Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

niedziela, 16 września 2007

Poniżej tandety

W pokoju siedzi kilku mężczyzn o facjatach przypominających kelnerów z powiatowej knajpy drugiej kategorii. Oni w tej scenie grają tak zwanych biznesmenów, którzy nie cofną się przed niczym, byleby tylko wykonać swój kolejny przekręt. Palą cygara, co ma świadczyć o ich niecnych charakterach. Jeden z nich w którejś tam scenie pada zdanie: "Jeszcze tylko trzeba posmarować opozycji...". Potem jeszcze mówią, że trzeba łeb ukręcić Kaczyńskiemu i Ziobrze, bo oni nie biorą, a trzeba zawrzeć kontrakt mający przynieść krocie. To tak w skrócie spot reklamowy Jedynie Prawych i Sprawiedliwych.
Spot dla mas, ale przede wszystkim dla tych, którzy mają - nie będę się tu krygował przed dosadnym określeniem - gówno zamiast mózgu. Przecież ten rząd sam się wkopuje w bagno. Zresztą i tak siedzi w nim już nie po szyję, ale znacznie głębiej. Jak to możliwe, żeby jakiś tam kontrakt zawierano z opozycją i jej wręczano łapówki? Chyba (tak to kojarzę) takie umowy zawiera się z władzą? Ale co tam, pewnie bulterier Kurski i tak znajdzie na to wyjaśnienie tak mądre, jak jego argumetacja.

Sphere: Related Content

sobota, 15 września 2007

Skąd my to znamy?

I ruszyła kampania wyborcza. Partie zorganizowały sobie jakieś konwencje czy coś w tym stylu. Rozpoczęła się - jednym słowem - agitka.
Zainteresowało mnie z tego całego bałaganu nie to, że Rokita czy Miller odchodzą z politykowania, ale to, co wykonał Brat Mniejszy Mniejszy. W natłoku innych zajęć tak na moment zerknąłem w kierunku telewizora. Poniżej gadającego o kolejnych układach Kaczyńskiego (tego bez konta) znajdowała się plansza z cytatem wypowiedzianym wcześniej, a mówiącym o konieczności rozbicia pełzającej oligarchii (czy coś w tym stylu). Styl mowy był mniej więcej zbliżony do tego, co przed laty mówił Władysław Gomółka. No i oczywiście całość przeplatana okrzykami i brawami zaufanych klakierów.
Ta retoryka skojarzyła mi się, a szczególnie plansza poniżej Yaro, z czymś innym - "Zaplutymi karłami reakcji", określeniem używanym najczęściej za czasów Stalina i Bieruta.
Tym, którzy nie znają „Zaplutych karłów reakcji” wyjaśnić należy, że było to propagandowe hasło PRL. Określano nim tych, co nie chcieli zaakceptować nowego ustroju (podobnie jak wielu dziś). Wówczas chodziło o ludzi związanych z konspiracją, ale nie tylko. Był to choćby właściciel sklepu, rzemieślnik, a także rolnik, który według ówczesnych władz miał ziemi więcej niż mu się należy.
Teraz mamy walkę władzy nie z kułakami, karłami (oj, to ostatnie źle by się kojarzyło), ale z układem i oligarchią. Ale walkę. Już wiadomo jednak z jakich wzorców Bracia Mniejsi korzystają. Z dobrych, sprawdzonych wzorców.
P.S.
Z całego kampanijnego bełkotu w głowie utkwiły mi jeszcze słowa Romana Pięknego Sztywnego, który podczas swej agitacji wykrzyczał: "Dajcie wolność obywatelom!". Odpowiem: "Daj wolność uczniom wyboru stroju!".
Roman oświadczył też, że liczy na wynik dwucyfrowy. Będzie go miał, z pewnością - 1,3% lub 0,25%. Chyba przesadziłem, bo w tym ostatnim to już byłby wynik trzycyfrowy.

