Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Antymałpo ! Wara od Euro !!!

Śmiem podejrzewać, że Mirosław Orzechowski (ksywa: Ten, Który Też Od Małpy Nie Pochodzi), dawny untergiertych od edukacji nie nadaje się już nawet do leczenia psychiatrycznego. Przypadek umysłu tegoż osobnika winien być omawiany na sympozjach z udziałem światowej klasy specjalistów, bo prawdopodobnie nasi rodzimi fachowcy nie są w stanie poradzić sobie nawet z postawieniem diagnozy.
Ów jegomość wymyślił sobie - po przegranej naszych zawodników w piłce kopanej z Niemcami - aby reprezentantów zza zachodniej granicy, a pochodzących z tej strony Odry, pozbawić obywatelstwa polskiego. Żeby było jeszcze śmieszniej i poziom absurdu zwiększyć, Orzechowski postanowił wysłać list w tej sprawie do Lecha K., zwanego dalej prezydentem.
Jasna dupa! Olać się można powyżej pach, skoro polskie przepisy jednoznacznie mówią, że obywatelstwo można stracić tylko wtedy, gdy sam zainteresowany o coś takiego wystąpi. Tym też sposobem zarówno Miro Klose, jak i Lukas Podolski mogą spać spokojnie i nie przejmować się słowami paranoika z LPR.
Mimo wszystko życzę Mirosławowi Orzechowskiemu, by już więcej się nie odzywał, albo nie mógł wyartykułować nawet najdrobniejszego dźwięku. Małpy z pobliskiego ogrodu zoologicznego rozwiesiły flagi i rozpoczęły protest, twierdząc, że gdyby jakimś przypadkiem wyżej wymieniony osobnik miał rodowód wspólny z nimi, one zaczną głosić, iż ich pochodzenie jest wspólne z orłem bielikiem, bo tak będzie bezpieczniej.
Mniejsza z tym. Już przed rozpoczęciem meczu z Niemcami wiedziałem, że trener Benhauer (nazewnictwo wzięte od ważniejszego z Braci Stereo) złych ludzi wybrał do składu. Nie było szansy na zwycięstwo.
Moim zdaniem zespół polskiej reprezentacji na ten mecz winien przedstawiać się następująco:
bramkarz: Ryszard Kalisz (ze względu na gabaryty),
obrona: Andrzej Lepper (przez urządzoną przez niego blokadę żaden Podolski czy inny Klose z pewnością przejść nie miałby szansy). Do współpracy zaprosiłbym w tej formacji jego dawnych i obecnych współpracowników: Andrzeja Łyżwińskiego, Danutę Hojarską i Renatę Beger. W tym składzie Niemcy mogliby nam najwyżej skoczyć.
pomocnicy: Joachim Brudziński z PiS (jednocześnie napastliwy i bronić umie), Donald Tusk (jeden, który umie grać w piłkę się przyda, w razie czego zmienić go można Fotygą), a skrzydłach - Bracia Mniejsi, z lewej - Yaro, z prawej BMW.
napastnicy: Jacek Ziobro i Janusz Palikot (chyba jakichkolwiek wyjaśnień tu nie trzeba).
Żadne tam Krzynówki, Żewłakowy, Boruce, Rogery i inne Żurawskie. Wtedy Euro byłoby naprawdę nasze.

