Zanim wejdziesz...

W USA mamy Disneyland, w Danii - Legoland, a w Polsce? Odpowiedź jest prosta - Kaczyland, Kleroland.
Nie poradzę nic, że mój obraz władzy najwyższej jest tak niski...

niedziela, 5 kwietnia 2009

Kaczy stukot

Kiedyś mówiono: "Nawalony jak Pancernik Patiomkin" albo "... jak stodoła w żniwa". Dziś - przyznaję rację posłowi-świrowi, czyli Januszowi Palikotowi, że jedynym słusznym określeniem dla stanu niekoniecznie trzeźwości umysłu winno być: "Nastukany jak Lech Kaczyński".
Jak bowiem podejść do tematu w inny sposób, skoro prezydent kraju zwanego Polską swe poparcie przekazuje nie polskiemu kandydatowi do stanowiska sekretarza NATO, ale duńskiemu premierowi. I - za przeproszeniem - gówno mnie obchodzi, że panowie pt. Kaczyński i Sikorski zbytnią miłością do siebie nie pałają. Może mylę się, ale istnieje coś takiego, co nazywa się racją stanu i tu reprezentuje się kraj, no chyba, że jestem w jakimś błędzie.
Poza tym nijak nie pojmuję po ki grzyb Brat Mniejszy Większy (zwany w skrócie BMW) trzeszczy słowa dziwaczne na temat jakichś uzgodnień z rządem odnośnie tego kogo winien popierać, że on nie widział dokumentów, zaleceń czy innych kwitów. Jeżeli do tematu tak podchodzimy, stawiam tezę, iż albo prezydent jest notorycznie nastukany, albo jego iloraz inteligencji nie jest w stanie przekroczyć 10-15 punktów...

Sphere: Related Content

sobota, 21 marca 2009

Jak na łysej kobyle

Nie po raz pierwszy trafiła do mnie przesyłka w następującym stylu:

Przepraszam że to wysyłam, ale nie mogę tego zlekceważyć minęło 700 dni Jana Pawła II do nieba . Wyślij to 20 osobom a za 8 dni anioły ześlą CI cud . Jeśli tego nie zrobisz będzie to 8 nieszczęść . Złóż mu honor! ........... Nie chodzi tu o łańcuszek...tylko o pamięć...! Roześlij to wszystkim na swojej liście . P.S Nie lubię przesyłać tego typu przesłanek,ale proszono mnie aby nie przerywać. Przepraszam i serdecznie pozdrawiam.

Ominę imię i nazwisko nadawcy.

Przyznam zupełnie szczerze, że szlag mnie trafia, kiedy dostaję podobnej treści informacje, szczególnie ze względu na fakt, iż religia zwyczajnie mnie nie obchodzi, a jeżeli w jakiś sposób interesuje - nie ta, jakiej reprezentantem był JPII. Może dla kogoś był on autorytetem, kimś w rodzaju guru, idola. Nie dla mnie. Z uporem maniaka powtarzać będę to, co onegdaj usłyszałem w jednym z normalnych krajów naszego kontynentu, gdzie osoby mające mniejszy lub większy wpływ na życie publiczne bez jakiegokolwiek skrępowania potrafiły nazywać go mistykiem i szarlatanem.

Cóż bowiem takiego ów jegomość uczynił dla świata? Niech ktoś mi KONKRETNIE odpowie na to pytanie, w taki sposób, abym mógł przyznać mu rację. Do tej pory nikt nie był w stanie mnie przekonać, poza stwierdzeniem, że był "Wielkim Polakiem". I to wszystko. Puste hasło, zero treści, powtarzanie bezmyślne czyichś słów, tak samo jak niekoniecznie ze zrozumieniem odmawianie Zdrowasiek.

O ile z ust tegoż pana padły jakieś mądre słowa, z pewnością nauka dawno poszła w las. Przypomnieć sobie wystarczy jak to bratali się ze sobą po jego śmierci kibole Cracovii i Wisły. Zwyczajnie pustka ze zrozumienia.

A moja pustka (też ze zrozumienia) związana jest z czym innym - z pojmowaniem uwielbienia JPII, traktowaniem go niczym Boga, którym przecież nie był i nie jest, wywieszaniem jego portretów na ścianach, wydawanymi kalendarzami, pomnikowanią, budowaniem jakichś instytutów nazywanych jego imieniem (i to za publiczne pieniądze), no i na dodatek... testem z historii, który ma być poświęcony życiu polskiego papieża. Paranoja. Wychodzi na to, że Polska religijność katolicka będzie mieć niebawem tzw. Świętą Czwórcę (nie mylić z Trójcą), skoro jakimś santo Karol Wojtyła ma zostać ogłoszony, chociaż - zapewne - niewielu, a może nikt nie jest w stanie wytłumaczyć czym ma być owa świętość.

