Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

środa, 12 września 2007

Dźwięczna równość

O tym, że Polak potrafi pokazał pewien 23-latek z Cieszyna. Na tyle nie lubi (dlaczego miałbym pisać lubił?) Brata Mniejszego Większego, że samodzielnie skonstruował program do pozycjonowania stron w internecie i nieco go uraził...
W wyszukuwarkę Google wystarczyło wpisać słowo "kutas", by na pierwszym miejscu pojawiła się strona prezydencka. No i wytropiono tegoż bezrobotnego pana, wkroczyła policja (CBŚ go nie budziło) i teraz może dostać do trzech lat więzienia.
W tym miejscu chciałbym się zapytać: za co? Pewien Tadeusz R., z zawodu ojciec wyzwał Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę Marię od oszustów i czarownic. Grozi mu to, że znów będzie promował w swych mediach partię o Jedynie Słusznych, Prawych i Sprawiedliwych poglądach, czyli w przeciwieństwie do poszukiwanego onegdaj bezdomnego pana Huberta, który po pijaku rzucił stertą obelg w kierunku głównego lokatora budynku na warszawskim Krakowskim Przedmieściu.
Po raz kolejny mamy zatem do czynienia z równością prawa (i sprawiedliwości). Pamiętam - mam nadzieję, że nikogo słownictwem nie urażę - że do pewnego pana, i to nawet w wysoce oficjalnych sytuacjach mogłem nazywać "chuju". Mam tę umiejętność, że "ch" umiem wymawiać w tzw. sposób dźwięczny. Nie jest to wówczas słowo obraźliwe, gdyż w staropolszczyźnie wyraz ten oznaczał człowieka, jakiego dziś określilibyśmy mianem awanturnika, oszołoma, zgrywusa. I on się o to nie obrażał.
Może cieszynianin też chciał coś dźwięcznie wyrazić, ale w formie pisanej przedstawić to niezwykle trudno. Z pewnością gdyby zrobił to z zawodu ojciec, takie byłoby wyjaśnienie problemu a postępowanie karne umorzone z urzędu lub z polecenia oszusta lub czarownicy (nie mylić z gazetami lub czasopismami).

Sphere: Related Content

wtorek, 11 września 2007

A może nadworny będzie

Wiek dziewiętnasty gasł
jak lampa gazowa w oodali.
Zrodzony wśród walki klas,
lat dwadzieścia miał Stalin.
(...)
Pokój, pokój, pokój!
Pokojem oddycha świat.
Ty go strzeżesz, opoko.
Związku Republik Rad.

Takie to "cudo" w 1951 roku napisał Władysław Broniewski ("Słowo o Stalinie"), człowiek, który - jak o nim napisał pisarz Juliusz Mieroszewski - nie miał pojęcia o marksizmie, dialektyzmie, ekonomii i polityce, a komunizm urzekał go stroną malarską - piece Magnitogorska, elektrownie na Wołdze, mowy wojenne Generalissimusa Stalina - to był komunizm, który interesował Broniewskiego.
A skoro wojna ojczyźniana, jak II wojnę światową nazywano w ZSRR, przeniosła się i na inne kraje, pozostały pamiątki, takie, jak choćby ta ze zdjęcia. Nie w Polsce, ale w innych państwach dawnych "demoludów" spotkać je można. Sam to na zdjęciu uwieczniłem.



