Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2008

Odrażający...

Są takie dwa misie-patysie, co to zarzucają sobie pewne grzeszki, nie zauważając, że na ich wątpliwym sumieniu ciąży dokładnie to samo...
A cóż to za delikwenci? Dwaj Prawi i Sprawiedliwi - Ludwiś Dorn i Edgar Pingwin Gosiewski. Obaj - zgodnie ze swoim światopoglądem, czyli WC (czytaj: wartości chrześcijańskie) tak po chrześcijańsku postępują, że najpierw się rozwiedli, a potem walczą o to, by nie musieli na pozostawioną dzieciarnię zbyt wiele płacić. Nic dodać, nic ująć, ale panowie wytykają te postępki, zapominając o tym, co sami robią.
Z jednej strony mamy szczęście, że nie mają wpływu na dzieci, bo inaczej te mogłyby zostać spaczone tak zakręconym, pełnym hipokryzji światopoglądem, jednak z drugiej szkoda, gdyż może mieliby nieco mniej czasu na uprawianie populizmu i pełnego kłamstw politykierstwa.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 22 września 2008

Gadu-PiS-gadu

Typowa knajpka. Przy stoliku siedzi czterech jegomościów w okolicach sześćdziesiątki. Jeden z nich nagle zaczyna swe polityczne wywody:
- Ten k..., pier...ny oszust, sk...syn.
- Na kogo tak bluzgasz? - zainteresował się sąsiad.
- O tym, k..., jeb...ym gnoju Tusku, tym nierobie.
- Teraz bluzgasz, a pewnie na niego głosowałeś?
- Nigdy bym na tego kut... nie zagłosował. Na tego oszusta...
- Co, może kaczory lepsze?
- Nie ma lepszych od nich!
- Daj se luz, co oni takiego zrobili?
- Chyba ci, k... przyp...lę.
- Ładne masz pan argumenty - rzuciłem w kierunku zwolennika PiS-uarów opuszczając bar.

Tylko w jednym się zgadzam z owym delikwentem. Tuska też niekoniecznie lubię.

Sphere: Related Content

niedziela, 25 maja 2008

Mamuśka

Różne już napisy w swoim życiu widziałem - "Strzeż się pociągu" (cokolwiek by to znaczyć miało), jego czeski odpowiednik "Pozor na vlak". Było też cudo: "Bufet nieczynny z powodu choroby" i dopisek na kartce: "Życzymy bufetowi szybkiego powrotu do zdrowia".
Życie przynosi jednak coraz to więcej niespodzianek, więc trudno przewidzieć czy niebawem nie przyda się na ulicach umieścić tablic ostrzegawczych typu: "Policji i Straży Miejskiej nie uświadczysz. Biją w mordę". Każdy z nas takie miejsca mógłby wskazać.
I właśnie o owym mordobiciu wspomnieć warto. Otóż, we Włocławku szedł sobie mężczyzna. Drogę zastąpiło mu coś w rodzaju tercetu - dwie panie i towarzyszący im jegomość. Z jakiegoś powodu pobili przechodnia, jednak wkrótce trójka ta została zatrzymana. Niby taka polska codzienność, ale w zdarzeniu tym ciekawy jest jeden fakt. Nie to, że napastnicy byli pijani, bo to norma. Jedna z atakujących kobiet znajduje się w wysoko zaawansowanej ciąży. Ona też podobno biła.
Teraz do końca człowiek żaden pewności mieć nie może czy np. ustępując miejsca w tramwaju obitym w ramach wdzięczności nie zostanie. Czy w niektórych okolicach nie należałoby umieścić tablic: "Uwaga na kobiety w ciąży". Prawdopodobieństwo istnieje, chociaż podobno wyjątek reguły nie czyni...
Zastanawiam się tylko jakiż to obywatel lub obywatelka wyrośnie po wychowaniu przez taką "matkę"?

Sphere: Related Content

piątek, 18 stycznia 2008

Miłosierdzie, twa mać

Jak widzę, poseł Palikot winien zostać rozstrzelany, ukamienowany, wbity na pal, łamany kołem, walcem rozjechany, wystrzelony z armaty, zrzucony z urwiska, otruty, powieszony za poślednie ziobro (to z "Janosika", nie polityki), poćwiartowany, oddany mrówkom na pożarcie, zmuszony do popełnienia harakiri, a wcześniej język i oczy odjęte mu zostać powinny.
Do takiego wniosku dochodzę, gdy słyszę jak to spokoju nie zamierzają mu dać kaczyści, których ów kontrowersyjny poseł PO przeprosić raczył, jeżeli PiS-uary urażone się poczuły za pytania o ewentualny problem alkoholowy Brata Mniejszego Większego. Histeria się pojawiła i nawet słowo przepraszam to zbyt mało.
Nazywać owo zjawisko można kaczopseudochrześcijańskim miłosierdziem. Tak długa nazwa mi wyszła tylko dlatego, że chrześcijanie - jeśli się nie mylę - wybaczać winni. Kaczyści prędzej pióra by sobie dali wyskubać, niż komukolwiek odpuścić. Sami zresztą nie zostali nauczeni, by przepraszać.
A do alkoholowej kwestii BMW (ale fajny skrót!) dość ciekawą hipotezę przytaczają ostatnie "Fakty i Mity". Zobaczcie zresztą sami:




Sphere: Related Content

poniedziałek, 26 listopada 2007

Mila kura si planina

Odjazd i jeszcze raz pełen odjazd w wersji Service Pack 2 1/2. Uwielbiam humor sytuacyjny, bo chyba najlepszym z możliwych on jest.
Rydzyk Tadeusz z zawodu ojciec się, kurde, obawia kogoś? Platformersi zapowiedzieli, że - zgodnie z obowiązującym prawem - skontrolują jego szkółkę nazywaną "wyższą szkołą (czegoś tam od kultury i jakichś mediów). Rozbawił mnie do łez, gdy uznał to Tadzik za zapowiedź represji, powrót do najciemniejszego komunizmu i totalitaryzm.
Po rozumek do główki platformersi winni pójść i nie tylko to sprawdzić, ale i fakt czy te grube miliony, jakie kaczyści w swej hojności (z tanim państwiem na ustach) dali papci Rydzykowi należały się. Pewnikiem, o ile tuskowym odwagi nie zabraknie, będą jakoweś uchybienia, Tadzikowi (może) mamonkę zwrócić przyjdzie, czego przewielebny nie zniesie. Moher-ściepę - jak mniemam - zorganizuje, pewnie taką jak na ratowanie gdańskiej stoczni. Potem może na Galapagos ruszy i tam biedne żółwiki na rydzykizm nawracać będzie. A w Polsce nie obaczy go nikt. Póki co - zagrożonym się czując - hau, hau robi...
Jazda to była pierwsza.
Druga jest jeszcze lepsza, chociaż innej dyscypliny, nie polityki dotyczy, bo piłki kopanej. Zakończyły się eliminacje do europejskich mistrzostw. Nie w tym, że zagra w nich polska reprezentacja. Ciekawsze - Anglicy nie zagrają, a reprezentacja to mocna. Jak to przegrać z Chorwatami mogli...
Mila kura si planina - zaśpiewał chorwacki hymn operowy śpiewak Tony Henry czym wywołał rechot wśród piłkarzy tegoż kraju. Walnęło się pieśniarzowi w jednej literce, bo powinien zaintonować: Mila kuda si planina, czyli: Ty wiesz, kochana, jak kochamy nasze góry. Tymczasem zaśpiewał: Kochana, penis i góry. No i Chorwaci wygrali.
Byleby tylko nasi na mistrzostwa nie zabierali już nikogo do śpiewania. Ewentualnie - w ramach eksperymentu (i pokuty) - może Tadzika...

Sphere: Related Content

niedziela, 25 listopada 2007

Wzrastający poziom gówna

To nie ubaw po same pachy, ale po pachy po prostu PiS-uary w zwyczajnym gównie siedzą, a jego poziom wzrasta, niebawem - czego się można spodziewać - przeleje się.
W budynku, gdzie od lat mieści się Kancelaria Premiera znaleziono wmurowany w dachu pocisk. Jak wieść niesie, robotnicy z czystej fantazji (może złośliwości do ówczesnej władzy), umieścili go tam gdzieś na przełomie lat 40. i 50. Mniejsza z tym kiedy dokładnie, ale fakt ten pokazuje pewien absurd: Jak to możliwe, by przez tyle lat nie sprawdzono tak ważnego obiektu, choćby ze względu na możliwe podsłuchy?
I teraz owo najciekawsze - po odkryciu pocisku PiS-uary zmontowały dowcip: Wiecie, skąd Kancelaria Premiera dowiedziała się o bombie z czasów wojny w suficie? Dziadek z Wehrmachtu zadzwonił do Tuska i mu powiedział.
Dalsze "dowcipy" niekoniecznie oczekiwane. Może wyjątkiem będzie elektorat fanów pewnej rozgłośni z Torunia i im podobni. Prezentowanym poziomem rzecz jasna.

Sphere: Related Content

środa, 21 listopada 2007

Śladami Grigorija Sakaszwili...