Sphere: Related Content

piątek, 14 września 2007

Mów mi prorok

I wyszło na moje - najpierw minister od zdrowia, co to zdrowy nie jest obiecał to, o co walczyli bezskutecznie pracownicy służby zdrowia, czyli podwyżki. Wspomniałem wtedy, że przywrócony, a wcześniej odwołani ministrowie będą coś obiecywać. Ale w tym miejscu należałoby wspomnieć - dlaczego.
W piłkę kopaną po drugiej stronie Bałtyku Polacy zmierzyli się z Finami. I na ten mecz wybrał się Brat Mniejszy Mniejszy niezbyt owacyjne witany przez naszych kibiców skandujących (tu pojawiają się dwie opcje lub obie są prawidłowe) : "Gdzie te stadiony?!" lub "Won ze stadionu!".
I wyskoczyła zatem w propagandówce, obiecując 55-tysięczny stadion, minister od sportu Elżbieta Jakubiak. Ma on stanąć obok Stadionu Dziesięciolecia, którego stałym lokatorom, czyli handlowcom Jarmarku Europa mówi się znane polskie porzekadło: "Spieprzaj dziadu". W jego miejscu stanąć ma bowiem jakaś ogromniasta hala. Też ją obiecano.
Nie będę nikogo zanudzał szczegółami techicznymi, ale sposób wyłaniania firm, jakie mają (za jeden miliard złotych) stadion wybudować niekoniecznie jest zgodny z unijnymi regułami, więc kasa rozdzielana w Brukseli może Polsce przejść koło nosa. Ale rządząca ekipa z tego nic sobie nie robi, bo przecież prawo i sprawiedliwość musi być po ich stronie i jakaś Unia Europejska nie będzie plótł farmazonów.
Zastanawiam się który z ministrów wyskoczy z nowymi obietnicami. Najprawdopodobniej gdzieś tak w okolicach 19-20 września.
Podpisano: Prorok

Sphere: Related Content

Zasady zobowiązują

Dostałem pięknego maila i stwierdziłem, że muszę się nim podzielić:

Premier Kaczyński: "zasady zobowiązują".
NO TO PRZYPOMNIJMY KŁAMCZUCHOWI TE JEGO ZASADY !!!
1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem
2. Nie będzie koalicji z Samoobroną
3. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną.
4. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy.
5. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sądu lub przeciwko komu toczą się sprawy sądowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS.
6. V-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w więzieniu działaczy opozycji w latach 70.
7. Wybudujemy trzy miliony mieszkań.
8. Wprowadzimy szybko niższe podatki.
9. Wycofamy wojsko polskie z Iraku.
10. Prawie 200 km autostrad w 2006, to nasza zasługa.
11. Tylko 6 km autostrad w 2007, to wina SLD.
12. Marcinkiewicz, to premier na całą kadencję.
13. Pomożemy Stoczni (UE chce zwrotu 4 mld).
14. Zredukujemy administrację państwową.
15. W rządzie nie będzie byłych członków PZPR.

"Dla mnie, raz dane słowo, jest święte..." (Jarosław Kaczyński 10 VII 2006)

Sphere: Related Content

czwartek, 13 września 2007

Śmierć czy bruk? Wybór należy...