Nie w tym jednak rzecz, a w owej poezji. Na razie mamy do czynienia jedynie z wyjątkowo usłużnymi dziennikarzami, którzy codziennie informują o walce "z układem", o kolejnych agentach, czyli pokazują jaki ten obecny rząd jest cacy, jak to szczęśliwość spływa na kraj nasz, bo przecież "zasady obowiązują". Brak mi w tym wszystkim jednego elementu - nadwornego poety, jaki mógłby opisywać - wzorem Broniewskiego - zacne czyny Braci Mniejszych. O ile jeszcze kandydata nie ma, pewnie niebawem się znajdzie, o ile te rządy jakimś dziwnym trafem pomyślnie dla siebie, niekoniecznie dla społeczeństwa, przebrną przez zaplanowane wybory.
Niestety, jeżeli taki poeta - kaczowieszcz się znajdzie, ciekawe czy jego "arcydzieła" wejdą dokanonu lektur szkolnych. Obecna władza nie musi się przecież wstydzić dobrych, sprawdzonych wzorów. Tyle tylko, że już pojawiają się głosy: Jak oni wygrają, pakuję walizkę i witaj Zielona Wyspo.
Wśród grupy emigrantów wieszczem będzie raczej Andrzej Bursa ze swą "Modlitwą dziękczynną z wymówką":
Nie uczyniłeś mnie ślepym
Dzięki Ci za to Panie
(...)
Nie uczyniłeś mnie jąkałą kuternogą karłem epileptykiem
hermafrodytą koniem mchem ani niczym z fauny i flory
Dzięki Ci za to Panie
Ale dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?

Sphere: Related Content

Spokojnie...

No teraz to już mi się wszystko popieprzyło. Andrzej Lepper oświadczył, że nie wyklucza tego, by na liście wyborczej Samoobrony znalazło się nazwisko Leszka Millera.
Na wszelki wypadek wyszedłem na ulicę w poszukiwaniu patrolu "drogówki", by dmuchnąć w alkomat i sprawdzić - chociaz nic nie pobierałem i trzeźwym niczym niemowlę - czy mnie jakies ukryte promile się nie ujawniły. Drogówki nie było. Mnie natomiast ten dziwny zwid pozostał. Nawet dla pewności sprawdziłem date czy przypadkiem nie jest to 1 kwietnia, kiedy żartami można sobie bezkarnie folgować.
Jak jeszcze do tego Endrju dowalił, że Samoobrona to jedyna lewicowa partia, mocno musiałem sie przytrzymać, by nie osiągnąć poziomu tak zwanej gleby. Ale było to tylko pierwsze wrażenie, bo potem przyszedł czas na analizę. Jeżeli bowiem mielibyśmy uznać PiS i LPR za partie prawicowe to co Samoobrona - jako koalicjant - robiła w tym towarzystwie? Na szczęście wiadomo, że wspomniane ugrupowania ze względu na swe hasła (nie programy, bo takowych nie posiadają) są rzeczywiście partiami zblizonymi do bolszewików, uspokoiłem się.
Leszek Miller chyba również.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 10 września 2007

Najpierw magicznie, potem spieprzaj...

Uczono mnie za lat dziecięcych, że należy używać słów magicznych - proszę, dziękuję, przepraszam, bo dzięki nim wiele zyskać można. Nie wszystkich jednak ta reguła dotyczy. Szczególnie pewnej grupy mieniącej się być politykami.
Trudno nie wspomnieć o pewnym bulterierze, któremu słowo przepraszam utkwiłoby w gardle mocniej niż rybia ość. Trudno się dziwić, skoro osobnik poza wyimaginowanymi prawdami nie umie wydobyć z siebie czegoś właśnie magicznego, na co zdobył się były prezydent, bez pełnego wyższego wykształcenia, a takowym Kurski się legitymuje. Podobnie pochwalić się może licznymi procesami, w których przegrywa albo na sali sądowej się nie pojawia. Taka to jego polityczna klasa. Nie ma błędu, do jakiego wypadałoby się przyznać. I tak samo z zamieszaniem wokół Kompetencji nad Niekompetencjami od spraw zagranicznych. Od piątkowego późnego wieczoru - najpierw odwołana, godzinę później tańcem uczciła swą nominację. Tyle tylko, że jej szef Yaro i Brat Mniejszy Większy zapomnieli o jednym - by stać się ministrem pełną gębą należy przed prezydentem złożyć przysięgę, której regułka jak byk zapisana w Konstytucji jest. Nic to, ważne, że minister wrócono na stanowisko, a prawo nagnie się albo zinterpretuje wedle swojej modły. Słowo przepraszam za błąd nie istnieje i istnieć nie będzie.
Podobnie jak nie da się przeprosić strajkujących nie tak dawno przed premierowskim urzędem pielęgniarek i lekarzy. Straszono ich nawet restrykcjami, aż tu nagle objawienie. Minister od zdrowia (kiedy już widmo wyborów nastało) niczym zbawca oświadcza, że gotówkę na podwyżki pełnymi garściami jest w stanie rzucać. Ale tylko wtedy, gdy PiS wybory wygra, w innym przypadku mowy nie ma. Czyli sypnie kasą tak, jak podczas poprzedniej wyborczej kampanii. Wtedy też dotrzymali słowa wedle swych zasad, identycznie jak choćby część z trzech milionów mieszkań.
W końcu zasady zobowiązują. Zasady obiecywania. Potem już spieprzaj dziadu.

