejniczakiem, który trzyma się dawnego, utartego schematu i iść drogą wytyczoną przez swoich poprzedników.
Przyznam, że jako niedowiarek z założenia, byłbym bardziej w stanie uwierzyć w to, iż cały ogród zoologiczny byłby w stanie przejść przez igielne ucho, niż pretendent do lewicowego tronu cokolwiek zmieni. Nawet jeżeli to zapowiada. Obietnic przez mieliśmy już tyle, że zliczyć ich nie jestem w stanie.

Sphere: Related Content

sobota, 24 maja 2008

Katosadomasochizm

"Ojciec Tadeusz Rydzyk jest kapłanem Kościoła rzymskokatolickiego, którego jestem członkiem, jest osobą powszechnie znaną i szanowaną w naszym społeczeństwie. Pan Palikot wypowiadając swoje słowa znieważył i zniesławił nie tylko osobę ojca Tadeusza Rydzyka, ale także Kościół Katolicki, którego ojciec jest kapłanem, obrażając w ten sposób nie tylko moje uczucia religijne, ale także ogółu jego członków".
Któż mógł napisać takie słowa? Nie kto inny, jak (ocenzurowałem w tym miejscu samego siebie) untergiertych, znaczy się były wiceminister od katoedukacji i antydarwinowskiej ewolucji Mirosław Orzechowski. On właśnie doniósł na niesfornego posła Palikota, bo ten nazwał niejakiego Rydzyka Tadeusza, z zawodu ojca - "szatanem", nawołując przy okazji do jego aresztowania. Orzechowski - poseł (na szczęście były) LPR stwierdził, iż takie określenia naruszają jego (tak zwane) uczucia religijne. I z tego powodu Palikota ukarać trzeba. Przed polskim systemem prawnym, który nawet w swej konstytucji (tak ją nazywam, nie wielką literą), która w swych zapisach nie daje możliwości wytaczania procesów osobom neutralnym religijnie, np. ateistom o to, że ktoś naruszył ich światopogląd.
Na szczęście można zrozumieć owego Orzechowskiego. Przecież - zgodnie z jego sposobem myślenia - on od małpy nie pochodzi i naruszania prawa przez padre Rydzyka będzie bronił niczym krzyżowcy Ziemi Świętej.
Ciekawe czy w takim samym stopniu bronić by zdoła w swym nawiedzeniu - księdza, który podczas lekcji religii (niestety w szkolnej sali, nie w tak zwanej sali katechetycznej) otwartą dłonią uderzył w twarz 13-letniego ucznia. Cios był na tyle silny, że chłopak prawie osiągnął poziom podłogi. Niedowiarkom polecam obejrzeć nagranie na: ksiądz w akcji.
Ciekawi mnie tylko czy bez szwanku po takowej akcji byłby jakikolwiek belfer uczący świeckich przedmiotów. Poza kuratorium nie zainteresowano tym - na razie - nikogo.
Jedno dobre z owego zdarzenia - ksiądz pt. dziecięcy bokser już w szkole uczyć nie będzie. Na pewno nie w tej, gdyż tak zapowiedział dyrektor.
Ale co z innymi? Szkołami, rzecz jasna.

