Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

piątek, 31 stycznia 2014

Witek za dychę

Odwiedziłem Kraków. Bardziej roboczo niż turystycznie. Jednak ominąć choćby krótki spacer po starówce? Tego bym sobie nie wybaczył. Jakoś tak chciałem zahaczyć o Kościół Mariacki...
Wejście od Rynku Głównego oznaczone zostało dwujęzyczną tablicą, z której wynikało, że mogą nim wejść tylko osoby odczuwające potrzebę modlitwy. Tej jakoś nie odczuwałem nigdy i odczuwać nie będę. Chciałem tylko na oczy własne zobaczyć gdzież to Wawrzek zgubił połowę swego obuwia. Skoro w wodzie święconej swych rąk moczyć nie zamierzałem, ani też klękać, znalazłem wejście dla zwiedzających. Nie nacisnąłem jednak nawet klamki. Olałem temat ołtarza zbudowanego przez Witka S. Dlaczego? Bo jak byk napisano, że wstęp kosztuje 10 złociszy. Wcale nie ze skąpstwa tak postąpiłem, ale z pobudek czysto światopoglądowych.
Do niedawna fundusz kościelny, rzeka pieniędzy płynąca z państwowej i samorządowej kasy do dzisiaj, wieczne włazidupstwo czarnym przez wszelakie władze. Dobra, wystarczy tej wyliczanki. I jeszcze mam dychę płacić czarnym, zapewne do kieszeni, bo wątpię, by za to, co uiszczę za wejście odprowadzany jest jakikolwiek podatek.
Nie ja.

Sphere: Related Content

piątek, 20 grudnia 2013

PKP, znaczy pięknie k..., pięknie

Jak najprościej zarobić kasę? Na potrzebujących, czyli np. na podróżnych.
Polskie Kutwy Państwowe, bo jedynie taki skrót przychodzi mi do głowy, w okresie przedświątecznym zlikwidowały tańsze połączenia na długich trasach. Nie będę podawał przykładów, nie w tym rzecz. W każdym razie zamiast 70 złociszy można zapłacić stawkę dwukrotnie wyższą lub gnić na stacji przesiadkowej jakieś dwie godziny, by pojechać taniej. Jak mniemam po świętach i Nowym Roku sytuacja powróci do pierwotnego stanu.
Aby było jeszcze śmieszniej, skład nazywany z niewiadomego powodu "ekspresem" na trasie nieco ponad 300 kilometrów miał ponad półgodzinne opóźnienie. To się nazywa jakość za wyższą cenę.
Choćby części kosztów podróżnym nie zwrócono. Słowa "przepraszam" też nie było.
Jak zwykle - chory kraj.

Sphere: Related Content

wtorek, 19 listopada 2013

Kraj...

Ostania niedziela. W śmietniku grzebie para - na oko dwudziestolatkowie, nawet nieźle ubrani, do plecaków chowający "znaleziska". Wręczony im chleb, ser przyjmują z zażenowaniem. Kilkanaście minut później dzwonek do drzwi. Stoi przed nimi brodaty facet i pyta czy miałbym coś dla niego do jedzenia.
Co za kraj...

Sphere: Related Content

wtorek, 18 października 2011

Ja tam zaczekam...

