Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

poniedziałek, 22 września 2008

Gadu-PiS-gadu

Typowa knajpka. Przy stoliku siedzi czterech jegomościów w okolicach sześćdziesiątki. Jeden z nich nagle zaczyna swe polityczne wywody:
- Ten k..., pier...ny oszust, sk...syn.
- Na kogo tak bluzgasz? - zainteresował się sąsiad.
- O tym, k..., jeb...ym gnoju Tusku, tym nierobie.
- Teraz bluzgasz, a pewnie na niego głosowałeś?
- Nigdy bym na tego kut... nie zagłosował. Na tego oszusta...
- Co, może kaczory lepsze?
- Nie ma lepszych od nich!
- Daj se luz, co oni takiego zrobili?
- Chyba ci, k... przyp...lę.
- Ładne masz pan argumenty - rzuciłem w kierunku zwolennika PiS-uarów opuszczając bar.

Tylko w jednym się zgadzam z owym delikwentem. Tuska też niekoniecznie lubię.

Sphere: Related Content

niedziela, 21 września 2008

Dziwisz (się)

"Dziwisz się dlaczego Dziwisz zezwala na ekshumację szczątków generała Sikorskiego, kiedy na takie posunięcie wyraziła już żyjąca rodzina tegoż żołnierza?". Pytam się o to samego siebie, nie za bardzo dowierzając polskim realiom. Bo cóż ma do powiedzenia klecha? Tak - dla mnie to jakiś tam ksiądz Dziwisz zwany biskupem czy arcybiskupem, żaden autorytet. Co mu do tego?
Zastanawiam się też na ki grzyb targać pochowane wiele lat temu zwłoki. Chyba tylko po to, by komuś dać satysfakcję. Jak śmiem podejrzewać Instytutowi Panoszenia Nienawiści (w skrócie: IPN), który teraz przechodzi z pozycji wszystkiego, co wiązało się z dawnym systemem, przechodząc na opcję atakowania zachodnich sojuszników z czasów II wojny światowej. Przecież żadną tajemnicą, i to chyba dla nikogo, nie jest fakt, że generał Sikorski zginął za swe kontakty i próby dogadywania się z ZSRR.
Dziwisz się też (znów sobie zadaję pytanie) na jaką jasną cholerę panoszący w kraju nienawiść instytut chce na swą działalność większą kasę z budżetu państwa. Instytucja ta zatrudnia około 2000 ludzi będących właściwie wyłącznie na usługach PiS-dzielców i im podobnych światopoglądowo jątrzycieli w polskim społeczeństwie. IPN nieustannie dąży do tego, by np. skazać Wojciecha Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego, za ofiary, jakie stały się skutkiem tego posunięcia z 1981 roku. I tego nie pojmuję, bo nawet ów wywodzący się z Wadowic były szef watykańskiego kraju, podobno autorytet, oświadczył, że Jaruzelski to znakomity patriota. Zapytam się zatem (bo może wtedy zrozumiem): gdzie jest najbliższy sklep monopolowy?
Dziwisz się też, panie Bury, telewizyjnej reklamie, w której zapowiada się serię gazet pod nazwą (oj, pamięć mnie zawodzi) chyba Dowody wiary. Do każdego numeru ma zostać dołączony różaniec. Cena pierwszego wydania - dycha bez jednego grosza. Nie wiedziałem, że to Jedynie Słuszne w Polsce wyznanie opiera się na kupowaniu jakichś tandetnych świecidełek. To ma być wyraz wiary?
No i jeszcze - dziwisz się - jakim to cudem Jaśnie Oświecony Sejm RP w ogóle debatował nad zaproponowanym jako dzień wolny świętem Trzech Króli, który (na szczęście przepadł). Oczywiście z taką propozycją wyszli PiS-dzielce, bo któż by inny? Zastanawiam się nie tylko nad sensem tworzenia dodatkowego dnia wolnego, tym bardziej religijnego, ale nad kolejnym fałszowaniem religii. Proszę o wskazanie mi w Biblii na jednoznaczne słowa, z których wynika, że mędrców (nie króli) było trzech. To, iż przynieśli w darze złoto, mirrę i kadzidło nijak nie świadczy o takiej liczbie. Poza tym wychwalanie naiwniaków mających Herodowi wskazać dokładnie Syna Bożego to - moim zdaniem - jakieś nieporozumienie. Widać, taka to wiara...


P.S.
No i chyba wypadałoby się już obudzić z wakacyjnego letargu, czego - przynajmniej na tej stronie - dotrzymać zamierzam.