Sphere: Related Content

PiStwórcy

Najpierw była nicość, potem z ziemi nie powstały bakterie, z nich stwory wodne, potem dinozaury (teoria ewolucji). Najpierw nie było Boga, który stworzył niebo i ziemię (teoria teistyczna). Tak naprawdę najpierw był PiS, bo to ta partia jest stwórcą wszechrzeczy.
Nie mam zamiaru urażać zarówno wierzących, jak i niewierzących, ale tylko takie stwierdzenia (te powyższe) wysnuć można po bełkocie artykułowanym przez bulteriera rodem z partii Braci Mniejszych. I nie wiem czy poseł Kurski raczył być już na słynnej już, podobno mocno zakrapianej imprezie nazywanej przez niektórych stypą po rozwiążanym Sejmie. O ile był, oile spożywał, na jego usprawiedliwienie można zapisać to, że promile, i to wyjątkowo wielkie jeszcze w organizmie posła K. się znajdowały.
Chyba nie do końca ów parlamentarzysta zrozumiał zarzuty, które postawił mu Roman Sztywny, oskarżając o kłamstwo, jakie padło z sejmowej mównicy (programy szkole forsowane przez LPR, becikowe itp.) Kurski wyznał teraz, że Giertych kłamie, bo bez wsparcia PiS propozycje te by nie przeszły.
Cudnie! Jeżeli bulterier nie rozumie, chyba podobnie jak cała ta jego partia, niech się lepiej nie odzywa, bo dzieci i ryby głosu podobno nie mają. W tym przypadku raczej przedszkolak by aluzję pojął, ale nie poseł K., który poza argumentami zbieżnymi z poziomem ameby pewnie raczył uznać, że tylko on ma patent na wszechwiedzę. Skoro PiS poparł m.in. propozycje zmian w szkołach (zresztą bezsensownych) to jest ich autorem.
Idąc tym tropem dojść można do wniosku, że partia Braci Mniejszych wynalazła tlen (bo oddychają), alkohol (bo spożywają), radio (bo słuchają - szczególnie jednej stacji), no i ogórki kiszone (dlaczego nie?). Przykłady można mnożyć. Pewnie każdy coś jest w stanie dorzucić.
A w trakcie kampanii wyborczej dowiemy się, że wszystko zawdzięczmy właśnie PiS. Tylko czy Stalina i Bieruta również? Kurskiego na pewno.

