Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

czwartek, 1 listopada 2007

Lekturowe sprzątanie

Czy w Ministerstwie Edukacji nie można urządzić gabinetu osobliwości? Taki pomysł przedkładam. Jak sobie przypominam, każdy z szefów tego resortu palnął jakąś mniejszą lub większą gafę, podjął jakąś kontrowersyjną decyzję. Z pewnością i kolejny minister z czymś niezbyt mądrym wyskoczy, co spotka się z ostrą krytyką, więc będzie w stanie dołożyć i swoją cegiełkę do wspomnianego gabinetu...
Przerost formy nad treścią mieliśmy jednak w ostatnich miesiącach. O mundurkach już nie wspominam, bo sprawa tychże wdzianek w niebyt powolutku idzie - ma być tak, że dobrowolnymi one się staną, a decyzja o ich noszeniu lub nie zależeć będzie od rodziców i pedagogicznego ciała.
Pozostała jednak słynna sprawa kanonu lektur, jakie to uczniowie czytać mają. Sam jako z wykształcenia polonista stwierdzić mogę, że chyba tylko niektóre semestry swego nauczania mogły nieść ze sobą większą liczbę tak zwanych dzieł literatury do przeczytania. Tu jednak człek wiedział na co się decyduje i zmiłowania nie było.
Co z kolei ma powiedzieć dzieciarnia, której zarzucono do przerobienia kolosalne wręcz ilości stron, z którymi uporać się muszą? Dwie-trzy lekcje na omówienie lektury i zabieramy się za następną.
I ten właśnie wariant ma zostać zmieniony. Już dziś wiadomo, że giertychowo-legutkowe pokłosie (to właśnie nominuję do gabinetu osobliwości) ma stać się tematem debaty, gdyż choćby Polska Izba Książki czy Stowarzyszenie Nauczycieli Polonistów już protestują przeciwko nadmiernemu obciążeniu uczniów zbyt bogatym zestawem lektur. Poczekajmy zatem jaki w tej sprawie ruch wykonany zostanie, byleby tylko obietnice w niepamięć nie poszły.
Niestety, śmiem podejrzewać, że sprzątanie po ekipie Jedynie Prawych i Sprawiedliwych trwać nie będzie aż całą kadencję. Chociaż do roboty w tym względzie jest naprawdę zbyt wiele...

Sphere: Related Content

Bastion Kaczyzmu

Na jakąś godzinę przed premierową emisją w telewizji miałem okazję obejrzeć kolejny odcinek zrealizowanego przez Agnieszkę Holland serialu "Ekipa". Mimo że to political fiction, przyznam - idealnie oddaje ostatnie kocie ruchy kaczej odchodzącej władzy.
W serialu pracownicy premiera ogłosili strajk włoski przeciwstawiając się tym samym poczynaniom Sejmu. Posłowie bowiem forsują pomysł upolitycznienia urzędów państwowych, czyli najzwyczajniej w świecie - wywalenia na zbity pysk doświadczonych ludzi, którzy na tej robocie zęby zjedli, są fachowcami pełną gębą, polegać na nich można zawsze, a w zamian za nich wstawienie na ciepłe posadki swoich. Tyle tylko, że kiedy minie kadencja - dochodzi do całkowitej wymiany urzędników, a ci następni - jak to pięknie w filmie określono - będą niczym tabula rasa.
Coś w tym stylu wyczyniają właśnie Jedynie Prawi i Sprawiedliwi. Dziwnym trafem z Rady Bezpieczeństwa Narodowego odwołany został Bogdan Borusewicz, który zrezygnował ze współpracy z PiS-menami. Co ciekawe, we wspomnianej radzie nadal zasiadają pomazańcy Braci Mniejszych, choćby w stylu minister (jeszcze) od zagranicznych spraw - Fotygi (w jakiej roli poza zasiadaniem ona tam występuje, nad czym radzi, pojęcia nie mam). Mamy tamże jeszcze np. Religę i Dorna. A takową radę powołuje prezydent, więc może i tak bywać, że NIKT z przyszłego rządu w tej ekipie się nie znajdzie. Jeżeli dorzucimy do tego nominację Antka Policmajstra Macierewicza na sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, mamy komplet przejawu Kaczyzmu w czystej postaci. Niech zatem nikt nie mówi, że odchodząca ekipa nie wykonuje właśnie upolitycznienia najważniejszych funkcji w państwie.
Ciekawe czy na posiedzenie takiej rady zaproszony zostanie m.in. Radosław Sikorski, do którego mściwi Bracia Mniejsi obecnie wręcz nienawiścią pałają. Przewidywany na stanowisko ministra spraw zagranicznych człek o kluczowych sprawach dotyczących bezpieczeństwa kraju wiedzieć wszak nie tylko powinien, ale musi.
Kaczyzm jednak takich sytuacji pewnie nie przewiduje, bo zgodnie z jego ideologią najważniejsze jest niszczenie, nie budowanie. Dlatego pani Holland gratuluję.