Niech nikt nie czuje się urażony, ale całość tego zamieszania z JPII przypomina mi stary dowcip sprzed lat, kiedy to w radzieckiej szkole nauczycielka zapytała Wanię:
- Wania, kto jest twoim idolem?

- Lenin! - bez zająknięcia odpowiedział Wania.

- Świetnie, piątka! - oświadczyła nauczycielka.
Wania usiadł, spod ławki wysunął książkę i wyszeptał:
- Sorry Winnetou, ale biznes is biznes.
I - jak sądzę - mamy do czynienia z niczym innym, jak tylko z próbą (skuteczną zresztą) zrobienia ogromnego szmalu na papieskich wspomnieniach, na ciągłym otaczaniu się jego kultem. Słyszałem, że niebawem ma zostać wydana mapa świata, na której zaznaczone będą miejscowości przez niego odwiedzone (oficjalnie nazywa się to, że udał się tam z pielgrzymką), za które miliardy musiały zapłacić rządy biednych zazwyczaj państw. I to wlaśnie nazywało się miłosiedziem...
A dziś kler forsuje swe interesy (tak, interesy, by nabić swą kabzę) w prosty sposób: bo JPII by tego sobie życzył - taka argumentacja łamie nawet najbardziej opornego urzędnika, który bez mrugnięcia okiem wyraża zgodę na sprzedaż należącego do gminy majątku za bezcen. Komu? Katolickiemu duchowieństwu, które dopóki tylko można będzie ujeżdżało na wątpliwym micie Karola Wojtyły niczym na łysej kobyle.
Na tym jednak nie koniec - na mocy ustawy z 1950 roku powołany został Fundusz Kościelny, który corocznie, z pieniędzy podatników, wypłaca ze Skarbu Państwa (polskiego) grube miliony katolickiemu duchowieństwu jako rekompensatę za zabrany za brzydkiej komuny majątek. Nic to, że wszystko, co odebrano przed laty z nawiązką (ogromną) już zwrócono. Fundusz istnieje od lat i nijak zniknąć nie może. Jakoś JPII nie zdecydował się, by owa żywa gotówka lejąca się szerokim strumieniem z kasy biednego kraju - jakim Polska jest - nareszcie zniknął. Według oficjalnych źródeł jest to roczna kwota przekraczająca 90 milionów złotych. Co z takimi pieniędzmi można byłoby zrobić, wydając je niekoniecznie na wypełnianie biskupich brzuchów, niech każdy sam dopowie.
O reformatorze (o Wojtyle, znaczy się) mówiono. Takiż to reformator, który w celibacie (podobno, bo jak wieść niesie, córka jego do dziś żyje) swój żywot spędził, na tematy seksulane się wypowiadał, a szczególnie na okoliczność antykoncepcji. Działalność misyjna za jego panowania spowodowała, że w takiej tylko Afryce zgonów byłoby po stokroć mniej. Gdyby tylko używano prezerwatyw zapobiegających zarażaniu się AIDS.
Niech te fakty wystarczą. Jeżeli odczuwałbym potrzebę, mógłbym je mnożyć w nieskończoność.
A niedowiarkom przytoczę ostatnią z wieści rodem z USA na temat niemieckiego papieża, jakiego z publicznych pieniędzy puszczają nam przy każdej możliwej okazji w abonamentowej telewizorni. Czyż nie dochodzi do próby przeniesienia uczuć wiernych z JPII na B16? Chwyt marketingowy całkiem ciekawy...
Otóż, Benedykt XVI tak najzwyczajniej w świecie (cóż, trzeba użyć niekoniecznie subtelnego słownictwa) wypierdolił ze stanu kapłańskiego księdza rodem z Polski - Marka Bożka, który nie chciał płacić daniny biskupom, bo stwierdził, że kasa jest bardziej potrzebna biednym. I im właśnie ją przekazywał. Rzecz miała miejsce w Sant Louis, w USA.
I taki to kościół ja zwyczajnie pierdolę. Podobnie jak jego przywódcy ministrantów.