Sphere: Related Content

sobota, 7 czerwca 2008

Katosadyzm w majestacie prawa

Czy jest w ogóle realne w jakimkolwiek kraju, by niewielka grupa fanatyków mogła wywierać presję na większość społeczeństwa, a ta zwyczajnie milczy, bo boi się jakichś wyimaginowanych konsekwencji? Jest możliwe. W Polsce. W innym kraju towarzystwo takie byłoby pognane na cztery wiatry, ustawione w kącie albo oskarżone przed sądem za naruszanie wolności.
O tym przekonała się 14-letnia dziewczynka. Nie dość, że została zgwałcona, na dodatek jest w ciąży. Jako że chciała usunąć to, co było wynikiem gwałtu, rozpętała się istna burza...
Do akcji wkroczyła organizacja z cyklu obrońców życia z księdzem na czele - czyli tym, który najwięcej ma do powiedzenia (ze względu na swe osobiste doświadczenia) o wychowywaniu dzieci. Mało tego - rydzykowe medyja co rusz atakowały swą obecnością dziewczynkę. Sytuacja posunęła się do tego stopnia, żadna placówka medyczna nie zdecydowała się na dokonanie aborcji.
Na tym nie koniec - katosadyści postanowili na złożenie wniosku do prokuratury, oskarżając matkę zgwałconej o to, że nakłaniała swą córkę do usunięcia niechcianej ciąży. Tej pierwszej miałyby zostać odebrane prawa rodzicielskie, a 14-latka winna trafić do placówki opiekuńczo-wychowawczej.
To jest właśnie polskie prawo. I sprawiedliwość.
Nieważne, że obecnie obowiązujące w Polsce przepisy umożliwiają LEGALNEJ aborcji dokładnie w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się dziewczyna. Nic to - katosadyzm ma większe prawo. Przy aprobacie rządzących.
Jak długo jeszcze?

Sphere: Related Content

środa, 4 czerwca 2008

Nie tak miało być

Nigdy nie zaprzeczę, że jestem kimś w rodzaju świra na punkcie siatkówki...
Pojąć zatem nie mogę - Agata Mróz, ta bez której pole, gdzie grała kobieca polska reprezentacja, wydawało się nie istnieć, nie żyje. Niekoniecznie przegrała walkę z białaczką. Pokazała, że oddawanie czegoś z własnego ciała, czegoś, co innym może dać życie, jest niezbędne. Pozostawiła, chociaż na pewno nie chciała, męża z dwumiesięczną córką. Nie tak miało być.
Nic więcej nie dopiszę, może poza tym, że to, co się stało nie jest sprawiedliwe.

Sphere: Related Content

sobota, 31 maja 2008

Oby nie tylko czcza gadka

No i stało się to, co wydawało się być niemożliwym. Grzegorz Napieralski, stawiany z góry na pożarcie przez aparatczyków rodem z SLD zwyczajnie wygrał z Wojciechem Olejniczakiem, dotychczasowym szefem tej partii. W praniu wyjdzie teraz czy rzeczywiście dojdzie do zapowiadanych zmian, czy po raz pierwszy słowo ciałem się stanie.
- Nie może być jednak tak, żeby jakaś religia - choćby największa - wpływała na decyzję rządzących. No choćby bulwersująca ostatnio sprawa in vitro. To jest jakaś paranoja, że ludzie, którzy nie mają rodzin, nie mają dzieci i nie ponoszą odpowiedzialności za partnera, przesądzają o sprawach, o których z natury nie mają pojęcia. Absolutnie tak być nie może...
- Już wiele razy o tym mówiłem i będę powtarzał do znudzenia: tej wezbranej rzece państwowych pieniędzy wpływającej wprost do kościelnej kruchty trzeba raz na zawsze postawić tamę.
- Bo proszę mi powiedzieć, na co Napieralskiemu becikowe, skoro dobrze zarabiam? A przecież zgodnie z ustawą dostanę tyle, co rodzina, która ledwie wiąże koniec z końcem. To bezsens i niesprawiedliwość.

To oczywiście tylko niektóre z wypowiedzi nowego szefa SLD. Poczekamy, zobaczymy...


                               Cytaty pochodzą z ostatniego numeru tygodnika "Fakty i Mity"