Sphere: Related Content

I co, że agent?

Michał Boni do moich ulubieńców nie należał nigdy, a właściwie odczuwałem do niego pewną niechęć, podobnie jak do rządu, w którym onegdaj był. Nie w tym jednak rzecz, by od razu skreślać człowieka tak doszczętnie, bo z wiekiem raczej rozumu przybywa, nie ubywa (chociaż znam pewne wyjątki od tej reguły).
Teraz u Tuska miał objąć stanowisko ministra od pracy, ale wyznał, że współpracował z bezpieką, więc jakoś tak się dzieje, iż automatycznie kandydatem do tej funkcji być przestał. Zastanawiam się dlaczego, odrzucając na bok swe wszelkie do niego uprzedzenia.
Boni oświadczył w jakich okolicznościach był szantażowany i na dodatek zagrożono, że jego czteroletnia wówczas córka może trafić pod tak zwaną opiekę państwa. Proszę mi pokazać rodzica, który - chcąc ochronić dziecko - nie zgodzi się na takową współpracę. Pójdzie przecież na każdy z możliwych układów. A towarzystwo pod tytułem Kaczyland cieszy się niepomiernie.
Chciałbym zobaczyć jacy byliby mądrzy, gdyby ich dosięgnął wówczas taki los...
Zresztą lepiej chyba zatrudnić kompetentnego byłego agenta niż politruka, który jeno krzyczeć umie.

Sphere: Related Content

Kaczor - Donald 1:0

Gdybym chciał użyć sportowego nazewnictwa, obstawiłbym właśnie taki wynik w starciu pomiędzy prezydentem a przyszłym premierem. Niestety, w przypadku Brata Mniejszego Większego (podobnie zresztą jak w stosunku do pozostałych PiS-menów) trzeba podjąć walkę wedle ich reguł i na próbę ataku odpowiadać po prostu ciosem, na dodatek powalającym.
Dziwię się więc Tuskowi, że z jego ust padło słowo przepraszam na okoliczność choćby jego wypowiedzi mówiących o braciach K. grających w tej samej drużynie mimo faktu, iż prezydent winien być apolityczny.
Przyszły premier powinien zatem zażądać, by Lech Kaczyński cały naród przeprosił za swe zachowanie w USA przed wyborami, gdzie urządził totalną agitkę na rzecz PiS. I nawet słowem lider PO nie winien wspominać, do swej głowy nie dopuszczać, aby miał sam za cokolwiek przepraszać.
Ostatnie dwa lata jednoznacznie pokazały, że Jedynie Prawym i Sprawiedliwym wystarczy dać brud zza paznokcia, a zeżrą całą rękę. Nie inaczej się stało w tym przypadku. Kiedy Tusk rzekł o jakichś przeprosinach, natychmiast pojawiły się kolejne roszczenia, a - śmiem twierdzić - przyjdą następne. Byleby udowodnić swoje wydumane racje i pokazać małostkowość. A było pokazać gest Kozakiewicza.
Czekam tylko na dzień, kiedy w nowym Sejmie dojdzie do głosowania nad powołaniem komisji mających zająć się śmiercią Barbary Blidy, skorumpowaniem byłej posłanki PO i aferą dotyczącą próby wręczenia łapówki Jondrkowi Lepperowi. Czy w tym przypadku PiS-meni będą nadal tak butni? Liczę, że rura im zmięknie, i to wyjątkowo mocno, a winni trafią za kraty.
Wtedy pogadamy o sondażach poparcia dla politycznych partii i o tym kto kogo winien przeprosić.