"Jeszcze nie tak dawno mieszkaliśmy razem z żoną, dwójką dzieci i moją matką w ciasnym mieszkaniu. Oboje pracowaliśmy, ale mimo to trudno nam było związać koniec z końcem. Nie wystarczało nam na rachunki i normalne życie. Dziś mamy piękny dom, świetny samochód, dzieci codziennie dojeżdżają do najlepszej szkoły w sąsiedniej miejscowości. W Edynburgu". Mniej więcej tej treści spot reklamowy można usłyszeć w niektórych stacjach radiowych. I wydaje mi się, że to wyjątkowo realna przyszłość dla czekającej nas kolejnej fali emigracji. Zostaną niedobitki i emeryci, których czeka jedyna alternatywa - śmierć głodowa albo wyrzucenie na bruk.
A miało być tak pięknie, taki wzrost gospodarczy. Będą natomiast podwyżki cen, co już oficjalnie zapowiadają producenci żywności. I tak już chlebuś kosztuje o kilkadziesiąt groszy więcej, podobnie jak mąka, a jesienią w górę pójdzie m.in. mięso, drób, owoce. Z pewnością coś jeszcze. Tyle tylko, że jakoś płace pozostają niezmienne, bo skoro ogromna cześć osiadłego w tym kraju społeczeństwa zarabia realnie poniżej tysiąca złotych i z tego musi zapłacić czynsz, prąd, gaz, jedzenie właśnie, jakoś ubrać siebie i dzieci, a i tak do pierwszego nie wystarcza, jaka czeka ich perspektywa? O tych, którym wiek produkcyjny już dawno minął, wspominać nie trzeba, bo choćby w mięsnym widać na jakie frykasy ich stać - najtańsza wędlina, wątrobianka, kości na zupę, którą jedzą przez tydzień.
Jakoś tak ta sytuacja z podwyżkami koliduje z pięknymi perspektywami malowanymi w spotach reklamowych przez partię Braci Mniejszych. Jeżeli się nie mylę, oni właśnie wspominali, że tegoroczne zbiory są fantastyczne. Być może chodziło o science fiction.
Za fachowca w ekonomii z pewnością uchodzić nie mogę, ale skutek będzie odczuwalny nie tylko w portfelach społeczeństwa. Przyjdą kolejne straty, choćby z wpływów w turystyce. Do tej pory do Polski zjeżdżało mnóstwo obcokrajowców, bo było tanio. Skoro ceny będą podobne, nie ma co liczyć na zbyt wielkie zyski.
Piękna może być Polska. Tyle tylko, że z perspektywy np. Zielonej Wyspy.