Sphere: Related Content

niedziela, 9 września 2007

Kubusie przyjmują Prosiaczki

- Tak, jest to akurat dom dla Sowy - powiedział. - I myślę, że Sowa będzie się w nim dobrze czuła.
A potem dwa razy jakby przełknął ślinę, ponieważ on sam czuł się w nim bardzo dobrze.
- A jak się tobie zdaje, Krzysiu? - zapytał Kłapouchy trochę zaniepokojony, czując, żę coś tu jest niezupełnie w porządku.
Krzyś chciał najpierw o coś zapytać i zastanawiał się, jak to zrobić.
- Tak - rzekł w końcu - jest to bardzo piękny dom. I jeśli komu zawali się jego własny dom, trzeba pójść gdzie indziej, nieprawda Prosiaczku? Co byś ty zrobił, gdyby twój dom się zawalił?
Nim Prosiaczek mógł pomyśleć, Puchatek odpowiedział za niego:
- Przyszedłby do mnie i zamieszkałby ze mną, prawda, Prosiaczku?
Prosiaczek uścisnął mu łapkę.
- Dziękuję ci, Puchatku - powiedział. - Strasznie bym chciał.
Jeżeli ktoś myśli, że do reszty mi odbiło i tak bez sensu przytaczam fragmenty "Kubusia Puchatka", jest w błędzie. To tylko skojarzenie, chyba trafne, z tym, co zaczyna dziać się na polskiej scenie politycznej po decyzji rozwiązaniu Sejmu. Mógłbym, co prawda, przyrównywać te cuda do szachów, jednak szachy są chyba zbyt poważną grą, a gierki politykierów z Wiejskiej i innych ulic, przy których mieszczą się instytucje rządowe jakoś do białych i czarnych figur na 64 polach do tego nie przystają.
Poseł Antoni Mężydło oświadczył, że rozstaje się z partią Braci Mniejszych, gdyż ta zbyt mocno zaczyna wiązać się z rozgłośnią Tadeusza Rydzyka, z zawodu ojca. I teraz zamierza się związać z Platformą Obywatelską. Donald Tusk na to jak na lato! Przyjmujemy, przyjmujemy, a najlepiej niech wystartuje z pierwszego miejsca!
W tym miejscu warto byłoby zapytać: Gdzieś panie pośle Mężydło wcześniej miał oczy?
Tak wielkiej bzdury nigdy nie słyszałem, no może z ust kilku politykierów i pewnego pana, który kupił kiedyś banknoty siedmiodolarowe i upierał się, że są prawdziwe, bo "pisze na nich po amerykańsku". Na dodatek teraz partie, chcąc znaleźć lokomotywy wyborcze, kuszą swych dotychczasowych rywali, przeciwników (niepotrzebne skreślić). I tak przykładowo PSL chciałoby w swych szeregach Kazimierza Marcinkiewicza i Radosława Sikorskiego. Boski układ.
Wracając jednak do posła Mężydły - to jeden z wielu przykładów nagłej zmiany opcji, a on właśnie przypomina to, co dzieje się ze szczurami uciekającymi z tonącego okrętu. Może zbyt ostro, ale ma być prawdziwie.
Idąc tym tropem zastanawiam się jakie to w Polsce funkcjonuje prawo pozwalające parlamentarzystom na zmianę partii podczas trwania kadencji. Prosiaczki takie pokłócą się ze swoimi dotychczasowymi Kubusiami, ale szybko znajdują nowe Kubusie i do nich przystają. Moim skromnym zdaniem, i to bez względu na partię, którą reprezentowali, tacy posłowie winni tracić swe immunitety, zrzec się mandatów, gdyż zwyczajnie zdradzili swych wyborców głosujących konkretnie na PO, SLD, PiS, Samoobronę itd., nie na jakiegoś kandydata na posła postępującego wedle swego uznania i zawiewającego w danej chwili faktu historii.
Nadal jednak takie Prosiaczki swych Kubusiów szukają i znajdują.