Sphere: Related Content

środa, 18 lutego 2009

Jak barany

Czymże jest kościół katolicki mieniący się pisać przez duże "K"? Zbiorem obłudy - bo to moje, MOJE zdanie.
Austria:, Santk Polten, seminarium duchowne: zdjęcia władz uczelni i klerycy w jednoznacznych zdjęciach. Po ujawnieniu skandalu - szefostwo (obcałowujące i ściskające się z młodzieżą w dopiero co założonych "sukienkach") odwołano. Dokonał tego Watykan. Jakim to dziwnym sposobem prorektor Wolfgang Rothe trafia do parafii św. Michała w Monachium?
USA, Los Angeles: kardynał Roger Mahony kilka lat temu próbował zataić przed tamtejszym wymiarem sprawiedliwości informacje o duchowynych, którzy dopuszczali się pedofilii. Teraz za ten uczynek stanąć może przed sądem.
Polska - USA: ksiądz Tomasz Zieliński lecący na trasie Warszawa - Newark chciał zbyt mocno zbliżyć się do 16-latki, do której poczuł "chuć". Ta jednak oporną była. Skutkiem czego "batman" wyprowadzony został z samolotu w kajdankach. Czarny siedzi w amerykańskim więzieniu, ale po ogłoszeniu wyroku ma trafić nad Wisłę. Resztę niech każdy sam sobie dopowie.
Gdyby ktokolwiek chciał, służę szerszą informacją o historii wprowadzania dogmatów i "uczynkach" tzw. KK.
Bydgoszcz (Polska zresztą): planowano tu wystawić musical "Jesus Christ Superstar", niekoniecznie w tradycyjnej formie, bo widzowie spektaklu mieli głosować nad tym czy Chrystus "winny czy niewinny" sms-ami. Panowie w czarnych maxi (z koloratką pod szyją) zaprostestowali, więc ugiąć się należało. Wiadomo, władzom miejskim. Teraz spektakl mają przenieść do Torunia, gdzie podobno zaprezentowany zostanie.
Czyżby ktoś obawiał się, że Guru ułaskawiony nie zostanie? Nie dziwię się, skoro za piewców swych nauk ma takich reprezentantów.
A tak właściwie - owieczki się pasie, nie wyłącznie doi (i otumania)...

Sphere: Related Content

niedziela, 8 lutego 2009

Brat Wielki zawsze potrzebny. W imię czego?

Przestałem się interesować debilandem pod nazwą polityka, bo właściwie nie ma czym. Z jakiegoż to bowiem powodu miałbym podniecać się jakimś nowym image PiS-dzielców, który w praktyce porównać można do emerytowanej dziwki chcącej uchodzić za np. Dziewicę Orleańską (czy coś w tym stylu).
Dopiero dziś - po straszliwie długim czasie - coś mnie ubodło - pewna już chyba śmierć porwanego przed kilkoma miesiącami przez talibów polskiego geologa...
Nie dziwię się - z jednej strony - że polski rząd nijak nie zamierzał (i był w tej kwestii konsekwentny) płacić okupu za porwanego, bo, gdyby stało się inaczej, o czym już zresztą trąbiono, byłaby to zachęta dla porywaczy do kolejnych uprowadzeń. Ci wśród swoich żądań wysunęli również apel o to, by do Afganistanu nie wysyłano z Polski wojska.
Pojąć jednak nie mogę jak to mogę, że akcja wycofywania armii odbywa się w sposób nijaki. W czyje imię i z jakiego budżetu kolejni żołnierze trafiają na tzw. misje pokojowe?
Chyba odpowiedzi udzielić muszę sam: w imię dozgonnej przyjaźni z Wielkim Bratem zza Oceanu, który w zamian daje nam perspektywę zniesienia wiz wjazdowych do USA na tzw. święty nigdy, a i tak część tych, co tam wyrusza, jest zatrzymywana na lotniskach, trafia do więzień, gdzie traktowani są jak pospolici przestępcy, by później być odstawionymi na lotniska i wysyłani do kraju. Rząd polski w ogóle na takie sytuacje nie reaguje, chociaż nasi obywatele posiadają legalnie uzyskane wizy. Podobny przypadek z Islandczykiem zakończył się tym, że ambasador USA został wezwany na dywanik, a wkrótce amerykański rząd prawie na kolanach przepraszał za to zdarzenie.
Mnożyć by można i inne "dowody wdzięczności" amerykańskiej za polskie wojska wysyłane tam, gdzie trafia armia rodem z USA. Nie odczuwam jednak potrzeby.
Widzę jednak, że bez względu na polityczną opcję, rządy znad Wisły muszą posiadać jakieś oparcie w kimś silniejszym. Kimś, kto zawsze w dupę kopać będzie. Mieliśmy kiedyś ZSRR, teraz USA.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Porypane - mało powiedziane...

