Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

wtorek, 16 października 2007

Prymasa macanie

Aż strach pomyśleć co dzieje się z pracownikami ochrony. Żeby chociaż zainteresowali się jakąś atrakcyjną kobietą, a tu kiecka nieco przydługawa i w dodatku jeszcze facet...
Dwóch pracowników szczecińskiego lotniska zostało zwolnionych po tym jak dokonano rutynowej kontroli na osobie, która wsiadała do samolotu. Po prostu sprawdzono w ramach kontroli polegającej na macaniu ubrania pewnego duchownego. Panowie macający mieli pecha. Kontrolowanym okazał się prymas Glemp. I właśnie z powodu osoby o takim a nie innym stanie (niekoniecznie błogosławionym).
Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby macanym okazał się zawodowy ojciec Tadeusz od RM FM. Ziobro, nawet pokiereszowany w samochodowym wypadku zwołałby konferencję prasową ogłaszając odkrycie nowego oligarchicznego układu.
A na poważnie - widzę, po Jedynie Prawych i Sprawiedliwych oraz wspomnianym Tadeuszu R., kolejną kastę nietykalnych.

Sphere: Related Content

Przeszczepik ministerku?

Minister Ziobro potrącił na przejściu dla pieszych dwie osoby. W te pędy poleciał do sędziego i pyta:
- No i co z tym k... począć?
Sędzia po głębszym zastanowieniu:
- Wie pan, tego, który wpadł panu na maskę i rozbił szybę oskarżymy o zniszczenie mienia prywatnego. Dostanie 5 lat. A temu, którego odrzuciło w krzaki wlepimy 8 lat za ucieczkę z miejsca wypadku.
Kiedym opowiadał ten kawał nie miałem jeszcze pojęcia, że Nasze Narodowe Dobro - Ziobro rzeczywiście wypadek samochodowy mieć będzie. Ale okazało się, iż to on obrażenia odniósł i migiem zawieziono go do szpitala...
NIESPODZIANKA !!! - chciałoby się powiedzieć zamiast pewnego pana doktora. SURPRISE !!! - z angielska można by rzec. Otóż trafiło się Ziobrze na pana doktora Jana Podgórskiego. A ów pan doktor w sierpniu zatrzyman był przez niejaką polityczną policję na usługach Braci Mniejszych i pretorian ich. Służba ta Centralnym Biurem Antykorupcyjnym jest zwane, no i pan doktor zakutym w kajdany był. I ów to lekarz owego Ziobro opatrywał. Nie kajdanami, ale pewnie bandażami czy temu podobnymi gipsami.
Jak to możliwe, by minister ów oskarżanemu o łapownictwo doktorkowi dotknąć się pozwolił? Przeca - chociaż sąd wypuścił Podgórskiego z braku dowodów - Ziobro lepiej wiedział, gdyż (nie pomnę, ale pewnie tak było) konferencyję prasową urządził był i na lewo i prawo rzucał kalumniami w medyka. Pewnie teraz ministerkowi przyjdzie szybciutko wyspowiadać się, bo kontakt z takim lekarzem to utrata czci i honoru dla Prawego i Sprawiedliwego (a jak jeszcze Ziobrze przyszło za owo udzielenie pomocy łapówkę wręczyć?). Do Tadeusza R., z zawodu ojca udać się polecam.
A do doktora pretensje mam. Trza było z okazji skorzystać i wykonać jakiś drobny przeszczepik, choćby obolałej rączki, żeby ministerek miał choć jedną prawą. Obie lewe do roboty nie za bardzo do tak odpowiedzialnej robótki się nadają. O główeczce nie wspominam.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 15 października 2007