Sphere: Related Content

czwartek, 3 kwietnia 2008

Jeszcze Lechistan

Jak donosi pewna książka - w krainie zwanej Rajem tamtejsza obywatelka o imieniu Ewa (z braku sklepów owocowo-warzywnych oraz środków finansowych) wybrała się do miejsca zwanego sadem, gdzie napotkała obywatela o imieniu Wąż. Ten dał jej deficytowy - jak na tamtejsze warunki - owoc, która kobieta skonsumowała, mimo że jabłko zabronione było kodeksem karnym.
Tym też sposobem, niekoniecznie biedne, nie przymierzając nawet do Tadzika R., z zawodu ojca, Zgromadzenie Księży Misjonarzy Św. Wincentego a Paulo z Krakowa zainteresowane jest przejęciem Ministerstwa Finansów.
Nie, nie robię sobie jaj, bo dzień pt. prima aprilis już minął. I zaznaczam, że księżulkowie nie są chętni do obsadzenia stołków, a tym samym do zmiany funkcji ministra finansów na ojca ekonoma, bo chodzi im o wart 200 milionów złociszy grunt, na którym postawiono gmach gotówkowego resortu. Roszczenie wynika z faktu, że onegdaj teren należał do zakonu, no i przyszła kolej na następną rewizję granic polsko-watykańskich.
Niektórzy mówią o (wspomnianym w innym kontekście na wstępie) wężu w kieszeni. Mnie się jakoś kojarzy, że księżulkowie winni ślubować ubóstwo, a nie wiecznie wyciągać rączki po kolejne grunty, budynki itp.
O ile ta tendencja się utrzyma, niebawem - zamiast ze wschodniego nazywana Polska - Lechistan, trzeba będzie przysposobić o literkę "K" na początku.

Sphere: Related Content

wtorek, 5 lutego 2008

A małpie brzytwę

Na horyzoncie pojawił się niejaki Ryszard Bożek, z zawodu ojciec, podobnie jak Tadeusz R. Ten pierwszy jest zwierzchnikiem tego drugiego, bo szefem (oficjalnie prowincjałem - fajne określenie, chyba pokazujące, że Polska to prowincja jakiegoś innego kraju) redemptorystów. Ów Ryszard B. stwierdził w wywiadzie, że nie widzi możliwości odsunięcia od Radia Maryja jego założyciela, ale opowiada się za reformowaniem Radia, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób angażowania się w politykę.
Piękna ta nasza Polska się stać może, skoro RM FM rodem z Torunia nie będzie się angażować w politykę. Tyle tylko - gadaj zdrów prowincjale. Prędzej uwierzę w serek homogenizowany jako wyznawcę voodoo niż w takie bajeczki. I argumentować tego nie mam zamiaru, bo prędzej byłbym przekonany do znajomości matematyki i kalendarza przez Jacka Bulteriera Kurskiego. Tenże bowiem oświadczył niedawno, iż Tusk Donald, z zawodu premier wraz ze swoją ekipą znajduje się od roku u steru władzy.
A propos Kurskiego. To kolejny kandydat do komisji sejmowej od tych służb co to za PiS-uarów naciskane być miały. Posłowie nie chcieli Antka Policmajstra Macierewicza, więc dostaną innego kandydata do akceptacji. Takiego, co wypieprzono do z kaczej partii za obrażanie innych, a potem do łask przywrócono. A sam Kurski na dodatek wyznał, iż ta komisja nie będzie merytoryczna, tylko to sąd nad jego ukochaną IV RP.
Kiedy na to patrzę, stwierdzam, że lepiej małpie dać brzytwę. Przynajmniej ta wiedzieć będzie co z nią uczynić. Ja też o brzytwę poproszę...

Sphere: Related Content

sobota, 19 stycznia 2008

Farbowańcy, przebierańcy. Ogólnie - maskarada.