Czyż to nie porypany kraj?
Jak to możliwe, aby - po niewielkich w sumie śnieżnych opadach - oczyszczone z tzw. białego puchu były... ścieżki rowerowe? Nie chodniki. Powtórzę: ścieżki rowerowe.
Czy normalnym jest, by jadący wieczorem samochodem facet pukał się w czoło w chwili, gdy pokazywałem mu, by włączył światła? Podobno te obowiązują przez rok cały, bez względu na pogodę i świecące bądź nie - słońce.
Na ile jest to normalne, żeby facet wyrzucał łopatą wprost na jezdnię śnieg leżący na terenie jego posesji, nie patrząc czy przypadkiem ten nie spadnie np. na szybę samochodu? Czy przypadkiem kierowca takowego nie przestraszy się czegoś na szybie, nagle skręci i uderzy w jadące z drugiej strony auto.
Co robią służby mające niby dbać o porządek publiczny? Jakoś nie da się widzieć czy słyszeć o jakichkolwiek karach dla tych, którzy winni czyścić ze śniegu jezdnie i chodniki.
No i na zakończenie - deserek. Przeprowadzone badania wykazały, że polska lewica, a dokładnie jej członkowie, w większości to ludzie będący zadeklarowanymi katolikami, chętni do współpracy z ugrupowaniami... konserwatywno-prawicowymi.
I oto Polska nasza cała.

Sphere: Related Content

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Ajatollah - ginekolog

Czekam już tylko na dzień, kiedy panowie w czarnych sukniach maxi zaczną rozliczać swych parafian z tego czy aby zbyt mało - w stosunku do tego ile zarabiają - nie oddają na tak zwanych duchowych przewodników.
Ruszył teraz cały aparat mułłów i innych ajatollahów katolickich do nawoływania, by bezdzietne małżeństwa przypadkiem nie zastosowały metody in vitro zamiast adopcji. Owo in vitro jest ich zdaniem niemoralne, bo to Bóg (kurde, skąd oni to wiedzą, jakieś konsultacje potajemne z nim przeprowadzają?) decyduje komu dzieciaka dać, komu nie. Postęp nauki i cywilizacji niech się zajmie czym innym, a nie jątrzeniem i dawaniem nadziei na własne potomstwo.
Niech więc zatem ajatollah Dziwisz czy mułła Głódź także zrzekną postępu cywilizacyjnego i zrezygnują z wypasionych bryk, telefonów komórkowych, kont bankowych itp. O wypowiedziach w mediach już nie wspomnę. Toż to przecież nowoczesność.

Sphere: Related Content

niedziela, 14 grudnia 2008

Porypało się...

... już wszystko w sposób absolutny. Jak bowiem inaczej pojąć można fakt, że Nasze Narodowe Dobro zwane dalej Zbigniewem Ziobro miało tak M.O.C.N.E. dowody przeciwko doktorowi G., takie nagrania, iż teraz owo byłe ministeriuum jest zobowiązane do wybulenia na przeprosiny lekarza jakichś 200 tysiączków polskich nowych złociszy. Problem w tym jednak, że bidula Ziobro tak się za swego "ministerowania" zajmował tropieniem wyimaginowanych zbrodniarzy, no i zapomniało mu się o jakichś oszczędnościach. Szalał widać...
Teraz z pomocą przychodzi mu (kurde, nie lubię go za nazwisko, bo zwierzaki te uwielbiam) poseł niekoniecznie lubianego przez wspomnianego wyżej PiS-dzielca ugrupowania czyli platformersów - Janusz Palikot. Ów delikwent oświadczył, że jest w stanie odkupić mieszkanie Ziobry, by ten mógł w tak zwanych środkach musowego przekazu wykupić czas antenowy w najlepszej oglądalności i przeprosić pana doktora za słowa, że przez niego już nikt życia nie straci.
Cieszyłbym się niemiłosiernie, nawet nagrał sobie na specjalnie przygotowaną płytę i puszczałbym w nieskończoność cosik takiego. Toż to niecodzienne zjawisko, aby od kogokolwiek z PiS-uarów usłyszeć tak magiczne słowo: przepraszam.
Rypie się też w polityce na najwyższym państwowym szczeblu, bo jak inaczej określić sytuację, w której skłóceni o wszystko Donald i Ten Co Kulom w Gruzji Się Nie Kłaniał zwany dalej BMW wychodzą zadowoleni z brukselskiego szczytu. Zachwytu nad sukcesem, jaki niby tam osiągnięto nie mąci im nawet fakt zwyczajnego opierdolu, który drugiemu z wymienionych wykonał prezydent kraju, w którym żaby żrą. Za Traktat Lizboński. Gdyby ktoś nie wiedział.
A wszystko to jest tak porypane jak zorganizowana pielgrzymka kibiców na Jasną Górę, gdzie we wspólnym pochodzie z buta zasuwali kibice niekoniecznie zaprzyjaźnionych ze sobą klubów. Po katolicku pomodlą się, podadzą sobie ręce, a potem (równie po katolicku) uskutecznią akupunkturę za pomocą noży i jakiś masażyk. Może być bejsbolowym kijaszkiem. Po plecach, albo i skroni.
Polska norma, rzecz jasna...

Sphere: Related Content