Sphere: Related Content

wtorek, 19 sierpnia 2008

No, tośmy zaszaleli

Jakoś tak przez pewien czas łapcie od klawiatury - niczym płetwy - opadły od pisania, bo tak zwane bordello polskiej sceny politycznej przekroczyło wszelkie możliwe granice.
Po pierwsze - oberprokurator wszechczasów zwany Gwozdkiem (Dyktafonem) do Trumny Ziobro tak się zarzekał, że zrzeknie się immunitetu, no i jako jedyne niebożątko pojęcia nie miał, iż odbędzie się komisja mająca tegoż przywileju go pozbawić go zamierza. Zleciało się natomiast pełno jego - no i Braci Stereo - pretorian, chcących zagłuszyć Muchołapa Niesiołowskiego, co to owej komisji przewodził. Kto pamięta - wie, jakie hasła rzucane były - rodem z "Folwarku zwierzęcego" Orwella. Na nic innego bandy PiS-dzielców nie stać. Tylko na puste okrzyki trafiające do moherelektoratu. I niech tak zostanie, byleby pod strzechy nie trafił...
Po drugie: Napieralski Grzegorz, w którym pokładano nadzieje na zmianę, miał być owym lekarstwem, stał się gościem starającym się ukręcić swoje lody na politycznej scenie, odrzucając ofertę platformersów i przystając na to, co proponowały PiS-uary, broniąc swoich bastionów w publicznej telewizorni. I nie wiadomo co dalej będzie. Z Napieralskiem - ponoć SLD - Grzegorzem. Tym, co zapowiadał, że przeciwstawiać się będzie konkordatowi i innym watykańskim zdobyczom w kraju nad Wisłą.
No i po trzecie...
Tarczę nam przyszykowano, jakąś antyrakietową. Powiem wprost - zarówno Kaczki, jak i Donaldy to po prostu dupy wołowe, i to strasznej maści. Niech mnie ktoś sprostuje, ale pamiętam jak dziś, że tego typu tarcze antyrakietowe funkcjonują m.in. w Egipcie i Turcji, no i amerykańce corocznie muszą bulić miliardy dolców na ich utrzymanie. Aby być ścisłym - do budżetów tych krajów. Naszym negocjatorom od siedmiu boleści zaproponowano dokładnie to samo, co w chwili, gdy wysyłano polskich żołnierzy do Iraku, a potem do Afganistanu. I to było na tyle. Pewnie i tym razem na obietnicach się skończy, może na kilkudziesięciu milionach spadających na łeb i szyję dolarów.
Negocjacje zatem mieliśmy, w polskim stylu. Tradycyjnie na kolanach.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 14 lipca 2008

Olimpijskie palanty

Sphere: Related Content

czwartek, 10 lipca 2008

Grajdoł miejski

Onegdaj napisałem, że rodzinnym mym miastem jest gród nad zupą (ze względu na jakoś wody płynącej), pardon - Brdą. I w tymże mieście prezydenciunio kochany - niekoniecznie przez wszystkich - wpadł na pomysł fenomenalny...
Kiedyś też wspomniałem strażnikom miejskim i policjantom, że gdyby na jednej z równoległych do Gdańskiej, czyli głównej ulicy miasta tegoż, ulic właśnie zauważyli człeka idącego tak zwanym zygzaczkiem, nie oznacza to, iż jest on w stanie niekoniecznie pod wpływem, ale zwyczajnie stara się psie gówienka omijać. No i stało się. Prezydenciunio w swym edukacyjnym przypływie radości uraczył właścicieli psów specjalnymi foliami, jakie bezpłatnie można brać z umieszczonych w różnych częściach miasta pojemników. Mimo to nadal zygzaczkiem należy chodzić.
I teraz najlepsze - wymyślił sobie prezydenciunio, że psie kupy - te, jakich nie pozbierają, a na gorącym uczynku natkną się na ten fakt odpowiednie służby - karane będą 500-złotowym mandatem. Mało tego - ci, co rzucą papierek na przykład, a zostaną zauważeni, też zaliczą taką samą karę, bo śmieci wrzuca się do koszy.
A teraz dodatek: na wspomnianej ulicy, gdzie zygzakiem się chodzi, kosz uświadczy człek co mniej więcej 600-800 metrów. Nawet cierpliwych znudzi niesienie w garści foliowego opakowania po batonie.
Poza tym - inna z głównych ulic, prowadząca do dworca kolejowego wyposażona została tak, że 10 minut szukałem kosza na śmieci należącego do miasta.
Główka pracuje, prezydencuniu, móżdżek już nie...

Sphere: Related Content

niedziela, 6 lipca 2008

Oczywista oczywistość

Ostrzyłem sobie zęby na tak zwany kabareton w abonamentowej TVP 2. Z niewielkimi wyjątkami występ trwający prawie 4 godziny okazał się "cienizną".
Wyjątkiem od reguły było stwierdzenie, że w jeszcze nie tak dawno wyśmiewano się z władzy. Teraz zmieniono reguły i śmieją się ludzie z opozycji.
Sądzę, że wiem dlaczego.

Sphere: Related Content

niedziela, 29 czerwca 2008

Żenada

Miało już nie być o Euro, jednak natchnął mnie Artur Boruc, bramkarz polskich zawodników w piłkę kopaną, jeden z niewielu jasnych punktów na tych kończących się mistrzostwach. Drugim takim punktem okazał się nowy obywatel którejś tam RP Roger Guerreiro.
Podczas ostatniego meczu na trybunach zasiadł Lech K. zwany dalej prezydentem. Dał czadu, szczególnie na okoliczność znajomości podstawowych zasad związanych z kibicowaniem i nazwiskami zawodników. Tego już Boruc nie wytrzymał:
Roger to bardzo sympatyczny chłopak, zaawansowany technicznie. Każdy z nas jechał na Euro w jakimś celu, miał coś do udowodnienia, ale Roger chyba najwięcej. Szkoda tylko, że pan prezydent, który nadawał mu obywatelstwo, nie wie jak się nazywa. Przekręcił nazwisko Rogera, przekręcił moje. Jeśli tacy ludzie mają jeździć na mecze, wolę grać przy pustych trybunach. Nasz kochany prezydent trzymał też odwrotnie szalik. Może pierwszy raz był na meczu? Wszystko to było żenujące.
I nie dziwię się powyższym słowom reprezentacyjnego bramkarza, który - wedle Jaśnie Panującego Prezydenta reprezentującego wyłącznie partię, z jakiej się wywodzi - nazywa się "Borubar", natomiast Guerreiro to "Perejro".
Ileż to razy politycy i nie tylko wspominali, że Lech K. winien zatrudnić logopedę, speca od wizerunku (którego by się słuchał), a całą tę obecną świtę - pognać na cztery wiatry. Nie dociera, no i mamy efekty na międzynarodowej arenie.
Dno zawsze dnem pozostanie.

Sphere: Related Content