W tymże tytule wcale nie chodzi o karnawał. Z nóg zwalić może wieść, że PiS-uary chcą teraz uchodzić za PPS (nie mylić z Polską Partią Socjalistyczną) czyli za Partię Przyjazną Społeczeństwu.
PiS-meny i PiS-menki zmienić chcą swe medialne oblicze i nie być partią agresji, buty i arogancji. Mają być grzeczni, mili i w ogóle cacy. Zatem nie będzie - wedle zapowiedzi - pyskowania, wyciągania brudów i - krótko rzecz ujmując - pieprzenia o niczym, byleby tylko dokopać politycznemu rywalowi.
Tym samym w medialny niebyt pójść mogą towarzysze typu Brudziński i Giżyński. Zastanawiam się jednak czy i niejaka posłanka PiS-uarowa też zniknie, co to lewicę obciążyła za samobójstwo Barbary Blidy. No i jakoś wierzyć mi się nie chce, przecież każdy daje się ponieść w pewien sposób emocjom, że nagle nikomu z wiecznie szkalujących, z takich kąsających wilków, nie zachce się wypalić standardowej dla nich obelgi. Tu mi tramwaj jedzie, a tu kaktus rośnie, jak tak ma być.
Nie potrafię pojąć też towarzysza Tadeusza R., co to partię swoją zakłada, ugrupowanie antyunijne. Ten sam w osobie swej i postaci, która nikomu się nie kłania biadolić potrafi, szczekać na władzę, że ta mu dać nie chce nie innych, jeno unijnych pieniążków na jakieś odwierty w poszukiwaniu ciepłych źródeł.
Chyba to wszystko poza mój rozumek wykracza. Sądzę jednak, że nie tylko mój.

Sphere: Related Content

piątek, 18 stycznia 2008

Dalajlama od Trwam

Parafianie, towarzysze, obywatele, robotnicy, chłopi, ludu pracujący, inteligencjo, żołnierze, policjanci, nauczyciele, lekarze i wszyscy inni, o których zapomnieć żem raczył!
Nadchodzi godzina prawdy, bo jeżeli wierzyć pojawiającym się plotkom, niebawem z politycznego życia zniknie rządząca obecnie krajem siła pod postacią koalicji PO-PSL. W cholerę pójdzie też ekipa, co chciała IV RP budować nazywana przez niektórych jakimś Prawem i Sprawiedliwością. Zapomną ludziska i o brzydkich komuchach czy lewicowcach i innych mniej lub bardziej kanapowych partyjkach. O Jondrku Lepperze i rodzie Giertychów już nie wspomnę - w niebyt zapadnie.
Oto nadchodzi bowiem NOWE. Owo nowe będzie miało swojego guru. Kto się jeszcze nie domyślił kim będzie ów duchowy przywódca? Nie kto inny, jak Rydzyk Tadeusz, z zawodu ojciec.
Niemożliwym bowiem, by ON właśnie nie mógł stać się parowozem dziejów w kraju, gdzie - wedle statystyk - znajduje się 99 procent katolików.
A teraz poważnie - kilka dni temu (według "Newsweeka") doszło do spotkania politykierów typu Zygmunt Wrzodak, Anna Sobecka, Bogdan Pęk, Jan Łopuszański i Halina Nowina-Konopczyna (to najbardziej znane nazwiska) z zaufanym Tadzika R. I tam podobno zapadła decyzja, by tworzyć moher-partię i tym samym odciąć się od kaczystów. Jak nie inaczej, będzie zatem partyja narodowo-katolicka, która na jakąś europejskość godzić się nie zamierza.
Patrząc realnie - elektorat jest, media do obszczekiwania niewiernych również, dziejowy parowóz co to oszustom i czarownicom kłaniać się nie chciał i w przyszłości nie zamierza w osobie ojca z zawodu. Czego więcej trzeba?
Oj, jeżeli zamiary ciałem się staną, nieuchronny koniec nie tylko Kaczyńskich, ale Gosiewskich, Brudzińskich i innych Giżyńskich się zbliża.
Ciekawe tylko jak to możliwe, by jakakolwiek partia mogła być budowana na posadach kościelnych? Gdzież świecko - religijny rozdział w strukturach państwa?

Sphere: Related Content

czwartek, 6 grudnia 2007

Z różańcem przez maturę?