Bez wskazania

Rewolucji nie było, bo z góry dało się przewidzieć, że panowie pogadają sobie w miarę sympatycznie, poróżnią się (nie pokłócą), by złożyć sobie coś w rodzaju ukłonu szacunku. Tak przynajmniej ja odebrałem jedyną - jak na polskie realia - kulturalną debatę przedwyborczą w porównaniu z tymi ostatnimi. Nietrudno tak stwierdzić, skoro po poprzednim umizgiwaniu się do wyborców doszło do sytuacji, w której z ubiegania się o prezydencki fotel zrezygnował Włodzimierz Cimoszewicz. Tym razem na szczęście było inaczej. Panowie nie ustrzegli się błędów, jakie ów niby przeciwnik (bo tak to odebrałem) wytykał w miarę ostro, ale tak jakoś bez zbytniej przesady. W sumie jeżeli ktoś spodziewał się pojedynku na ostre słowa, gesty i prztyczki, z pewnością mógł poczuć się zawiedziony.
I nawet nie zamierzam próbować w żaden sposób wskazać wygranego, skoro w samej debacie (to moje wrażenie) bardziej przygotowanym do zajęć był Kwaśniewski, który jednak bez żadnych oporów oświadczył się, iż w tych wyborach spodziewa się wygranej Tuska...
Jeżeli jeszcze wierzyć sondażom, faktycznie tak stać się może, bo ten ostatni pokazał wyjątkowy skok PO do aż 47 procent. Śmiem podejrzewać, że przez ostatnie dni coś tam się jeszcze pozmienia.
Nie sądzę jednak, by jakieś drastyczne skoki procentowych słupków dotyczyły Romana Sztywnego i Millera Leszka. Ci panowie kilka godzin wcześniej też urządzili sobie debatę. Ten drugi z wymienionych miał coś do powiedzenia, a ten pierwszy poza wyjątkowymi frazesami, które nadawałyby się bardziej do kabaretu... Może lepsza byłaby tu zasłona miłosierdzia, jakiej to cechy panu G. zabrakło. Miłosierdzie to cecha podobno chrześcijanina, którym się on mieni, ale z rozliczaniem i chęcią zemsty (patrz również: PiS) na to miano nie zasługuje.
Ale to przecież standard wedle tych wyborczych realiów.

Sphere: Related Content

Rozliczanie za podatników kasę

Brat Mniejszy Większy kolejny raz zapomina, że sprawowany (na szczęście nie dożywotnio) urząd wymaga apolityczności. Przecież prezydent, obejmując stanowisko, zrzec się musi legitymacji partyjnej. Ale tak to już jest, kiedy agitator Prawych i Sprawiedliwych myli sprawowane funkcje.
Nie tak dawno Tusk zapowiedział, że po ewentualnie wygranych wyborach, kiedy PO doszłoby do władzy z Polski uda się zrobić drugą Irlandię. Co prawda ta niby obietnica wydaje się mżonką, jednak nie w tym rzecz...
Po debacie ze wspomnianym Tuskiem nagle zachorowało się premierowi Yaro. I tu stała się rzecz niesłychana. W Polskę ruszył - wyłącznie w teorii - apolityczny Brat Mniejszy Większy, który raczył komentować trwającą kampanię wyborczą, no i odnieść się do tego, co lider PO obiecywał: - Jako prezydent z tej obietnicy będę rozliczał - zaznaczył Lech K.
Bardzo to ciekawe, no i pokazujące jak może wyglądać współpraca prezydenta z potencjalną nową koalicją, obecnie opozycją. Czyżby miało dochodzić do blokowania ustaw niekoniecznie będących po linii Jedynie Prawych i Sprawiedliwych, a tym samym prób paraliżowania prac przyszłego rządu. Tak przecież można odebrać tę zapowiedź.
A prezydent uskutecznia w zamian za brata kampanię nie na koszt PiS. Przecież z racji pełnionej funkcji robi to na koszt podatników...