Sphere: Related Content

Edukacyjny biznes po polsku

Zakładasz własny interes? Zgłoś się do rządu albo władz gminnych po dotację, która należy się każdemu, kto prowadzi biznes na swój rachunek. Żartowałem, chociaż nie do końca.
Na czym można zarobić? Chyba na wszystkim, bo prawie wszystko jest dziś towarem. Nauka – jak najbardziej. Powstało więc szereg szkół prywatnych, gdzie uczyć się można, ale za owa wiedzę trzeba płacić w formie tak zwanego czesnego. Jeżeli dziecię chodzi do takiej szkoły, rodzice musza te minimum kilkaset złociszy wysupłać, i to co miesiąc. Niby to elitarne miały być szkoły, jednak część z nich pozostawia wiele do życzenia. Pod względem poziomu nauczania rzecz jasna.
Nie od dziś wiadomo również, ze edukacja nigdy dochodowa nie była, więc – znajdujące się na samorządowym garnuszku – szkoły muszą być dofinansowywane, a kasa do gmin trafia z państwowego budżetu (czyli z naszych podatków). No i kołowrotek z kagankiem oświaty się kręci, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności garściami czerpią z tego i ci, co pozakładali prywatne placówki oświatowe.
I tego właśnie pojąć nie sposób. Skoro za naukę oficjalnie płacić trzeba, i to przecież niemałą, comiesięczną gotówkę, należałoby pójść tym tropem i jednoznacznie stwierdzić, iż każda działalność gospodarcza (a za taką wypadałoby uznać prywatne szkolnictwo) winna być dofinansowywana z państwowej kasy. Zawsze przecież pod oświatę można coś podpiąć, nawet fabrykę śrubek, bo te mogą być wykorzystywane przez uczniów przygotowujących się do zawodu. O komercyjnych szkołach językowych wspominać nawet nie trzeba, gdyż w nich nauka wrze.
Nic bardziej mylnego, bo Ustawa o systemie oświaty tak problem rozwiązała, że “prowadzenie szkół, placówek lub zespołów nie jest działalnością gospodarczą”. A czym zatem jest? Kopalnią odkrywkową pomarańczy, hodowlą parasoli, koszeniem trawy? Chyba najbardziej koszeniem, ale pieniędzy.
Aby było jeszcze ciekawej, taka prywatna szkoła może otrzymać uprawnienia przynależne szkołom publicznym i wtedy dostawać dokładnie tyle samo gotówki. Tyle tylko, że w publicznych nie ma czesnego. Prywatne koszą zatem z dwóch źródeł, jeżeli spełnią wymogi, w przeciwnym razie do ich kasy wpływa 50 procent mniej. Nie wiadomo dlaczego, jeżeli w sumie to prywatny biznes. Nie można też zapominać o przedszkolach. Prywatnym właśnie, którym przekazywać należy na mocy wspomnianej ustawy nie mniej niż 75 procent kwoty przewidzianej w danej gminie na jedno dziecko. Podobnie jest z uczniami, za naukę których (100-procentowa stawka) płacić trzeba – wedle mojego rozeznania – minimalną kwotę około 250 złotych miesięcznie.
Według danych sprzed dwóch lat (takie udało mi się odszukać) w Polsce funkcjonowało ponad 4100 prywatnych placówek oświatowych, licząc od podstawówek do szkół policealnych, a uczyło się w nich przeszło 280 tys. Osób. Gdybyśmy skromnie pomnożyli tę liczbę razy 150 zł dofinansowania z państwowej kasy, wychodzi na to, ze niepubliczna edukacja kosztuje miesięcznie ponad 42,4 mln zł, co w skali roku daje 509,4 mln zł. Zaznaczam, że są to wyłącznie moje wyliczenia, ale – jak sądzę – niedaleko odbiegające od prawdy. Tak przynajmniej sytuacja wyglądała 2 lata temu. Jak jest dziś?
Dziś w publicznych szkołach mamy mundurki, jakie narzuciło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Szkół publicznych przepisy te nie dotyczą.
 

Sphere: Related Content

środa, 12 września 2007

Nie czekaj, rzuć jeszcze na tacę!

Tadeusz Rydzyk, z zawodu ojciec ma nowe auto, bo jego Maybach to już się zestarzał, a skoro poseł Misztal ma tę samą markę, toruński przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji winien się czymś wyróżniać. Na Audi A6 poszło jakieś 250 tysięcy złotych. Jak sądzę uciułał sobie z pensyjki księżulowej i tego, co mu emerytki na tacę rzucą. Byłbym zapomniał, o ile ktoś by go zapytał, a on raczy odpowiedzieć, usłyszymy, że z pierwszej transzy dotacji unijnej. Wyjaśnienie zawsze się znajdzie, podobnie jak w przypadku tych, których reklamować ma na łamach swych mediów.
Ale tak naprawdę, stać go na to, bo kościół katolicki w Polsce, skoro rocznie jego kasa zasilana jest z budżetu państwowego i samorządowego kwotą minimalną (proszę usiąść) 5 (słownie: pięciu) miliardów złotych. Tylko szkolni katecheci kosztują podatników corocznie drobne 650 milionów, a katolickie szkoły wyższe ponad 170. Tylko tegoroczna dotacja państwowa na Fundusz Kościelny wynosi (na papierze) 96 skromnych milionów. To tylko niektóre przykłady, jakie można mnożyć. Po co? Czy moim zamiarem ma być pogłębienie czyjejś frustracji, że żyje w takim kraju?
Nie dziwię się zatem, że ojciec z zawodu, któremu emerytki, jakie stać raz na rok na wymianę beretu na nowszy model, wysyłają systematycznie gotówkę, wysupłał jakieś drobne na nową limuzynę wyposażoną m.in. w system nawigacji satelitarnej i automatyczną klimatyzację.
Dorzuć coś jeszcze...

Sphere: Related Content