Czy będzie to sprawdzian z prawidłowego klęczenia? A może ze zgodnego z zasadami odmawiania różańca? Może przed przystąpieniem do egzaminu niezbędne będzie zaliczenie przynajmniej trzech pielgrzymek? Do tego jeszcze zaświadczenie od przewielebnego, obowiązkowe pięć spowiedzi w tygodniu, uczestnictwo w dwóch mszach dziennie itp.
Naprawdę, coś w rodzaju szyderstwa mnie ogarnia, kiedy słyszę, że prowadzone będą prace
nad włączeniem religii do zestawu przedmiotów, które uczniowie mogą zdawać na maturze . A poinformował o tym nie kto inny, tylko episkopat. Kościoła katolickiego.
Zastanawiam się tylko nad jednym - jak można ocenić w skali od 1 do 6 stopień czyjejś wiary, której nie należy mylić z religijnością. Linijką, kątomierzem, subiektywną opinią, jaka może zależeć od sympatii lub też niechęci w stosunku do ucznia? Poza tym czy wiara w Boga polegać może na wykuciu na pamięć jakichś formułek wpajanych podczas szkolnych zajęć z religii, na których omawiane są np. poszczególne elementy liturgiczne? Przecież czyjaś wiara może być wyjątkowo mocna, co przejawia się w codziennych uczynkach w przeciwieństwie do delikwenta regularnie uczęszczającego (i to ostentacyjnie na msze), a w owym życiu codziennym zachowuje się niczym diabeł wcielony.
Nic sobie jednak nie robi całe to towarzystwo pisuarsko-platformiaste z artykułu 53 obowiązującej przecież Konstytucji RP, a mówi on choćby o wolności sumienia i religii.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 26 listopada 2007

Mila kura si planina

Odjazd i jeszcze raz pełen odjazd w wersji Service Pack 2 1/2. Uwielbiam humor sytuacyjny, bo chyba najlepszym z możliwych on jest.
Rydzyk Tadeusz z zawodu ojciec się, kurde, obawia kogoś? Platformersi zapowiedzieli, że - zgodnie z obowiązującym prawem - skontrolują jego szkółkę nazywaną "wyższą szkołą (czegoś tam od kultury i jakichś mediów). Rozbawił mnie do łez, gdy uznał to Tadzik za zapowiedź represji, powrót do najciemniejszego komunizmu i totalitaryzm.
Po rozumek do główki platformersi winni pójść i nie tylko to sprawdzić, ale i fakt czy te grube miliony, jakie kaczyści w swej hojności (z tanim państwiem na ustach) dali papci Rydzykowi należały się. Pewnikiem, o ile tuskowym odwagi nie zabraknie, będą jakoweś uchybienia, Tadzikowi (może) mamonkę zwrócić przyjdzie, czego przewielebny nie zniesie. Moher-ściepę - jak mniemam - zorganizuje, pewnie taką jak na ratowanie gdańskiej stoczni. Potem może na Galapagos ruszy i tam biedne żółwiki na rydzykizm nawracać będzie. A w Polsce nie obaczy go nikt. Póki co - zagrożonym się czując - hau, hau robi...
Jazda to była pierwsza.
Druga jest jeszcze lepsza, chociaż innej dyscypliny, nie polityki dotyczy, bo piłki kopanej. Zakończyły się eliminacje do europejskich mistrzostw. Nie w tym, że zagra w nich polska reprezentacja. Ciekawsze - Anglicy nie zagrają, a reprezentacja to mocna. Jak to przegrać z Chorwatami mogli...
Mila kura si planina - zaśpiewał chorwacki hymn operowy śpiewak Tony Henry czym wywołał rechot wśród piłkarzy tegoż kraju. Walnęło się pieśniarzowi w jednej literce, bo powinien zaintonować: Mila kuda si planina, czyli: Ty wiesz, kochana, jak kochamy nasze góry. Tymczasem zaśpiewał: Kochana, penis i góry. No i Chorwaci wygrali.
Byleby tylko nasi na mistrzostwa nie zabierali już nikogo do śpiewania. Ewentualnie - w ramach eksperymentu (i pokuty) - może Tadzika...

Sphere: Related Content