Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 listopada 2009

Dlaczego????????????????????

Zamieszczam to dopiero dziś, bo nie miałem wątku, punktu oparcia do zamieszczenia tegoż...
Dobity jestem, kiedy ktoś popełnia tak zwanego samobója. Wykonał go niejaki Robert Enke, rewelacyjny niemiecki bramkarz grający w piłkę kopaną.
Po raz pierwszy naruszam konwencję, bo piszę nie o tym naszym, ale sąsiednim kraju, za Odrą zresztą.
Sam kiedyś ćwiczyłem nieco na tejże pozycji, zanim do reszty pochłonęła mnie siatkówka - zbity bark, obity zresztą mocno bywałem, co na stare lata odczuwam. Mniejsza z tym. Wiem, jaki to paskudny kawałek chleba owo stanie pomiędzy słupkami.
Do dziś nie umiem pojąć jak można pójść aż w tak solidny dołek, mimo straty dziecka. Może nieco spłycam sprawę, ale w życiu trzeba być twardym niczym chleb z Biedronki. Szkoda, że Robertowi tej twardości zabrakło. W życiu, bo na boisku był fenomenem.
Sami zresztą zobaczcie: Robert Enke
I niech mi tego więcej NAPRAWDĘ fenomenalni sportowcy nie robią...

Sphere: Related Content

środa, 14 października 2009

Kabareton

To już jest typowa kpina, chociaż mógłbym nazwać tę sytuację kabaretem. Piłka kopana w wydaniu reprezentacyjnym stała nad przepaścią, by ostatecznie wykonać ogromny krok naprzód...
Nazywano to meczem o honor, bo szanse na awans zostały już dawno stracone, tymczasem ledwie owo spotkanie ze Słowakami się zaczęło, mieliśmy do czynienia z kabaretem. W zupełnie niegroźnej sytuacji tak zwany obiecujący polski zawodnik strzelił gola. Prawie wysiadła mi przepona ze śmiechu, bo koleś fenomenalnym kopnięciem zaskoczył swojego bramkarza, znaczy niejakiego Jerzego Dudka.
Obraz rodzimej piłki nożnej można oglądać na ekranie abonamentowej TV, jednak wynik jest już sprawą wtórną. Ciekawsze jest to, że organizacja wzajemnej adoracji zwana Polskim Związkiem Piłki Nożnej czuje się dobrze. Z prezesem Grzegorzem Lato zarabiającym miesięcznie 50 tysięcy złociszy. Zainteresowanym polecam piosenkę, jaka powstała na okoliczność piłkarskiej paranoi: http://www.youtube.com/watch?v=UfGdaCpzcQw
Stadion w Chorzowie, gdzie (piszę tekst w trakcie trwania meczu) świeci pustkami.
Prezes PZPN ma stały dopływ gotówki do własnego portfela w wyżej wymienionej kwocie, tymczasem nikt nie pomyślał, by przygotować się porządnie do oglądania spotkania ze Słowakami i zakupić kolorowe piłki, gdyż boisko jest przysypane śniegiem, a piłeczka, jaką grają nasi kopacze ma rewelacyjnie "kontrastujący" ze wspomnianym śniegiem kolor... żółty, więc wygląda to na ekranie jak gdyby piłkarze biegali za wirtualną piłką. Na pensje prezesów, zarządu, działaczy i innych leśnych dziadków kasa jest, na piłki niestety nie.
Szczęście, że nawet fanatyczni kibole zaczęli myśleć bojkotując owo spotkanie o honor, hurtowo oddając wcześniej zakupione bilety. Na około chorzowskim 60-tysięczniku jest podobno około 5000 osób, w tym ponad 1100 Słowaków.
I to na tyle. Czekam, kiedy rząd rozniesie towarzystwo z PZPN, kierując sprawę do prokuratury. Nie może przecież być tak, że działacze reprezentację mają w d... i są wyłącznie zainteresowani przyznawaniem sobie premii. O taką dla Laty wnioskował Piechniczek, a dla Piechniczka - Lato.
Niech to wystarczy...