Sphere: Related Content

sobota, 8 września 2007

To wcale nie absurd. To realny wariant

Oszust, oszust, oszust! - tak podsumowali posłowie to, co z sejmowej mównicy powiedział niejaki Jacek Kurski zwany bulterierem. Nie dość, że przypisał PiS wyczyny Giertycha, na dodatek wyszło na jaw, iż w sprawie mundurków głosował przciwko ich wprowadzeniu. teraz widać jaka prawa (i prawdomówna) będzie kampania wyborcza partii Braci Mniejszych.
Nie do końca chciało mi się wierzyć, że Sejm raczy się rozwiązać. Cysterny pomyj (chociaż te w sumie są czystsze od tego, czym uraczono na Wiejskiej) wylano ze wszystkich stron. Prym wiódł wspomniany bulterier, który sięgnął czegoś niższego od dna. Nie mam zamiaru przytaczać czy też komentować jakichkolwiek słów istoty wyzutej ze wszelkich zahamowań. Podobnie jak partia, jaką reprezentuje. Wszak to on właśnie został z niej wyrzucony po oskarżeniach, że dziadek Tuska był w Wermachcie. Potem, kiedy sprawa ucichła, ponownie przyjęto go do - widać jakich - prawych i sprawiedliwych. Teraz wypuszczono go jako tego, który znów szczekał w imieniu swych pryncypałów. Na tyle skutecznie, że nazwano go oszustem. Może wystarczy o całym dnie rodem z Wiejskiej.
W innym budynku Brat Mniejszy Mniejszy podpisał odwołania ministrów, ale do łask i stanowisk niektórych przywrócił. Chyba tylko po to, aby dokonali totalnego dzieła zniszcznia, a szczególnie tę o wyjątkowych kompetencjach w robieniu z Polski pośmiewiska, zaścianka i wywoływaniu awantur z sąsiadami ze wszystkich stron naszych granic. Anna Fotyga - w majestacie prawa - na stanowisku pozostaje i trwać będzie do samego końca tworu zwanego IV RP. Mimo że większość sejmowa, w tym posłowie PiS, głosowali "za" wnioskiem o rozwiązaniu Sejmu i odwołaniem ministrów. Wiadomo więc jaki jest respekt dla decyzji reprezentantów społeczeństwa. Może trochę to górnolotne określenie, niestety dla Braci Mniejszych prawdziwe.
21 października do urn zamierzają ludzi skrzyknąć. Nie za bardzo wierzyć się chce, że cokolwiek to zmieni. Dwa przewidywalne warianty się szykują, a nawet trzy.
Pierwszy - do wyborów nie dojdzie, bo zawsze będzie można wprowadzić "dla dobra społeczeństwa" jakiś stan wyjątkowy pod pretekstem "walki z układem", który prawym i sprawiedliwym i suwerenności kraju zagraża. Każdy, nawet najbardziej bzdurny pomysł będzie dobry, byleby tylko przy władzy się utrzymać.
Drugi to słowa, które padły z ust Jerzego Maksymiuka (Samoobrona). Jednoznacznie dał on do zrozumienia, że po wyborach dojdzie do koalicji PO-PiS. Wtedy rzeczywiście dadzą popis...
No i trzeci, najbardziej prawdopodobny, przy którym po raz enty wspomnę słowa jednego (nie pamiętam już którego) z Braci Mniejszych: "Raz zdobytej władzy nie oddamy!". A hipotezę tę wysnul znakomity dziennikarz Marek Szenborn. Otóż, po zakończeniu rządów PiS, Yaro zostaje szefem kancelarii swego brata, Ludwik może np. kierować Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, a resztę najbardziej lojalnych pretorian też gdzieś się upchnie. Resorty siłowe zatem opanowane. Tymczasem nowy Sejm rozpoczyna działalność, ale braciom i ich świcie posłowie nagwizdać co najwyżej mogą, skoro prezydent ma prawo weta. Będzie więc uchylał wszelkie niekorzystne dla swoich decyzje parlamentu, mając jednocześnie możliwość forsowania swoich propozycji. Nie ma się co łudzić, że posłowie odrzucą prezydenckie weto. Aż 3/5 głosów obecna opozycja mieć nie będzie, już padre Tadeusz o elektora się postara. A idąc dalej, może dojśćdo przejęcia całkowitej władzy w państwie przez prezydenta. Co to za problem, skoro taki wariant przewiduje prawo? Z władzą trudno się rozstać...
Może i jestem niedowiarkiem, ale jak tu wierzyć w normalność, gdy obietnice wszelkie zostały wdeptane w błoto. Obietnice dla tych, którzy kiedykolwiek im wierzyli.
A lustracją, dekomunizacją, podsłuchami i temu podobnymi ani się nie najem, ani się w nie nie odzieję. To przecież jedyne znaki firmowe owych obecnie ponoć przegranych. Tyle tylko czy na pewno przegranych.

Sphere: Related Content