Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finanse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finanse. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2008

Kamasz za grosze?

Stanie się niebawem już to, co stać się miało. Nikt nie będzie z osobników płci męskiej, zazwyczaj w okolicach lat 18-20, narzekał, że mu zniszczyć ktoś może życie na samym starcie. Krótko rzecz ujmując - ostatni raz w kamasze biorą.
Przynajmniej pod jednym względem obecnego rządu słowo stanie się ciałem (bo raczej nie ma szansy, by się z tego wycofano). Tegoroczny pobór do wojska będzie ostatnim, jaki od wieloleci się organizuje.
Przyznam się, że onegdaj nie miałem najmniejszego pojęcia po ki grzyb ta armia w czasie, kiedy przecież żadnego zagrożenia wojennego nie ma funkcjonuje. Dziś wiem. Po prostu to niezbędne ogniwo, jakiego żadne z państw odpuścić sobie nie może.
Mimo zapowiedzi braku kamaszy zagwozdkę może mieć niezłą. I to budżetową. Skoro żołnierze mają być zawodowi, i to tacy pełną gębą, którzy na dodatek wiedzieć będą za co po mniej lub bardziej szanownym dupsku dostaną podczas szkolenia, ćwiczeń itp. Skoro zawodowe wojsko...
Problem chętnych do naboru na zawodowca właśnie polegać może wyłącznie na pieniążkach. Jeżeli chcesz mieć profesjonalistę, wypada takiemu zapłacić. Aktulany żołd to... 230 złociszy miesięcznie. Tak zwana kuroniówka wynosi jakoś więcej...

Sphere: Related Content

czwartek, 29 listopada 2007

Cięcie po kaczych skrzydłach

Raz przychodzi mi zganić, innym razem pochwalić - cóż, niewdzięczna jest rola rządu, który chyba jeszcze nie za bardzo wie gdzie dokładnie znieść swe jajo. Przynajmniej w części posunięć finansowych zaczyna to przypominać normalność, w przeciwieństwie do poprzedników chcących lansować puste hasełko taniego państwa. W wydatkach PiS-uarów miało być przepiórcze jajeczko, a wyszło w praktyce - strusie.
I - jak się okazuje - można. Ostatniemu bastionowi kaczyzmu, czyli Pałacowi Prezydenckiemu, a dokładnie kancelarii firmującej poczynania Brata Mniejszego Mniejszego obcięto na wydatki 2 miliony złociszy. Aby dać przykład, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zmniejszono o znacznie więcej, bo o 6 milionów, a Sejmowi o skromne 22 miliony. Będzie więc kolejna wojna o to jak należy rozumieć tanie państwo.
Wcale się nie dziwię, że rząd obniżył swoje i innych rządzących wydatki. Ostatni bastion kaczyzmu znalazł sobie nową świetną szefową swej kancelarii. Niejaka Fotyga, co sprawy zagraniczne za PiS-uarowych rządów skutecznie rozpieprzała trafiła właśnie na to stanowisko. No i kolejny raz życie przerosło kabaret.
Pewnie teraz zabraknie kasy na premie i tym podobne dodatki dla wyznawców kaczyzmu. Ale o Fotygę się nie martwię, poradzi sobie. Zawsze przecież może wziąć udział w Tańcu z gwiazdami.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 19 listopada 2007

Judym inaczej

Kolejne pokłosie kaczyzmu na jaw wyszło. Tym razem z resortu zdrowia. Dziwnym trafem były już wiceminister Bolesław Piecha w samej końcówce swego urzędowania umieścił na liście leków refundowanych medykament na chorobę zwaną dusznicą. Tym też sposobem każdy potrzebujący leku pacjent może go dostać po zapłaceniu 30 procent jego wartości, resztę dopłaci budżet.
Nie można zaprzeczyć, że spora grupa leków właśnie w ten sposób jest dostępna, inaczej nie byłoby szansy jego kupna, szczególnie dla tych, którzy dysponują praktycznie żadną normalną gotówką, czyli większość w tym kraju. Traf jednak chciał, że polski odpowiednik tegoż leku, podobno pochodzącego z Francji, jest i skuteczniejszy, i tańszy. Ciekawe zatem na ki grzyb byłemu ministrowi zachciało się takiż lek na listę refundowaną wpisywać?
Jeżeli wyjdzie na jaw coś niezbyt prawidłowego, jakieś dziwne finansowe darowizny czy coś w tym stylu (co mi nawet przy rządach Jedynie Prawych i Sprawiedliwych, co to ścigali łapówkarzy swoją polityczną policją, przez myśl przejść nie chce), niech wejdzie wreszcie w tym kraju prawo odpowiedzialności finansowej urzędnika podejmującego określoną decyzję. Niech wtedy z własnej kieszeni zapłaci za to, co nawarzył. Jak kasy nie ma, zająć WSZELKIE jego mienie, rodziny najbliższej, a na dodatek wsadzić delikwenta za kraty. I niech taki urzędnik wyjdzie po latach, niech rozpoczyna życie od nowa. Śmiem podejrzewać, że straszak byłby to znakomity. Inaczej za nie do końca zrozumiałe decyzje nadal obowiązywać będzie odpowiedzialność zbiorowa.