Wałęsa i Kwaśniewski potrafili wznieść się ponad podziałami, nawet wtedy, gdy niekoniecznie ich ulubieńcy stawali na czele rządu. Wręcz z obowiązku, nie bacząc na polityczne animozje, umieli przyjść na salę sejmową i wysłuchać expose premiera. Nie stanie się tak w przypadku Brata Mniejszego Większego, który zupełnie przypadkowo w tym czasie przebywać będzie z wizytą... w Gruzji.
Jakoś wierzyć mi się nie chce, że ten wyjazd nie ma nic wspólnego z ostentacyjnym okazaniem niechęci zwycięzcom wyborów. Ale być może się mylę. Może przy okazji tej podróży będzie wycieczka śladami przodków jednego z czterech pancernych? Ten wariant wydaje się być mało prawdopodobny, bo przecież prezydent do myśli swej nie dopuszcza, że w ogóle istniała taka formacja o nazwie Armia Ludowa. Ale przecież ludzie się zmieniają...
Głupoty zaczynam wypisywać. Gdzież on mógłby się zmienić? Mimo wszystko ta hipoteza o Sakaszwili ma swoje podstawy - kto jak kto, ale nieobecny podczas tuskowego expose na luzach w czołgu się zmieści.
A traf chciał, że gruziński prezydent nazywa się Micheil Saakaszwili...

Sphere: Related Content

piątek, 16 listopada 2007

Adios...

I stało się. Pierwszy Ptak Mniejszy nie ma już wpływu na rządy w państwie, więc będzie przez jakiś czas szukał wrogów wśród swoich. Jednak styl rozstania z władzuchną pozostawił wiele do życzenia. Stać go nie było na podanie ręki i osobiste pogratulowanie zwycięzcy. Obowiązek poklaunowania przekazał Edgarowi Peronowemu.
Na szczęście, że - gdy nowi ministrowie obejmowali swe urzędy - byli podwładni Yaro mieli na tyle rozumu, by z mniej lub bardziej wymuszonym uśmiechem wprowadzić swych następców w obowiązki. Chwała przynajmniej za to im, bo nie poszli w ślady premieruńcia.
Ale był pewien wyjątek. W sumie czego się spodziewać można było po owej osobie, szczycie niekompetencji, szefowej dyplomatołków? Nowy minister od spraw zagranicznych nie uświadczył swej poprzedniczki. Niejakiej Fotygi nie było. Pewnie nie miałaby nic do powiedzenia, bo pewnie nic nie wie. Łącznie z obyczajami. O dyplomacji nie wspominając.

Sphere: Related Content

niedziela, 11 listopada 2007

Klimatyczna znikomość upatriotycznienia

Jakież to tłumy przewinęły się dziś przez uroczystości wszelakie, na czas państwowego święta. Nieco większe one były niż kupujących w marketach, jednak stopień upatriotycznienia niezbyt wysokim jest...
O czym tu zresztą dyskutować, skoro chłód (tradycyjnie zresztą jak co roku), apel poległych, msza, apel poległych, defilada wojskowa, msza, msza, złożenie kwiatów, msza, złożenie wieńców, msza, defilada wojskowa, apel poległych, msza. I tak w kółko. Tyle tylko czy dokładnie tak wyglądało świętowanie 11 listopada 1918 roku, dniu, w którym Polska odzyskała niepodległość?
Dlatego też (chociaż historia dat zazwyczaj nie wybiera) cieplejszy klimat przydałby się na takie świętowanie. Jeżeli już komuś ów 22 lipca kompletnie nie w smak, warto byłoby się zastanowić nad 3 maja, kiedy to uchwalono pewną konstytucję, która co prawda nigdy w życie nie weszła, ale była najnowocześniejszym dokumentem ówczesnego świata, nie tylko Europy. To podobno też obchodzone w Polsce święto państwowe. A tak - iluż to ludzi nos z domu wytknąć raczyło, by pognać na uroczystości?
Stopień patriotyzmu obejrzałem sobie na jednym z blokowisk. Na przynajmniej kilka tysięcy okien czy balkonów znaleźć można było flag w sztukach - czterech. Poza tym kilkanaście miejsc z suszącymi się lub wietrzącymi ubraniami. Ale te ostatnie raczej za przejaw patriotyzmu uchodzić nie powinny.

Sphere: Related Content

niedziela, 14 października 2007

Odtrącona

Dlaczego premier Yaro K. twierdzi, że sprawy związane z jego ślubem mogą mieć jakiś wpływ na wynik wyborczy? Startował w poprzedniej kampanii w stanie bezżennym i na dobre mu to wyszło. Teraz, kiedy ktoś podejmuje temat (plotkarski w sumie) jego ewentualnego ślubu jeszcze przed 21 października reaguje dość histerycznie. Przecież - co można podejrzewać - przyniosłoby mu to dodatkowe głosy.
Pojąć tylko nie można co w takim razie w okolicach owego premiera robi pewna posłanka Szczypińska, od niedawna nazywana "odtrąconą narzeczoną". Pewnie ma jakąś nadzieję...

Sphere: Related Content