Sphere: Related Content

czwartek, 23 października 2008

FIFAm taki układ

Jazda na traktorze polega na tym, że osoba, czyli najczęściej rolnik, chcąc pojechać w pole musi wykonać wiele czynności związanych z obsługą tego pojazdu. Musi sprawdzić stan paliwa w baku, aby w czasie prac rolnych w polu nie zabrakło mu paliwa. Następnie odpala traktor wbija luz i wbija pierwszy bieg i wyjeżdża za garażu, następnie podjeżdża pod sprzęt rolniczy, jaki będzie mu potrzebny i podpina go następnie podnosi go na podnośniku i wyjeżdża w pole gdzie będzie uprawiał rolę. Wyjeżdżając w pole rolnik musi mieć prawo jazdy na traktor i musi mieć dowód, że ten pojazd należy do niego, ponieważ kiedy złapie go policja może mu wlepić mandat za brak dowodów lub odebrać mu pojazd w razie braku dowodu rejestracyjnego albo co gorsza może rolnika zamknąć w więzieniu.
Powyższy opis idealnie oddaje to, co dzieje się w niejakim Polskim Związku Piłki Nożnej, z którego szeregów zarzuty związane z korupcją postawiono już około 160 osobom, w tym kandydatowi na prezesa.
Wydawać się może, że w tej sytuacji winno się pogonić to całe towarzystwo na cztery wiatry i zacząć budować od początku. Tymczasem na pierwszy poważny ruch wykonany przez polski rząd - zawieszenie zarządu tejże instytucji i powołanie kuratora wywołał w światowych władzach piłkarskich dziwaczny odruch, czyli groźbę wykluczenia rodzimych kopaczy z rozgrywek międzynarodowych. I na tym stanowisku chyba stać nadal będzie międzynarodowa federacja piłkarska.
O czym więc tutaj mówić? Jeżeli łopatologia stosowana (patrz: cytat z początku) nie nadaje się jako metoda wyjaśnień, jak tu dyskutować z tymi, co słuchać nie chcą. Idąc tym tropem, nie zdziwię się, że mecze eliminacji Mistrzostw Świata też są ustawiane. Pod patronatem FIFA.

Sphere: Related Content

niedziela, 5 października 2008

Wała na taki szantaż

Nijak pojąć nie można dlaczego światowa federacja piłkarska włazi z butami pomiędzy wódkę a zakąskę polskiej piłki kopanej. Interweniujący, a dokładniej zamierzający oczyścić już nawet nie stajnię Augiasza, a totalny syf, szambo w rodzimym futbolu rząd otrzymał ultimatum od władz FIFA, że jeżeli ten nie przywróci kierownictwa PZPN, reprezentacja nie będzie mogła zagrać meczów z Czechami i Słowacją, a dokładniej przegra je walkowerem.
I dobrze, niech przegra. Trudno. Nie można jednak ugiąć się pod tego typu naciskiem.
Zacietrzewiony kibic będzie mieć pewnie za złe, że czynniki decyzyjne w tym kraju postąpiły tak, a nie inaczej. A niby dlaczego miałyby stawać w jednym szeregu z tak zwanymi działaczami, którzy przez lata łaskawym okiem spoglądali na liczne przekręty, a niejednokrotnie na normalne przestępstwa popełniane przez podległych im - również tak zwanych działaczy? Na marginesie, jeżeli mnie pamięć nie myli, około 250 osób ma postawione zarzuty, a część z nich siedzi za kratkami.
Czy można się godzić na tolerowanie takiego łajna, kiedy odwołani z PZPN działacze zwyczajnie umywają ręce, twierdzą, że nie mieli nic wspólnego z korupcyjnymi działaniami, więc są czyści. Co jednak robili przez tyle lat, wiedząc dokładnie co się w tym piłkarskim piekiełku dzieje? Dlaczego wtedy nie zareagowali?
Ciepłe posadki były znacznie wygodniejsze od tego, by działać, a nie tylko po to, by tym działaczem być...