Sphere: Related Content

środa, 12 września 2007

Nie czekaj, rzuć jeszcze na tacę!

Tadeusz Rydzyk, z zawodu ojciec ma nowe auto, bo jego Maybach to już się zestarzał, a skoro poseł Misztal ma tę samą markę, toruński przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji winien się czymś wyróżniać. Na Audi A6 poszło jakieś 250 tysięcy złotych. Jak sądzę uciułał sobie z pensyjki księżulowej i tego, co mu emerytki na tacę rzucą. Byłbym zapomniał, o ile ktoś by go zapytał, a on raczy odpowiedzieć, usłyszymy, że z pierwszej transzy dotacji unijnej. Wyjaśnienie zawsze się znajdzie, podobnie jak w przypadku tych, których reklamować ma na łamach swych mediów.
Ale tak naprawdę, stać go na to, bo kościół katolicki w Polsce, skoro rocznie jego kasa zasilana jest z budżetu państwowego i samorządowego kwotą minimalną (proszę usiąść) 5 (słownie: pięciu) miliardów złotych. Tylko szkolni katecheci kosztują podatników corocznie drobne 650 milionów, a katolickie szkoły wyższe ponad 170. Tylko tegoroczna dotacja państwowa na Fundusz Kościelny wynosi (na papierze) 96 skromnych milionów. To tylko niektóre przykłady, jakie można mnożyć. Po co? Czy moim zamiarem ma być pogłębienie czyjejś frustracji, że żyje w takim kraju?
Nie dziwię się zatem, że ojciec z zawodu, któremu emerytki, jakie stać raz na rok na wymianę beretu na nowszy model, wysyłają systematycznie gotówkę, wysupłał jakieś drobne na nową limuzynę wyposażoną m.in. w system nawigacji satelitarnej i automatyczną klimatyzację.
Dorzuć coś jeszcze...

Sphere: Related Content

środa, 29 sierpnia 2007

Zgoda Mniejszy Mniejszy, jednak coś tu...

Może niektórzy będą zaszokowani, ale zdarzają się przypadki, że można zgodzić się z Bratem Mniejszym Mniejszym (nie mylić z Bratem Mniejszym Większym, czyli prezydentem). Oświadczył on bowiem, iż utrzymanie płacy minimalnej na obecnym poziomie może szkodzić gospodarce, a na dodatek dojdzie do sytuacji, w której nie będzie komu pracować. Po raz pierwszy usłyszeć można w miarę mądre słowa. Tylko w miarę...
W spocie reklamującym PiS i poczynania Brata Mniejszego Mniejszego dowiadujemy się przecież, że ludzie już teraz zarabiają sporo, no i stać ich na niemałe wydatki, więc w którymś miejscu ktoś musi zwyczajnie kłamie. Nie wszyscy są przecież właścicielami prywatnych firm lub pracują w tak zwanej administracji samorządowej czy też rządowej. Ci płace mają zazwyczaj na najniższym poziomie.
Wieść zapewne ich mogła ucieszyć, że podpisano porozumienie z Solidarnością (a gdzie inne związki zawodowe?). Mówi ono, iż od stycznia przyszłego roku najniższe wynagrodzenie ma wynieść 1126 złotych. Ale brutto rzecz jasna. Daje to mniej więcej dziewięć stówek na rękę, o ile nie odliczymy jakichś innych kosztów. A średnia krajowa to - bagatela! - ponad 2800 złotych. Zastanowić się można skąd brani są obywatele zarabiający takie, a nie inne pieniądze, by taka średnia wyjść mogła. Z pewnością nie z przypadku.
Pewien detal z przeszłości nie daje mi jednak spokoju. Pamiętam jak przed wieloma laty w telewizyjnych wiadomościach o 19.30 podano informację o przyjęciu Hiszpanii do Unii Europejskiej. Rozwinięto ten element o płace, dodając, iż aby każdy z obywateli tego kraju zarabiał na poziomie innych państw unijnych należałoby dodać do wszystkich pensji 35 procent. I padły też inne słowa. Wynikało z nich, że gdyby Polska miała wówczas znaleźć się w owej Unii i miałoby dojść do takiego wyrównania finansowego, konieczne byłyby 75-procentowe podwyżki.
Nie jestem ekonomistą, nie wiem jaki byłby skutek pewnego posunięcia, jednak twierdzę, że chyba dobrym rozwiązaniem - przy zamrożeniu cen - byłyby właśnie duże podwyżki. Jak bowiem to się dzieje, iż w krajach unijnych ludzie tych pieniędzy mają więcej, to i więcej wydają, a taki obrót gotówki zwyczajnie gospodarkę napędza. Nikt przecież nie będzie trzymał telewizora, w którym kineskop już dawno nawalił i męczył oczu, bo go nie stać na kupno nowego. Podobnie z żywnością, jak sądzę, byłoby. Emeryt nie brałby 10 dekagramów pasztetowej na tydzień, tylko zjadłby porządnie. Przykładów pewnie każdy podałby wiele, ale nie w tym rzecz, tylko o sam fakt.
Ale tego Brat Mniejszy Mniejszy i jemu podobni nie pojmą. Po prostu zarobki inne i punkt siedzenia...

Sphere: Related Content