Sphere: Related Content

Niech już nie Szczygło

Człek od obrony narodowej zwany dalej Szczygło, a w sumie pierwszy chyba minister tego resortu, który aż tak otwarcie wypowiada się w sprawach politycznych zaapelował do polityków innych partii, by ci przestali krytykować wysyłanie wojsk do Iraku czy Afganistanu. Opozycja wskazuje bowiem na fakt zagrożenia terroryzmem w Polsce, a sfery rządowe zapewniają, że takowego nie ma.
No dobra, jest czy nie ma, dociekać nie będę. Jednak jakoś przypominam sobie, jak to ów rząd Jedynie Prawych i Sprawiedliwych przyrzekał, że wojaków wysyłać już nigdzie nie będzie, co najwyżej na przepustki. Inaczej się stało, bo Bracia Mniejsi bez przerwy stają się wasalami Wielkiego Brata zza oceanu, otrzymując w zamian kolejną obietnicę, że już za kilka lat USA może rozpatrzy wniosek Polski o zniesienie wiz.
Dziwię się zatem niejakiemu Szczygło apelującemu o omijanie tematu polskich kontyngentów czy - jak kto woli - misji pokojowych. Minister ten raczył jednak stwierdzić, że chciałby, aby była to jego ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Pójdę dalej - chciałbym, żeby w ogóle była to jego ostatnia wypowiedź. Na jakimkolwiek forum publicznym. W domowym zaciszu - proszę bardzo.

Sphere: Related Content

niedziela, 14 października 2007

Odtrącona

Dlaczego premier Yaro K. twierdzi, że sprawy związane z jego ślubem mogą mieć jakiś wpływ na wynik wyborczy? Startował w poprzedniej kampanii w stanie bezżennym i na dobre mu to wyszło. Teraz, kiedy ktoś podejmuje temat (plotkarski w sumie) jego ewentualnego ślubu jeszcze przed 21 października reaguje dość histerycznie. Przecież - co można podejrzewać - przyniosłoby mu to dodatkowe głosy.
Pojąć tylko nie można co w takim razie w okolicach owego premiera robi pewna posłanka Szczypińska, od niedawna nazywana "odtrąconą narzeczoną". Pewnie ma jakąś nadzieję...

Sphere: Related Content

Urna twoja...

O tym, że podróże kształcą, nie trzeba nikogo przekonywać. Nie tak dawno kilka dni spędziłem w Trójmieście, gdzie niekoniecznie miałem okazję pozdrowić Naptuna. Wszędzie chłopcy i dziewczynki z plakatów zerkają, twarze uśmiechnięte, kuszące, zalotne.
Zalecenia jednak też bywają, a jak wieść niesie, wymyślone zostało to przez pracowników bądź też studentów jednej z gdańskich uczelni. Zalecają zatem:




Kto posłucha? Przekonamy się. Przynajmniej mnie ów plakat nie śmieszy. Prawda z niego jakowaś bije.
Usiąść natomiast musiałem w Sopocie. Z nóg zwalił mnie sporych rozmiarów plakat z lekka uśmiechniętego (chyba zadowolonego z siebie) pewnego gościa zwanego bulterierem. Nie to, że startuje, skoro skrupuły u niego stanowią zero procent charakteru.

Najlepszy z całego plakatu jest dopisek (pewnie hasło wyborcze) umieszczony w prawym dolnym rogu:



Przecież jak na to nie spojrzeć to właśnie ów kandydat skutecznie z PiS wyleciał za obelgi względem Tuska, którego oskarżył o to, że dziadek lidera PO był w Wermachcie. Kurski wyfrunął z Jedynie Prawych i Sprawiedliwych, by po czasie wrócić. Teraz skutecznie zamierza (i uczciwie) kogoś reprezentować. Wiadomo jednak z tego, iż kabaret przerósł życie.

Podobnie stało się podczas kolejnej zresztą propagandówki, jakie co chwila wykonywane są przez wszystkie z partii agitujących do głosowania na siebie. Na scenę podczas takiej imprezki wyskoczył - mogę to jednoznacznie stwierdzić - BYŁY kabareciarz Jan Pietrzak. Poziom dowcipu, a dokładnie opowiadanych przez niego kawałów od do pięt nie dorastał "żenującemu dowcipowi prowadzącego", stałemu punktowi programu Szymona Majewskiego. Ale jaki poziom dowcipu, taki i poziom kampanii.
Zatem głosuj, urna twoja mać...

Sphere: Related Content