Sphere: Related Content

poniedziałek, 14 lipca 2008

Olimpijskie palanty

Sphere: Related Content

niedziela, 29 czerwca 2008

Żenada

Miało już nie być o Euro, jednak natchnął mnie Artur Boruc, bramkarz polskich zawodników w piłkę kopaną, jeden z niewielu jasnych punktów na tych kończących się mistrzostwach. Drugim takim punktem okazał się nowy obywatel którejś tam RP Roger Guerreiro.
Podczas ostatniego meczu na trybunach zasiadł Lech K. zwany dalej prezydentem. Dał czadu, szczególnie na okoliczność znajomości podstawowych zasad związanych z kibicowaniem i nazwiskami zawodników. Tego już Boruc nie wytrzymał:
Roger to bardzo sympatyczny chłopak, zaawansowany technicznie. Każdy z nas jechał na Euro w jakimś celu, miał coś do udowodnienia, ale Roger chyba najwięcej. Szkoda tylko, że pan prezydent, który nadawał mu obywatelstwo, nie wie jak się nazywa. Przekręcił nazwisko Rogera, przekręcił moje. Jeśli tacy ludzie mają jeździć na mecze, wolę grać przy pustych trybunach. Nasz kochany prezydent trzymał też odwrotnie szalik. Może pierwszy raz był na meczu? Wszystko to było żenujące.
I nie dziwię się powyższym słowom reprezentacyjnego bramkarza, który - wedle Jaśnie Panującego Prezydenta reprezentującego wyłącznie partię, z jakiej się wywodzi - nazywa się "Borubar", natomiast Guerreiro to "Perejro".
Ileż to razy politycy i nie tylko wspominali, że Lech K. winien zatrudnić logopedę, speca od wizerunku (którego by się słuchał), a całą tę obecną świtę - pognać na cztery wiatry. Nie dociera, no i mamy efekty na międzynarodowej arenie.
Dno zawsze dnem pozostanie.

Sphere: Related Content

czwartek, 19 czerwca 2008

Bo piłka była za słona

Mam nadzieję, że ostatni raz wspominam o nieszczęściu, jakie nas spotkało, czyli mistrzostwach kontynentu w piłce kopanej zwanej inaczej Euro 2008. Teraz wiem dlaczego te nasze bażanty zwyczajnie musiały wrócić do domu po rozegraniu trzech meczów - dwóch przegranych i jednym remisie.
Niejaki zawodnik pod tytułem Łobodziński na łamach mniej lub bardziej wiarygodnego (niepotrzebne skreślić) "Faktu" oświadczył, że winę za fatalny występ reprezentacji ponoszą... kibice. Polscy kibice. Tak bowiem głośno - jak stwierdził ów kopacz - hałasowali, iż niemożliwym było porozmawianie na boisku z niejakim kopaczem pod tytułem Wasilewski, więc ten pierwszy (na skutek hałasu z trybun) nie wiedział biedaczek co ma począć, jak się na tym ogromnym boisku ustawić, by zagrożenia pod bramką Boruca nie było.
Cholercia jasna, rocznie nie zarabiam nawet 10 procent tego, co ów koleś - pewnie po odliczeniu podatku, i to niemałego - zgarnął osobiście za udział w całkowicie nieudanej imprezie, żeby nie powiedzieć - kompromitacji. W sumie występ ten pochłonął (bagatela!) 11 milionów złociszy, a i milion więcej od kopaczy wzięli sobie działacze, do tego dochodzą jeszcze koszty typu hotele itp. Gdybym to ja nie wiedział jak się zachować w robocie - bo przecież piłkarz zgarniający sporą kasę to chyba zawód - dostałbym minimum solidne "opr", a w najgorszym wypadku, wyleciałbym z hukiem. A ten tu nie wiedział jak się zachować, bo mu widownia przeszkadzała.
Na następne Euro, o ile ma szansę na rozegranie go w Polsce (oby już bez Łobodzińskiego), proponuję wyposażenie rodzimych kopaczy w telefony komórkowe. Zanim poda do drugiego zawodnika, niech do niego zadzwoni. W razie czego pozostają znaki dymne, alfabet Morse'a, sygnalizacja świetlna itp. Ale tejże reprezentacji to i tak nie pomoże. Poza tym, że wyjdzie się na boisko trzeba jeszcze przejawiać chęć do gry. Z tym jednak był problem.
Kibice hałasowali - rzekł Łobodziński. A może zupa była za słona?

Sphere: Related Content

poniedziałek, 16 czerwca 2008

I po ptokach...