Się już porządnie narypało w tym minionym okresie w przykościelno - smoleńskich łbach.... Wassermanna wykopano na koszt państwa, by stwierdzić, że to jego właśnie pochowano. Całość operacji pewnie sporą kasę pochłonęła, ale co tam - "widzimisię" rodziny, która nie wiem co chciała udowodnić zostało spełnione.
Krzyżową drogę wszystkim się urządza już od kupy czasu, bo najpierw na Krakowskim Przedmieściu go broniono z chrześcijańską nienawiścią, pardon, umiejętnością tolerancji (chyba mnie porąbało przy tym drugim określeniu) na ustach, a teraz sejmowego krzyża podobną argumentacją bronić chcą trzymający się biskupich kiecek posłowie. Nie wiem tylko jakie ów krzyż ma tam spełniać zadanie. I się nie dowiem. Bo racjonalnego argumentu nie ma. Ze swej strony zawiesiłbym obok parasol. Bo lubię deszcz. Kolega z pracy uwielbia paprykę. Może to słabe ekonomicznie, bo trzymana w sejmowej sali na dłuższą metę gnije i potrzebne byłoby jej częste wymienianie.
Pewien adwokat z Pomorza, którego nazwiska przez swe miłosierdzie dla bliźnich nie wspomnę wpadł na pomysł utworzenia instytutu mającego tropić przypadki naruszania tzw. uczuć religijnych. Czekam na inicjatywę Palikota, by do prawa naszego dopisać również naruszanie uczuć ateistycznych, humanistycznych (nazwa do uzgodnienia). Oj, byłoby pole do popisu...
O tym, że Ryśki to porządne chłopy mówiono w "Misiu". Mam jednak obiekcje czy mieniący się ciekawym nazwiskiem wojewódzkiego ongiś miasta - Kalisz to dobry kandydat na szefa chylącej się ku upadkowi partii, co to ma słowo "lewica" w nazwie. Krzyż mu nie przeszkadza, w ugrupowaniu tym jednak pewnie będzie - o ile stanie na jego czele - "nową, młodą krwią". Szkoda tylko, że powoli, zamiast wzburzonej krwi, wapno zaczyna się lasować.
Celowo wplotłem wątek tzw. lewicy pomiędzy kruchtowe towarzystwo, bo w sumie na jedno wychodzi zachowaniem, by przejść do pana Yaro K., który ma już kompletną amnezję. Zapowiedział kiedyś, że jeżeli jego partyjka wyborów nie wygra, on ustąpi i preziem być przestanie. Kuźwa, i znów Alik nie będzie miał pana wyłącznie dla siebie....
Nie jeden promil (ale pewnie po osiągnięciu takowego), ale jeden procent chcą faceci w czarnych lub bordowych kieckach typu maxi z naszych podatków w zamian za likwidację funduszu, z jakiego dotychczas czerpali krocie. Cholercia, po raz pierwszy się z nimi zgadzam. Chyba jestem nienormalny. Tyle tylko, że ja ów 1 procent pojmuję inaczej - dopiszmy kler katolicki do organizacji pożytku publicznego i przy rozliczeniach rocznych - o ile ktoś zechce - niech wpisze w odpowiednie miejsce ową instytucję, tak jak do tej pory pojawiały się tam fundacje, schroniska dla zwierząt itp. Zobaczymy ilu będzie PRAWDZIWYCH katolików w tym kraju. Na statystyczne, podobno oficjalne 95 procent nie liczę jakoś. Ale do tego dodam jeszcze pewien warunek. O ile ktoś już ów procent przekaże, za darmochę ma już chrzciny, ślub, pogrzeb, komunie, bierzmowania i zbliżone usługi kościelne.
Teraz zaczekam kiedy w tym kraju pojawi się jakaś zmiana. Tak po prostu, nie w sposób krzyżowy.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 28 marca 2011

Takich głąbów parlamentarnych mamy

Najnowszy projekt zmian w ordynacji podatkowej zakłada, że opłaty za wydanie interpretacji podatkowej wzrosną z 40 do 1000 złotych! Taką wieścią zastraszył nas portal pt. Wirtualna Polska.
Jakoś w szoku nie jestem. Otrzymanie gównianej interpretacji sejmowej ustawy ma kosztować 1000 złotych (słownie: tysiąc złotych). I nawet nie zastanawiam się kto wydał tak spierdoloną (nie bójmy się użyć ostrych słów) ustawę, że trzeba do niej interpretację znaleźć, bo inaczej przedsiębiorca w tym pojebanym kraju nie będzie wiedział z czego i jak się rozliczyć, gdyż w JEDNOZNACZNY sposób nie wynika to z przepisów prawnych.
Mamy do czynienia z amatorszczyzną w czystej postaci, bandą dyletantów w garniturach, którzy uchwalają prawo nie w formie jednoznacznej, ale wieloznacznej, dającej się zinterpretować w sposób dowolny. Nie jeden raz miałem okazję zapoznać się z przepisami (na takowych pracuję od lat), jakie wymagały dodatkowych wykładni tego czy innego ministerstwa. NIGDY nie były KONKRETNE, zawsze dawały przynajmniej kilka rozwiązań pozwalających ominąć prawo, w tym podatkowe.
I dlaczego za błędy parlamentarnych jełopów, bo nazwę ich po imieniu, płacić mają nie za bardzo dobrze zarabiający pracownicy, by ich pryncypał mógł zrobić sobie podatkowe odpisy, nie za 40 złociszy, a za tysiąc w tejże walucie? Nie łudźmy się przecież, nie zapłaci, ale zaoszczędzi.
Co za kraj...