Sphere: Related Content

środa, 28 maja 2008

Lewa lewizna

- Niech to się wreszcie skończy - słychać coraz częściej. - Kilkuprocentowa partia nie może się wciąż zajmować samą sobą. Musi się skupić na starciu z prawicą. Zwłaszcza że rząd Tuska zaczyna mieć problemy. A PiS na nich raczej nie skorzysta, ma zbyt duże ograniczenia wizerunkowe - analizuje polityk Sojuszu. I rozwija: - Jeśli mamy zyskać, musimy mieć jakiś plan działania. A ten powstanie dopiero po kongresie.
Mimo powszechnego zmęczenia jakiś finisz rywalizacji Olejniczak-Napieralski będzie. - Przewodniczący zamierza być bardziej aktywny w mediach. Spotka się z delegatami na kongres. Będzie widoczny podczas wtorkowego protestu nauczycieli. Planujemy też dyżur w "Trybunie" - wylicza współpracownik Olejniczaka.
Współpracownik Napieralskiego zapowiada, że "Grzegorz skupi się na dobrym przygotowaniu wystąpienia kongresowego". Ma być skierowane do delegatów z terenu, szeregowych działaczy, a nie wojewódzkich baronów i liderów krajowych. Ci w większości są po stronie Olejniczaka i zdania nie zmienią. Zwykli działacze - mogą. Napieralski powie, że lepiej ich rozumie i częściej odwiedza.

Tyle cytatów ze strony Grzegorza Napieralskiego, kontrkandydata Wojciecha Olejniczaka do stanowiska szefa SLD, jaki ma zostać wyłoniony pod koniec tegoż miesiąca. Niby nic, jednak coś się tu zmienić może. Numer cały jest wyjątkowo prosty, dla aktualnych trendów polskiej polityki dość nietypowy, wręcz niebezpieczny, bo jego wynikiem będzie najprawdopodobniej konsekwentne egzekwowanie praw obywateli wynikających z obowiązującej Konstytucji RP, która obecnie umożliwia m.in. dochodzenia swoich roszczeń ze względu na światopogląd itp. Ścigane tym samym może okazać się państwo polskie choćby za umożliwienie wywieszania krzyży w publicznych miejscach czym urażeni mogą poczuć się ateiści.
Dotychczasowy szef SLD, Wojciech Olejniczak - lewicowy chrześcijanin, obnoszący się ze swoim katolicyzmem. W sam raz pasuje do obecnych i do niedawna byłych opcji, jakie rządziły tym krajem. Przy tych rządach - to moja własna opinia - lewicowa partia nie staje się podobna do PiS-dzielców i platformersów. Czym jest bowiem opozycja, która sama wewnętrznie się rozbiła, gotuje się we własnym sosie, zamiast zbijać kapitał polityczny, walczyć o wyborców, gdy dotychczasowi rządzący wyłącznie obiecują, ale swych wyborczych przyrzeczeń jakoś spełnić zamiaru nie mają? Najpierw niszczy koalicję taka opozycyjna siła przewodnia (ale tę własną, wewnętrzną koalicję, w skład której wchodzą inne partie nie za bardzo zgadzające się z będącymi u steru władzy), a potem traci tylko na wyborczym słupku, by zejść do granicy wyborczego progu. Żadnej nauki do siebie Olejniczak nie przyjmuje, gorzej - chyba wzorem Millera, Oleksego i kilku innych - wpadł w samouwielbienie i do wiadomości nie przyjmuje, że o ile cokolwiek się nie zmieni, zostanie mu polityczny niebyt. Nie liczy się bowiem z elektoratem, któremu nie w smak to, by partia będąca (wedle swej nazwy) po konkretnej stronie politycznej sceny była kompletnie nijaka, bo oczekują na radykalne posunięcia, krytykę władzy i pokazanie dróg wyjścia, a jednocześnie na przeciwstawienie się wszechobecnemu w świecie polityki klerowi, a nawet na unieważnienie umowy zwanej Konkordatem, dzięki któremu grube miliony z państwowej kasy zasilają portfele katolickiego duchowieństwa.
Taka właśnie pozostaje tak zwana opozycja...
Wedle zapowiedzi, starcie Napieralskiego, mieniącego się być reformatorem aktualnego układu w SLD z Olejniczakiem, który trzyma się dawnego, utartego schematu i iść drogą wytyczoną przez swoich poprzedników.
Przyznam, że jako niedowiarek z założenia, byłbym bardziej w stanie uwierzyć w to, iż cały ogród zoologiczny byłby w stanie przejść przez igielne ucho, niż pretendent do lewicowego tronu cokolwiek zmieni. Nawet jeżeli to zapowiada. Obietnic przez mieliśmy już tyle, że zliczyć ich nie jestem w stanie.