Udział tych naszych "bażantów" w Euro 2008 zbliża się ku końcowi, bo kiedy to piszę, oni jeszcze grają. A szanse są ŻADNE. Nieważne.
Zastanowić się warto jak wypadną te następne mistrzostwa, a właściwie ich możliwy brak. W sieci pojawiają się coraz mniej sympatyczne tytuły typu: "Gordon Smith: Szkocja podjęłaby się organizacji ME 2012", "Szkocja podjęłaby się przeprowadzenia finałów piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku, gdyby UEFA odebrała prawo organizacji Polsce i Ukrainie" lub "UEFA bierze pod uwagę odebranie Polsce i Ukrainie organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku". Czyli jest już nieźle.
Pojawia się jednak światełko w tunelu. PiS-dzielce wymyśliły sobie, że patronem planowanego do wybudowania Stadionu Narodowego w Warszawie ma być Jan Paweł II. No więc podwaliny już są.
Pozostaje tylko jeszcze wiara w cuda. Takie same jakim miał być awans polskich zawodników w piłkę kopaną do następnej rundy.
Czy aby tylko stadion o takim imieniu nie będzie obrażał uczuć bezwyznaniowców albo wyznawców innych religii?

Sphere: Related Content

sobota, 14 czerwca 2008

Wygrają 4-4...

Chłopaki przesiadujące w nie tak odległym barze do dziś jeszcze robią sobie jaja z meczu, jaki nasi (może to określenie nieco na wyrost) piłkarze zremisowali z Austriakami. Nie mają pretensji do sędziego, że ten podyktował w ostatniej minucie wątpliwego karnego, twierdząc, iż grać trzeba do końca, atakować, a nie bronić się po zdobyciu gola. Szczytem ich szyderstwa są komentarze telewizyjne mówiące o tym jakie to w ostatniej kolejce winny być wyniki, aby reprezentacja polskich kopaczy wyszła z grupy. Jeden z nich oświadczył, że teraz Austria powinna wygrać z Niemcami 5-0 a Polska pokonać Chorwację 4-4 (słownie: cztery - cztery). I ma rację, bo szanse na awans są mniej więcej takie jak to, że ceny benzyny spadną poniżej 4 złotych.
Inny, bardziej zdegustowany gość z baru pojąć nie mógł jak to jest, że w jednej dyscyplinie, w takim choćby lekkoatletycznym sprincie wynik można zmienić, medal odebrać i po kłopocie. A w piłce kopanej sędzia nawet powtórek akcji obejrzeć nie może i potem decyzję ostateczną wydać.
Mimo wszystko polskiej reprezentacji warto kibicować, zagrzewając np. okrzykiem; "Polska gola". Niech nikt jednak nie pomyli literek w drugim z wyrazów i nie wymieni "l" na "ł".
A co złośliwsi - szczególnie politycznie - wiedzą czyja to wina, dlaczego szanse polskiej reprezentacji na awans zmalały praktycznie do zera.

Sphere: Related Content

środa, 1 sierpnia 2007

Zaścianek, jak zwykle

Piłkarska LM: Zagłębie Lubin - Steaua Bukareszt 0:1
I tradycji musiało stać się zadość. Przynajmniej tej klubowej, w piłce kopanej. Podniecenie, z jakim co niektórzy żurnaliści podchodzą do rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy może porażać, bo przecież w konfrontacji z wcale nie jakimiś potentatami w tejże dyscyplinie wypadamy niczym wyjątkowo ubogi krewny. Wyjątkiem od tej reguły była wygrana Wisły Kraków w towarzyskim zresztą turnieju w USA. Zaznaczam – wyjątkiem.
Tak to już jest, że latka lecą, a w tym naszym sportowym światku piłkarskim zmieniają się tylko nazwiska zawodników, trenerów, działaczy, a efekcik jak zwykle żaden. To chyba polska mentalność, bo inaczej tego określić nie można. Nie wiem zatem po co opracowywano jakąś taktykę, z którą kryto się przed rumuńskimi rywalami, by ich zaskoczyć. No i te komentarze w TV, kiedy piłkarz Mistrza Polski podchodził pod bramkę Steauy, mówiące, że jest dobrze, chociaż kopacz futbolówkę stracił. Było świetnie, tylko jak zwykle to nie nasi wyszli z tej rywalizacji zwycięsko.
A wracając do taktyki – zauważyłem, że od dawna w pucharowych rozgrywkach polskie kluby wychodzą z założenia – byleby tylko nie stracić gola. No i mamy zatem efekt, którego nie zmienimy chyba przez kolejne lata, pozostając futbolowym zaściankiem.

Sphere: Related Content