Sphere: Related Content

piątek, 24 grudnia 2010

I kto to mówi?

Piąta kolumna w Polsce zwana przez niektórych duchowieństwem, batmanami, przewielebnymi i diabeł wie jakimi jeszcze określeniami zna się na wszystkim. Tym razem na handlu.
Przed marketami bowiem ustawili się dziś obrońcy pracowników, którzy w Wigilię musieli pracować do godziny 16.00. No i w telewizorni głosem popierającym ów protest był oczywiście ksiądz. Oświadczył, że takie kupczenie w dzień świąteczny jest nie na miejscu, bo święta rodzinnymi są, nie należy przedkładać zysków ponad (nie pamiętam jak to on odkładnie określił, ale chyba chodziło o coś w rodzaju idei świątecznej).
Któż to powiedział? Ksiądz. Bezczelny - moim zdaniem - typ. A co czarna rasa od wieków siedząca w tym kraju wyczynia w tenże dzień świąteczny? Pasterkę. Ciekawe czy na niej z tacą jakiś koleś nie lata wśród tych, co przyszli do marketu z krzyżem na dachu i zbiera kasę? Odpowiedź jest prosta.
Dlatego wolę handel towarem, nie pasożytów duchowych, których nazywam faryzeuszami.
Pogodnych świąt!

P.S.
Na jednym z portali wyczytałem dziś, że Benedykt XVI zapalił świeczkę. No to wysoce ciekawa wieść. Przejrzałem wszystkie najpopularniejsze strony i na żadnej nie zauważyłem, aby ktoś poinformował, że ja, w osobie mej własnej, zapaliłem papierosa. A to dopiero wiadomość!

Sphere: Related Content

wtorek, 19 października 2010

Stało się...

No i stało się.
- Chciałem zamordować Kaczyńskiego, taką małą broń mam. Jestem przeciwko PiS - oświadczył mundurowym zabójca.
To, co stało się w Łodzi niech nie będzie początkiem ogromnej eskalacji nienawiści zapoczątkowanej przez tego, którego 62-latek chciał faktycznie zabić, a skoro nie miał okazji, wyżył się na członkach PiS.
Ale kto sieje wiatr, zbiera burzę. Skoro w wodzowsko-nienawistnych działaniach Kaczyńskiego nie ma jakichkolwiek przesłanek do dwojakiej oceny jego postępowania, skoro postrzegać go można wyłącznie negatywnie lub pozytywnie, a to zależy od światopoglądu, jeżeli w końcu Jarosław K. nie doznał nagłego złagodzenia swego tonu po śmierci brata i - teraz - po tragedii w Łodzi, czemu się dziwić. Już po tym ostatnim zdarzeniu nie tylko nie słychać było z jego ust jakiejś pokory, ale wręcz oskarżenia (kolejne zresztą) politycznych przeciwników, że to niby oni są winni wszystkiemu, zastanawiam się czy faktycznie z takimi osobnikami nie warto walczyć znacznie mocniej niż z dopalaczami.
Sytuacja zaczyna sięgać absurdu. PiS za swoich rządów rozpoczął krzywdzić obywateli swoimi bezpodstawnymi oskarżeniami, porannymi wizytami służb specjalnych itp., więc ten balon kiedyś pęknąć musiał. Oby jednorazowo. Jeżeli jednak wódz kaczystów swego postępowania nie zmieni, czarne chmury pojawić się mogą nad Rzeczpospolitą.

Sphere: Related Content