Sphere: Related Content

Postrajkowali

Se towarzycho, te nauczycielskie postrajkowało, dzieciarnia radochę mieli, bo do szkolnych murów zawitać niekoniecznie musieli, no i to by było na tyle.
Tak naprawdę nijak pojąć nie mogę któż był tak mądry inaczej, żeby na datę protestu ciała pedagogicznego - na okoliczność podniesienia płac, zachowania w dotychczasowej formie nauczycielskich przywilejów i innych roszczeń - wybrać 27 maja. Dzionek jak każdy inny, te same lekcje, no może za wyjątkiem nielicznych ustnych egzaminów maturalnych. I taki czas sobie Związek Nauczycielstwa Polskiego wybrał jako termin strajkowania. Gdyby tak ktoś pomyślał i ustalił owo posunięcie na pierwszy dzień matur, byłoby znacznie ciekawiej, a tak, zaprotestowali, skończyli i już. Przyznam, że gdybym był u steru władzy, zwyczajnie olałbym całe to zamieszanie. Właśnie ze względu na datę, taką nijaką.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 26 maja 2008

Pomysłowy Dobromir, pardon - Edgar

Pingwin nigdy nie dorośnie nawet do wysokości niewielkiego dębu, a tym bardziej Przemcio Gosiewski, który zajmuje się tak jakimkolwiek tematem z taką gracją, z jaką raczy poruszać się po tym ziemskim padole. Czyli właśnie pingwinim krokiem.
Dla tych, którym nieco pamięć przyblakła, przypomnę choćby inicjatywę i realizację peronu we Włoszczowie, gdzie - chyba ze względu na metropolitarny charakter tej miejscowości - zatrzymywać się musiały nawet pociągi międzynarodowe. Wynik finansowy tego posunięcia, którego inicjatorem był gość o ksywie Pingwin nijak nie odpowiada pierwotnym zamierzeniom. Straty i tyle. Ale efekt jest.
Teraz tenże gość o dykcji odmiennej od większości społeczeństwa stwierdził, że sprowadzone z Katynia młode dęby nie powinny być zasadzone osobno przy szkołach, by tam uczniowie o te drzewka zadbali, ale trzeba je przenieść w jedno miejsce do parku i tym samym stworzyć coś w rodzaju miejsca pamięci o pomordowanych. Podparł się jakimś wyssanym z palca postulatem Rodzin Katyńskich z Buska Zdroju (bo cała historia dotyczy właśnie z tego miasta), gdyż owe rodziny jakoś nie wyraziły nigdy takiego zdania. Pingwin jednak wie lepiej i chciał dopiąć swego. PiS-dzielce przecież wiedzą wszystko najlepiej, a jeżeli nawet nie mieliby racji, i tak ją mają.
Tym razem Przemysław Jedyny Nieomylny zwyczajnie się przeliczył, bo władze miejskie z Buska Zdroju pokazały mu gest Kozakiewicza i za cholerę nie zamierzają drzewek przesadzać. I zadziwił się tym sposobem poseł, co to IV RP chciał budować, że ktokolwiek mu się sprzeciwić raczył, a na dodatek o zamyśle Przemasa media się dowiedziały.
Stał się cud, bo Pingwin nagle wycofać się raczył ze swego pomysłu. Ale dopiero wtedy, gdy jednoznacznie na jaw wyszło, że to raczej jego indywidualna inicjatywa, niekoniecznie społeczna.
W sumie Przemysław G. o dźwięcznym drugim imieniu - Edgar miał pomysł rodem z Totolotka, bo chciał dokonać kumulacji. Nie trafił w cyferki.
Z pewnością jednak niebawem wyskoczy z czymś nowym. Może będzie to port morski w Rzeszowie, stacja kosmiczna w Kielcach czy coś w tym stylu.

Sphere: Related Content