Sphere: Related Content

wtorek, 30 października 2007

Apolityczność z proroctwem w tle

O tym, że najpierw pojawia się sztuka przez duże S, a dopiero potem życie przekonałem się niejednokrotnie. Jak bowiem inaczej określić słynne słowa Nuty z "Vabanku": Podsłuchowywać, podsłuchowywać...

-...są pewne formy grzecznościowe, których winny dotrzymywać obie strony. Ja mam cały zestaw wypowiedzi Tuska, które są po prostu obelżywe wobec mnie.
- Tusk powinien najpierw przeprosić?
- Nie mówię, co ma zrobić. Jeśli ma zostać szefem rządu Rzeczypospolitej, to sam powinien wiedzieć.
To niewielki zaledwie fragment wywiadu, jakiego prezydent udzielił gazecie pod tytułem "Rzeczpospolita".

No i znów wszystko jasne - zacietrzewienie, niemożność pogodzenia się z porażką i (przede wszystkim) tradycyjne szukanie haków. W inny sposób ująć tego nie można, jeżeli - jak by na to nie patrzeć - głowa państwa zbiera wypowiedzi zwycięzcy, by je w jakiś sposób wykorzystać. Chyba takie postępowanie niegodnym jest z wyznawaną wiarą, gdzie wiecznie wspomina się o miłosierdziu. Być może w grę wchodzi wyłącznie Stary Testament. Tam rzeczywiście - oko za oko...

O apolityczności prezydenta już nawet wspominać nie warto, bo sam niezbyt przychylnie odnosi się do nowej koalicji: Gdyby to ode mnie zależało, to dla mnie najlepszą koalicją dla Polski, mającą większość pozwalającą zmienić konstytucję, byłaby koalicja PO – PiS. Z uwzględnieniem tego, że te wybory wygrała Platforma.

I mógłbym tak cytować dość długo, tylko właściwie po co? Apolityczność prezydenckiego urzędu jest taka, jak widzi ją każdy. Znów sztuka okazała się prorocza.

Sphere: Related Content

Na odejście...

Jeżeli nic się nie zmieni, do czasu zmiany władzy nie będzie już polskich Sił Zbrojnych, dowództwo zostanie doszczętnie zweryfikowane i odesłane na zieloną trawkę, a i żołnierze powyżej szeregowca - zdegradowani...
Scenariusz ten jest jak najbardziej możliwy, skoro minister od obronności wyraził chęć mianowania na sekretarza stanu w kierowanej przez siebie instytucji niejakiego Antoniego Macierewicza. Decyzja - ze wszech miar polityczna, mająca jedynie na celu dopieprzenie nadchodzącej ekipie, pozostawienie sporego g..., w które wdepnąć trzeba będzie.
Nie bez przyczyny taka sytuacja wydaje się być prawdopodobna, skoro w destrukcji ów polecany przez Szczygłę do nominacji wydaje się być lepszy od Braci Mniejszych. Dziwnie przecież się składa, że w opinii międzynarodowej nikt pojąć nie mógł jak to jest możliwe, aby rząd ujawniał personalia swych szpiegów, i to bez względu na to czy byłych czy też obecnych. A tego właśnie dopuścił się Macierewicz, likwidując Wojskowe Służby Informacyjne. I teraz w swe ręce może dostać tradycyjnie rozumiane wojsko.
Pomny słów Olka Spromilonego z debaty z Bratem Mniejszym Mniejszym: Pan zepsuje nawet to, co pan już zepsuł, nie mam złudzeń, że jeszcze spory bałagan wykonany zostanie.
A zastanawiający jest fakt, iż ŻADEN z dotychczas przejmujących władzę rządów nie dokonał czegoś w rodzaju bilansu otwarcia, czyli jawnego raportu pokazującego co pozostawili poprzednicy. Oby wreszcie doszło do takiej inauguracji.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 29 października 2007

Niekochani...

Powyborcze sondaże mniej już interesować mogą, mimo wszystko coś z nich wynika - niektórym łuski z oczu opadły. Pewnie po tym, co zobaczyli, kiedy już wyniki ogłoszono, gdy widać styl, w jakim przegrani ze swą porażką pogodzić się nie chcą, brnąc dalej w jakieś zapowiedzi rozliczania, odwetu. Ich kultura osiągnęła też wyjątkowo niski poziom, skoro prezydent żąda przeprosin od przyszłego premiera za stwierdzenia o jednomyślności bliźniaczej. Jak Tusk nie przeprosi, Kaczyński nie złoży gratulacji na okoliczność zwycięstwa w wyborach. Mamy zatem do czynienia z mentalnością obrażonego przedszkolaka.
A pojąć nijak nie sposób jak (nie tylko w rozumieniu biologicznym) nie zgodzić się z szefem PO mając na względzie przedwyborczą wizytę apolitycznego (podobno) prezydenta w USA, gdzie Jedynie Prawi i Sprawiedliwi zdobyli przytłaczającą przewagę głosów. To pewnie był tylko przypadek...
Zachowanie się politycznych liderów pokazuje przynajmniej jak teraz odbierają ich wyborcy. Ci zbyt przychylnie nie spoglądają na Braci Mniejszych i ich janczarów, skoro z 32 procent notowania spadły im do 23 procencików. Tymczasem PO zyskało z 41,51 do 44 procent, a PSL poparłoby obecnie 11 procent (wyborczy wynik - 8,91). Spadek o około 1 procent (do 12) odnotowała lewica. Jakoś źdźbło w cudzych oczach PiS zauważa, natomiast kłody ogromniastej w swoim już nie...
Rozpacz nie tylko w PiS-owskich kręgach, ale również wśród elektoratu tychże. Jak to bowiem możliwe, by tak prokatolickie społeczeństwo nie raczyło wysłuchać grzmiących nawet w czasie wyborczej ciszy swych pasterzy? Gdzie podziały się te wszystkie intencje, modły, a na dodatek wytykanie obecnej jeszcze opozycji agresji, nieodpowiedzialności i zarzut namawiania młodych, by poszli na wybory (pewnie w IV RP prawa wyborcze miałyby być przyznawane po deklaracji obywatela, że głosować będzie na wiadomo kogo).
Prób wyjaśnień porażki było sporo, ale najtrafniej rzecz ujął Tadeusz R., z zawodu ojciec: - Teraz niekoniecznie trzeba mieć karabiny maszynowe, żeby kogoś zabić. My tego doświadczamy na co dzień, tych wszystkich oszczerstw, pomówień. To jest walka cywilizacji i to jest w całym świecie. Czy Polska tę próbę przetrwa? To zależy od naszej mocy. Polska jest szczególną areną walki. Szatan się uwziął na Polskę, bo to jest najsilniejszy kraj katolicki w świecie.
No tak, skoro szatan maczał tu swe palce i Bóg musiał interweniować. Wiadomo zatem już kogo kocha...

Sphere: Related Content